Super Mario Bros. 35 – recenzja. Jest dobrze, ale mogłoby być lepiej

Z okazji 35-lecia marki Super Mario Bros., Nintendo postanowiło uraczyć graczy kilkoma grami, wśród których znalazł się Super Mario Bros 35. Produkcja o tyle nietypowa, że próbująca połączyć klasykę, z nowoczesnym, sieciowym Battle Royale. Jak wyszło? Przekonacie się w tej recenzji.

Antykonsumencki model dystrybucji

Nintendo często postępuje wbrew samemu sobie. Firma potrafi dbać o swoje klasyki i zapewniać graczom dostęp do nich na nawet najnowszych konsolach. Ta sama firma potrafi również przy ogłaszaniu danej gry wspomnieć, że jest ona dostępna tylko w ramach abonamentu sieciowego, nie da się jej kupić na własność, i generalnie to za 6 miesięcy od dnia ogłoszenia nie będzie można w nią grać. Jest to posunięcie wyliczone typowo na zysk. Zapewne japończycy sprawdzają czy produkcja ta osiągnie odpowiedni rozgłos, aby w razie czego ogłosić, że jednak planują dalej ją wspierać. Ale dlaczego by nie umożliwić graczom kupna tej produkcji na własność, bez bawienia się w żadne abonamenty? Tytuł ten, szczególnie że jest sygnowany tak znaną marką, sam by na siebie zarobił.

Miodna, aczkolwiek powtarzalna rozgrywka

Rozgrywka polega na rywalizacji 35 graczy o pierwsze miejsce. Miejsce na podium wywalczamy sobie przechodząc kolejne plansze, zbierając monety, dopałki i pokonując przeciwników. Jeśli nasz Super Mario zginie, lub skończy nam się czas, odpadamy z gry. Wrogowie, których pokonamy pojawiają się na planszy wybranego przez nas gracza. Możemy wybrać, czy zgładzone przez nas stworki będą pojawiać się u losowych graczy, czy też może u tych, którzy mają najwięcej monet, lub najmniej czasu, możemy także wybrać ręcznie.

Całość jest więc chaotyczną orkiestrą brnięcia przez kolejne plansze, wzajemnego przerzucania sobie przeciwników i usilnych prób zyskania dodatkowych sekund na liczniku czasu. Niestety, po paru rozgrywkach całość zaczyna zalatywać monotonią. Mecze trwają zdecydowanie za długo – czasami nawet i 20 minut grania w Super Mario Bros. bez przerwy potrafi nieźle wymęczyć. Poza tym plansze mają tendencję do powtarzania się. Gra szczególnie lubuje się w zasypywaniu gracza bez przerwy tymi samymi dwoma pierwszymi poziomami.

Brak motywacji do grania…

Gra nie posiada praktycznie żadnego systemu progresu. Jedyne co zyskujemy za kolejne rozgrywki to nowe ikonki naszego profilu, i nowe plansze, które pojawią się w naszej rozgrywce prędzej czy później. Po kilku meczach gra się zwyczajnie nudzi i mogłoby się wydawać że nie ma w niej nic, co przyciągałoby na dłużej.

…a jednak nie potrafię się oderwać od ekranu

Jednak tak nie jest. Mimo braku nagród, postępów i jakiejkolwiek głębi gra broni się sama. Jest niesamowicie grywalna głównie przez swój chaos, swoją losowość i fakt, że to po prostu kochany przez wszystkich Super Mario Bros. Każdy mecz, mimo iż rozgrywany na tych samych planszach, zawsze potrafi czymś zaskoczyć. Element rywalizacji o pierwsze miejsce daje motywację do kolejnych meczy, przez co nie odczujemy aż tak bardzo wszelkich braków w zawartości.

Werdykt

Super Mario Bros. 35 to naprawdę przyjemna produkcja, która może i nie jest przesadnie rozbudowana, ale idealnie nadaje się jako odskocznia od innych gier. Niestety jednak niezbyt uczciwy model dystrybucji połączony z innymi wyżej wspomnianymi bolączkami sprawia że moja opinia o całości nie jest w pełni negatywna. Myślę że Nintendo stworzyło sobie dobre podwaliny pod fajną sieciową produkcję – niech teraz ją rozwija. Uważam także że dobrym posunięciem byłoby wydać grę poza abonamentem. Tym z Was, którzy mają abonament Nintendo Switch Online, polecam spróbować. Jeśli jednak nie jesteście skłoni do wydawania pieniędzy za coś, co powinno być podstawową funkcjonalnością konsoli, to ani ta gra, ani żadna inna was do tego nie przekona.