Warzone w Call of Duty, czyli porządnie wykonany Battle Royale, który nie umie się wyróżnić.

Mimo mnogości tytułów Battle Royale na rynku wciąż prowadzą trzej liderzy: Fortnite, Apex Legends i Playerunknown’s Battlegrounds. Jednak Activision postanowiło zmienić tą kolej rzeczy i wydało na rynek Call of Duty: Warzone. Czy ta produkcja ma szansę wyróżnić się i przyciągnąć do siebie graczy? Tego dowiecie się zaraz.

Call of Duty: Warzone jest samodzielnym trybem do Call of Duty: Modern Warfare. Oznacza to że jeśli posiadamy nowego CoD’a to pobrać musimy jedynie około 20 GB zawartości. Niestety, jeśli nie posiadamy podstawowej wersji gry, pobrać musimy 103 GB. To dosyć sporo, ale okazuje się że rozmiar ten jest w pełni usprawiedliwiony tym jak gra wygląda, działa i co oferuje.

Jak przedstawia się sama gra?

Zaczynając grę czeka nas krótki samouczek na kształt tego z Apex Legends. Dowiemy się jak oznaczać przedmioty i wrogów, oraz poznamy resztę podstawowych mechanik rozgrywki. Potem już będziemy mogli od razu wskoczyć do akcji. Mamy do wyboru dwa tryby: Battle Royale i Grabież. W tym pierwszym 150 graczy w maksymalnie 3-osobowych drużynach zmierzy się na stale kurczącym się obszarze wojny. Ten drugi tryb polega na tym, aby razem z oddziałem zebrać milion dolarów w gotówce. Rozmieszczona jest w formie zadań, czy też zdobywana przez zabijanie innych graczy. Na wszystko mamy 30 minut. 

Graficznie tytuł ten jest naprawdę znakomity – modele otoczenia, broni, postaci oraz same tekstury, to wszystko tutaj mówi: “Jestem grą Battle Royale z 2020 roku”. Na podstawowych konsolach gra stara się działać w 60 klatkach w zaskakująco wysokich rozdzielczościach. Pecetowcy z kolei nie muszą martwić się o optymalizację. Jeśli tylko spełniacie wymagania sprzętowe, śmiało możecie liczyć na 60 klatek i więcej, a jeśli ich nie spełniacie… to nadal możecie grać. Mimo że moja karta nie spełniała wymagań gry (GTX 1050), to jednak mogłem cieszyć się około 50 klatkami na sekundę na ustawieniach średnio-wysokich. Wszystko jest całkiem grywalne i nadal miłe dla oka. 

Gułag to życie, Gułag to śmierć

Grając nie mogłem pozbyć się wrażenia że Call of Duty: Warzone jest strasznie generyczne. Mało jest elementów wyróżniających na tle innych gier tego typu. Mamy strzelanie, mamy oznaczanie naszym kompanom poszczególnych wrogów, ale to wszystko już było. Jedyną nowością jest tutaj zaskakująco świeża mechanika “gułagu”. Po śmierci trafiamy do kolejki wyeliminowanych graczy, aby następnie zmierzyć się w pojedynku jeden na jednego przeciwko innemu graczowi. Ten, który wygra pojedynek, może wrócić i walczyć dalej. Według mnie to strzał w dziesiątkę.

Gułag, czyli 1v1 na śmierć i życie

Call of Duty od zawsze słynęło z tego, że ma krótki TTK (time to kill), przez co wystarczy ułamek sekundy aby kogoś zabić, ale także ułamek sekundy aby samemu zostać pokonanym. “Gułag” doskonale to balansuje i nie czyni porażki aż tak frustrującą. Jak na Battle Royale, tempo wymiany ognia jest tu wyjątkowo szybkie, a poruszanie się jest dość responsywne i przyjemne. Nie jest to jednak poziom Apex Legends, gdzie mobilność i nabieranie pędu to klasa sama w sobie, ale też nie jest to poziom PUBG’a, w którym poruszamy się z gracją cegły, bądź innej ciężkiej bryły.

Tempo wymiany ognia to jedno, a czas trwania rozgrywki to drugie. Jako że na mapie walczy ze sobą aż 150 osób, czas rozgrywki jest dłuższy niż w innych grach tego typu. Najdłuższe mecze mogą trwać nawet i 40 minut, zależnie od tego na kogo trafimy i jak gramy. Czy taki czas jest dobry czy zły, oceńcie sami – mi się podoba. Ponieważ przez cały mecz coś się dzieje, i nie ma mowy o poczuciu znużenia.

Warzone to nieustająca wojna

Także monetyzacja tytułu nie zawodzi, i jest uczciwa. Możemy kupić karnet bojowy, który da nam elementy kosmetyczne dla naszego wyposażenia i dla naszych operatorów. Możemy także różne wizualne ozdobniki kupić poza karnetem, w osobnej zakładce. Wszelkie bronie, umiejętności i premie za serie uzyskamy poprzez awansowanie na kolejne poziomy doświadczenia. 

Podsumowując

Warzone to bardzo dobry Battle Royale. Może nie jest odkrywczy ani rewolucyjny, ale nie można mu odmówić porządnego wykonania. Jednak nie zaszkodziłoby, gdyby Activision podjęło większe ryzyko tworząc ten tytuł. 

Przy okazji wspomnę, że w Warzone’a razem z redakcją graliśmy wspólnie na naszym kanale na Twitchu, do którego link macie tutaj.