Zombiestyczna zabawa!

Można by przypuszczać, że filmy o tematyce zombie dawno się przejadły- to relikt przeszłości. Tymczasem w kinach pojawiła się kolejna odsłona produkcji o zombie, z 2009 roku z podtytułem Double Tap

Nadszedł czas, by ponownie rozprawić się z zombie. Tym razem spotkamy się w okolicach Białego Domu. Od czasu powstania pierwszego filmu, na świecie pojawiło się mnóstwo nowych zombie, a te, które przetrwały – ewoluowały. I choć z zombie walczyć niełatwo, czasem najtrudniej stawić czoła… rodzinie, zwłaszcza tak złośliwej i nieprzebierającej w środkach rodzinie. 
Niewiarygodne. Od premiery pierwszej części minęła już okrągła dekada. Od premiery mówiono już o drugiej części – stety bądź niestety projekt był przekładany w nieskończoność. Wiele wiernych fanów (w tym ja) traciło nadzieję na pojawienie się sequelu. W czasie wyczekiwania na kontynuację kariera aktorów głównych ról niemal eksplodowała. Wśród nich mamy: Woodego Harrelsona, który ma swoje lata. Wydawało się, iż lata swojej kariery ma za sobą, lecz w tej produkcji przeżywał druga młodość. Emma Stone, do tej pory doczekała się już Oscara i statusu prawdziwej gwiazdy. Porównywalnie mocno zaświeciła gwiazda Jessego Eisenberga, lecz ona w ostatnim czasie przygasła. Aktorzy takiej klasy mają swoją cenę. Dlatego też zebranie ich w jednym miejscu, w jednym czasie nie było takie łatwe. Ostatecznie się udało, wraz z tym wkroczyła na salony srebrnych ekranów niezbyt wyczekiwana, lecz miła kontynuacja.
Jak wspomniałem wyżej, podejście do tematu zombie z komediowym filtrem nie jest zbyt odkrywcze. Dlatego też z czasem uświadczyliśmy przesytu takimi filmami. Reżyserował takie filmy na przykład Edgar Wright ze swoją “Wyspą żywych trupów”. W tym roku dostaliśmy od Jima Jarmuscha względnie dobry film “Truposze nie umierają”. Temat zostałby wyeksploatowany, gdyby nie Zombieland: Double Tap, który wjechał cały na czerwono.
  
Większość filmu jest utrzymywana w tonie świetnego pierwowzoru. Bardzo umiejętnie i płynnie balansuje pomiędzy dawaniem widzowi czegoś z pozoru innego, a powracaniem do przeszłości. Unika chyba największej zmorze współczesnych filmów; czyli wtórności. Choć na pierwszy rzut oka, mamy tutaj wiele motywów ze poprzedniej odsłony. Takich jak narracja Columbusa, efektywne potyczki z truposzami jak i finałowy cross wszystkich bohaterów. W produkcji największe skrzypce grają aktorzy. Do puli naszych bohaterów dochodzą nowe postacie, które dodają świeżości. Mam tu na myśli Madison. Emanuje wokół siebie dużym urokiem, uzupełniając lukę niskiego humoru. Przeplata te dwa jakości w sposób niesamowicie zabawny. Oczywiście mamy też inne postacie napotkane po drodze do finału przez protagonistów.
Jeszcze lepiej niż w pierwszej części sprawdza się czwórka głównych bohaterów. Nie tylko widz czuje chemię pomiędzy bohaterami, ale też dobry warsztat aktorski u większości. Wiele śmiechu i zabawy dają napisane dialogi, a obsada potrafi im nadać większej barwy oraz kolorytu swoją mimiką bądź gestami. Ta cała mieszanka powoduje, że seans leci bardzo szybko, czasami za szybko i pozostawia wielki niedosyt.
 
Sama realizacja filmu stoi na solidnych nogach. Z dobrym wynikiem finansowym poprzedniczki, podwojono budżet na produkcję. Choć mam wrażenie, że większość dostępnego budżetu poszło na gaże aktorów. Popracowano nad widowiskowymi scenami walki z zombie. Nie zabrakło walki z naszym przeciwnikiem w mastershocie. Mamy dobrą pracę kamery, ale przede wszystkim stojący na wysokim poziomie montaż. Wszystko to, aby wydobyć z aktorów i ze zdarzeń jak najwięcej komedii. Działa to lepiej niż przypuszczałem. Podobnie jak dobór muzyki do niektórych scen.
Cały czas pod warsztat brałem zalety. Tak więc czy film ma jakieś wady? Największą z nich jest pozostawianie u widza poczucia niedosytu. Twórcy potrafią zaserwować świetną zabawę, ale za szybko ją kończą. Racja – trwa parę minut dłużej od pierwowzoru (100 minut), ale chciałoby się odrobinę więcej. Mamy tu do czynienia z ciekawą, samoświadomą komedią. Jak i poprzednik, potrafi zapewnić trochę świeżości i polotu gatunkowi. Nie obrażę się, jeśli za kolejne 10 lat, powstanie trzecia odsłona serii Zombieland, dodając kolejne nowe elementy do tego zamysłu.

Psst! Czytelniku! Jeżeli zamierzasz się wybrać na recenzowany film, nie przegap sceny po napisach!