Tak powinien wyglądać remake. Niewidzialny człowiek – recenzja

Ostatnio jest moda na remake’i filmów sprzed parunastu lat. Studio produkcyjne Universal ostatnimi czasy miało wygórowane plany i zamierzenia na stworzenie nowego uniwersum z postaciami klasycznych filmów grozy. Jednak na samym początku kreowania świata, wytwórni powinęła się noga przy mocno średnim filmie “Mumia”; więc też pomysł wydawał się już stracony. Recenzowany poniżej “Niewidzialny człowiek” jest przykładem na to jak świeży pomysł na fabułę filmu może się okazać strzałem w dziesiątkę.

Pomysł na tak zwany Dark Universe (coś na kształt łączonych filmowych uniwersów DC i Marvela), w którym główne skrzypce grają takie postacie jak Drakula, Mumia i Frankenstein, a także omawiany Niewidzialny człowiek, koniec końców nie przetrwał klapy finansowej Mumii. Nie zapominając tutaj o kompletnej obojętności fanów na takie postacie sądząc po koprodukcji BBC i Netflixa “Dracula”, na którą nikt nie czekał.

Po tylu latach jednak chyba się udało. Zarząd wytwórni Universal postanowił iść za tropem Warner Bros z DC i również wycofać się z połączonego uniwersum. Skoncentrowali się bowiem na jakościowych pojedynczych historiach podejmujących współczesne tematy i problemy. Pod tym względem omawiany film bardzo przypomina origin “Jokera” od wstającego z kolan DC. To jest jak najbardziej na plus.

Akcja filmu rozpoczyna się scenami uciekającej protagonistki, w której emocje i napięcie rosną z każdą kolejna sceną. Widz na szansę obserwować tą postać od samego początku, rozpoczynając od sekwencji wstania z łóżka do ucieczki z domu, z powodu przemocy ze strony jej męża. Albowiem to on na pierwszy rzut oka staje się potworem i antagonistą całego filmu. Jednak naszej bohaterce uda się uciec od męża, lecz nie na długo ponieważ nawet jego śmierć nie kończy całego rozpoczynającego się koszmaru.

Już od początku w scenach nie brakuje masy zwrotów akcji i ciekawych angażujących w dalszą fabułę scen, choć nie dzieje się na ekranie nic znaczącego. Reżyser produkcji Leigh Whannell pokazał bardzo udanie sztukę budowania napięcia grozy za sprawą muzyki i subtelnych ruchów kamery. Ukazanie widzowi obecności jakiegoś bytu to naprawdę nie taka łatwa sztuka, jak mogłoby się wydawać, zważywszy na utarty schemat którym podąża większość horrorów, a mianowicie serwowanie na ekranie krótkich cichych momentów przerwanych jumpscare’ami.

Myślę że kolejną zaletą “Niewidzialnego człowieka” jest stawianie przez Whannella nacisku na wszystkie aspekty ujęcia zanim oglądającego ogarnie strach. Nie często spotyka się takie podejście w filmach, przez co taki zabieg wydaje się być jeszcze bardziej przerażający; tym bardziej że mówimy tutaj o produkcji opierającej się o motyw przemocy kobiet.

O dziwo, omawiany Niewidzialny człowiek ma niewiele wspólnego z pierwowzorem filmowym z 1933. Fani takowych produkcji mogą się poczuć poniekąd przez to zawiedzeni, jednak nikt nie zabrania im nadal rozkoszować się oryginałem. Twórcy współczesnego “Niewidzialnego człowieka” wykorzystują elementy sci-fi, by dodać do nich element losu ofiar przemocy domowej, co samo w sobie również jest bardzo dużym plusem. Tak samo jest z castingiem Elizabeth Moss, która wypada świetnie w roli Cecilii Kaas serwując nam bardzo inteligentną postać w porównaniu do innych typowych filmów grozy.

Protagonistka produkcji przechodzi w trakcie trwania akcji przez duży wachlarz emocji; od beztroski, zahaczając o smutek oraz strach, po depresję, a na końcu po triumf. Moss kolejny raz udowodniła jak potrafi umiejętnie przeskakiwać pomiędzy tymi stanami psychicznymi, co sprawia że na ekranie nie widzimy aktorki, tylko faktyczną postać. Jednym “ale” w tej kwestii wydaje się być nie rozwinięcie postaci Adriana, męża naszej głównej bohaterki.

Film nie samymi plusami stoi. Największymi minusami produkcji są bez wątpienia dziury fabularne i zbiegi okoliczności. Pokazuje to wyraźną różnicę umiejętności Wannella pomiędzy reżyserią a byciem scenarzystą. Wyraźnie widać, że to była jego wizja od początku do końca i nikt nie mógł w nią ingerować z góry. Scenariusz jednak nie broni się przed prostymi pytaniami tworząc naciągane motywacje antagonisty oraz naciągane działania jego kostiumu z punktu widzenia jakiejkolwiek technologii.

Są tutaj elementy sci-fi, ale są one bardzo mikroskopijne. Na większość pytań film nawet nie próbuje nam wytłumaczyć. I to jest największy minus. Przez co produkcja traci szansę bycia lepszą i mniej oczywistą historią. Lecz mimo wszystko jest to bardzo świeża i oryginalna opowieść, która jest ciekawą opcją dla ludzi szukających nowych doznań w świecie kinowych horrorów.