Urban Flow – recenzja niepozornej gry o ruchu drogowym

Są takie gry, po które samemu nie sięgamy prawie wcale, jednak w kilka osób sprawdzają się doskonale. Urban Flow to jedna z tych gier, które wrzuciłbym do worka razem z Overcooked, Tools Up! i wielu innych tego typu produkcji.

Rozgrywka

Urban Flow to gra w założeniach prosta – ot, gracze muszą kierować światłami ruchu drogowego tak, aby pojazdy nie zderzały się i żeby nie doszło do wypadku. Prostotę założeń twórcy przysłaniają pomysłami, które mieli na urozmaicenie gry. W miarę postępów do gry dołączają karetki, czołgi, psujące się samochody, pociągi, a cała struktura plansz jest coraz bardziej złożona. Cały czas gra stara się odciągnąć gracza od monotonii. Gdy już miałem zacząć się nudzić, to twórcy spychają nudę w cień za pomocą kolejnych szalonych urozmaiceń. Taki zamysł na rozgrywkę bardzo mi się podoba – rdzeń rozgrywki jest prosty jak budowa cepa, ale cała reszta już nie (podobnie robi to np. Captain Toad: Treasure Tracker). Jeszcze zabawniej gra się w kanapowym multiplayerze, gdzie role są podzielone. Mimo pozornego zmniejszenia chaosu, prowadzi do jeszcze zabawniejszych nieporozumień.

Grafika i muzyka

Co najważniejsze, gra jest czytelna. Auta mają tutaj czarną obwódkę, wszystkie interaktywne elementy wyróżniają się na tle pozostałych, a przy okazji całość jest urokliwa i kolorowa. Jedyne do czego mogę się przyczepić to za duża ilość efektów postprocesowych, co zaburza ładną całość. Z kolei nic dobrego nie mogę powiedzieć już o warstwie audio. Muzyka grająca w tle jest po pewnym czasie uciążliwa i brzmi jak wyrwana z jakiegoś stocka. O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby zostawienie samych relaksujących dźwięków terenów podmiejskich.

Zawartość

Gra posiada na ten moment dwa tryby, standardowe plansze i tryb nieskończony, gdzie gramy bez końca na poprzednio ukończonych mapach. To dość mało, zważywszy na to że w każdym robimy mniej więcej to samo. Są niby do odblokowania jakieś znajdźki w zamian za uzyskane na poziomach gwiazdki. Są one jednak tak mało satysfakcjonujące, że istnienie ich zaczyna się po pewnym czasie ignorować.

Werdykt

Chciałbym móc napisać coś więcej o tej w miarę przyjemnej produkcji, ale nie potrafię. Przy tym poziomie prostoty uważam że powinna ona wyjść w modelu Free-to-play na telefony, natomiast żądanie za nią 14.99 dolarów na Switchu to przesada. Jeśli jednak trafi ona kiedyś na ciekawą promocję, to bierzcie śmiało – pod warunkiem że nie oczekujecie nie wiadomo czego, i że macie towarzysza do grania.