Wolfenstein The Old Blood, czyli młode lata BJ Blazkowicza

Jakiś czas temu wyszedł Wolfenstein: Youngblood, spin-off historii o . Opinie na jego temat są bardzo różne, naszą poznacie za jakiś czas. Póki co jednak, pogadajmy o The Old Blood, prequelu do The New Order i jednocześnie bardzo istotnej części serii.

Pamiętacie Wolfenstein: The New Order? No oczywiście, że tak. Na pewno pamiętacie wielki szturm na zamek Generała Wilhelma “Trupia Główka” Strasse. Aby do niego doszło, wojsko musiało znać położenie tej fortecy. I tu pojawia się Agent OSA, Blazkowicz. I razem z nim Agent Numer Jeden oraz gracz, który pokieruje Blazkiem. The Old Blood jest jak zmodyfikowana wersja Return To Castle Wolfenstein, co sprawia dość duży problem graczom, którzy często spierają się nad kanonem serii. Ale o tym kiedyś indziej, bo ten temat trzeba poruszyć dla kilku serii. W wielu miejscach się przeplata fabularnie, a w niektórych odcina się, przez co zdarzenia, teksty Blazka i misje sprawiają dość duży zawrót głowy. Ale osoba, która nie zna RTCW będzie czuła się dobrze.
Fabularnie gra podzielona jest na dwie opowieści, dość mocno opierając się na dziwnych filmach lat 60., częściowo o potworach i na filmach wojennych z tej epoki. Epizod pierwszy, czyli “Rudi Jager i legowisko wilków” opowiada o pierwszej próbie podjęcia dokumentów z lokalizacją bazy, gdzie Blazko jako oficer SS infiltruje zamek. Sytuacja szybko się zagęszcza i poznajemy Rudiego Jagera, trenera psów bojowych. Czeka nas ucieczka z zamku w widowiskowym stylu oraz poznanie pięknego miasteczka w górach, Paderborn. Tutaj również dojdzie do wybuchowego starcia w obronie gospody. W drugiej opowieści, czyli “Mroczne tajemnice Helgi von Schabbs”, znajdujemy się w miejscowości Wolfburg. Tutaj będziemy szukali tytułowej Helgi, która posiada informacje o lokalizacji fortecy Trupiej Główki. W wyniku działań okultystycznych, gra zmienia się ze strzelanki w drobny surviival horror, by skończyć jako krwawa strzelanina, gdzie będziemy walczyć z przywołanym sługą króla Ottona. Po drodze przyjdzie nam pobiegać w prototypowym mechu, którego wykorzystamy by przebić się przez Wolfburg.
Ze względu na zmniejszoną ilość misji w grze, twórcy wprowadzili pomysł aren, gdzie na określonym obszarze walczymy z falami wrogów. Obszary są wzięte z map zwykłej fabuły, ale tym razem są zamknięte. Walczymy przez określony czas i walczymy o medale. Wyniki możemy potem porównać ze znajomymi, by wiedzieć kto najlepiej zabija wrogów. A wrogowie mają dość wysoką inteligencję, oczywiście sztuczną, ale nie są sztucznymi durniami. Starają się szukać nas i informować ekipę. Oczywiście, potrafią też być nieświadomi i dać się odstrzelić, ale jak zauważą ciało, od razu podnoszą alarm.
Wolfenstein: The Old Blood daje nam wiele rodzajów broni. Od gazrurki, którą możemy się wspinać i bić, po pistolety-granatniki, które zgodnie z nazwą strzelają granatami. Pojawiają się również karabiny szturmowe i pistolety z początkowego fragmentu The New Order. Jak w New Order, tutaj też możemy brać bronie w jedną albo dwie ręce i strzelać jednocześnie. Zmienił się nieco system talentów, gdzie talentów jest znacznie mniej i nie robią z Blazko takiej maszyny do zabijania jak wcześniej. Tutaj jesteśmy słabsi i musimy grać agresywniej, by mieć ciągle pancerz i amunicję.
Ciekawym smaczkiem jest rozwinięcie easter egga z poprzedniej części, czyli koszmarnych snów. Tym razem twórcy przenieśli więcej lokacji i utworów z Wolfa 3D. No i nieco wymuszają wyszukiwanie rzeczy jak za starych czasów. Aby spotkać wszystkie postaci w grze, musimy zebrać wszystkie blaszki na mapach klasycznych. Oczywiście, w grze zwykłej mamy również pełno znajdziek, więc nie ma co się obawiać braku zawartości. Ba, gra jest wypełniona zawartością, chyba tylko delikatnie mniej niż poprzednik. Ale daje również duże urozmaicenie, więc monotonii nie czuć.

Oprawa audiowizualna stoi na wysokim poziomie. Gra jest ślicznie brudna. Są momenty na ładne widoki a są fragmenty, gdzie biegamy po brudnych uliczkach i biegamy po katakumbach. Udźwiękowienie jest bardzo dobrze zrobione, głosy Niemców czy maszyn są po prostu fajne, tak samo jak soundtrack, który nie jest taką skalą jak w The New Order, ale nadal jest imponującą pracą Micka Gordona, którego soundtrack z DOOM oraz innych gier to naprawdę solidna robota.

Wolfenstein The Old Blood to ciekawa gra. Proste rozszerzenie samodzielne do The New Order, które daje godziny zabawy i bardzo dobrą rozgrywkę, pełną brutalnej radości i lekko przerażających momentów. Zdecydowanie dobra gra dla fanów Wolfensteina, choć im nawet nie trzeba jej opisywać ani reklamować. Warta zakupienia razem z The New Order, gdyż często można je dorwać w paczce, a wówczas taniej. Jeżeli Return To Castle Wolfenstein ci się podobał, tutaj będziesz się bawić podobnie dobrze.