Super Mario 3D World + Bowser’s Fury – recenzja

Gry z serii Super Mario są ponadczasowe i pozytywnie zaskakują nawet po latach. Nintendo doskonale o tym wie, ale mimo to nie idzie po linii najmniejszego oporu. Najlepszym tego przykładem będzie recenzowane dzisiaj Super Mario 3D World + Bowser’s Fury. Jeżeli chcecie wiedzieć, czy warto zaopatrzyć się w najnowszą przygodę wąsatego bohatera, zapraszam do lektury.

Wii U było sprzedażową porażką, ponieważ konsola ta znalazła tylko 13.56 miliona nabywców. Co za tym idzie, świetne gry wydane na tą konsolę zostały ograne wyłącznie przez nielicznych. Jedną z takich gier jest Super Mario 3D World. Jest to następca wydanego jeszcze na przenośnego 3DS’a Super Mario 3D Land. Zamysł jest podobny – nie mamy tutaj do czynienia z otwartymi planszami niczym w Super Mario 64. Zamiast tego są mniejsze, odgórnie narzucone trasy. Mimo iż mniej tutaj swobody i eksploracji, to jednak całość sprawia dużo frajdy. Gra się w to tak, jakby ktoś postanowił po prostu przenieść serię New Super Mario Bros. w trzeci wymiar. Przez to poziomy mimo że są mniejsze, idealnie zaprojektowane i pomysłowe, do czego zresztą przyzwyczaiło graczy Nintendo.

Nie dziwne więc że gracze z otwartymi ramionami przyjęliby reedycję tej gry na inne platformy. Nintendo lubi słuchać swoich fanów, jednocześnie dobrze na nich zarabiając, więc takiej reedycji się doczekaliśmy. W tej recenzji ocenie będzie podlegać nie tylko gra jako ogół, ale także jakość portu, i stosunek jakości do ceny. Kilka osobnych akapitów zamierzam poświęcić także na Bowser’s Fury, ponieważ jest to osobna gra, z własną tożsamością. Niesprawiedliwym byłoby potraktować ją po macoszemu, a w końcu jest częścią tego pakietu.

Lata dziesiąte obecnego wieku obfite były w platformówki kooperacyjne. Najlepszym tego przykładem są takie gry jak New Super Mario Bros., Little Big Planet i Rayman Legends. Super Mario 3D World jest kolejnym produktem owego trendu. W grze na ekranie można zobaczyć jednocześnie aż czterech graczy. W tej reedycji grę wzbogacono także o możliwość grania razem przez sieć, a to zawsze jest na plus. Mimo tego że wspólna gra powoduje chaos i przepychanie się naszych postaci, ponieważ nie znajdziemy tutaj podzielonego ekranu, to jednak taka forma zabawy daje nieporównywalnie więcej frajdy od grania samemu. Jednak nie znaczy to, że brnięcie od punktu A do punktu B w pojedynkę musi być nudne.

Co czyni Super Mario 3D World tak dobrą grą?

Najważniejszym czynnikiem, który wpływa na fakt, iż Super Mario 3D World to dobra platformówka to zakres ruchów i poruszanie się naszymi postaciami. Mario, Luigi, Toad i księżniczka są w tej grze niezwykle zwinni i samo chodzenie po planszach daje radochę. W połączeniu z świetnym projektem etapów, które co rusz zaskakują, mamy tu mieszankę iście idealną. Nie brak etapów ze spadającymi platformami, poziomów na szynach, czy też takich, które dadzą nam namiastkę swobody tylko po to żeby pod koniec zaskoczyć nas jakimś konceptem. Jest to jedna z najlepszych gier platformowych w jakie zagrałem w życiu, i piszę to z ręką na serduszku. Nie przeszkadza również fakt, iż fabuła gry jest niesamowicie prosta i jest jedynie pretekstem do skakania sobie po przeróżnych przeszkodach. Ot, smok porwał i uwięził kilka małych wróżek. Bracia hydraulicy, grzybek i księżniczka czują się zobowiązani je uwolnić i pokonać złą bestię.

Grafika i muzyka

Super Mario 3D World już w 2013 roku był uznawany za grę prześliczną. Teraz, wraz z remasterem na Switcha, gra nadal utrzymuje ten status. Rozdzielczość podniesiono do dynamicznego 1080p, przez co całość jest ostrzejsza. Całą resztę pozostawiono bez większych zmian, ponieważ dzięki ładnej, lekkiej stylistyce gra nie zestarzała się zbytnio. Jeśli komuś mało, to może uwiecznić najładniejsze sceny gry w nowym trybie fotograficznym. Dla mnie było to coś, co w każdej innej platformówce byłoby mi obojętne. Tutaj co chwila zatrzymywałem się aby cyknąć jakąś ładną fotkę. Zdjęcia upiększać możemy filtrami, naklejkami, a także dostosować kąty kamery. Miłośnicy wykonywania zrzutów ekranu będą wniebowzięci. Przebudowy doczekał się interfejs, który teraz wydaje się bardziej czysty i minimalistyczny. Całość utrzymuje płynność stałych 60 klatek zarówno w trybie stacjonarnym, jak i przenośnym. Jedynym wyjątkiem jest Bowser’s Fury, które ze względu na swoją strukturę, w trybie przenośnym utrzymuje 30 klatek na sekundę. Ścieżkę audio natomiast pozostawiono taką, jaką pierwotnie była. Świetne lekkie brzmienia, przywodzące na myśl najlepsze chwile spędzone przy konsolach Nintendo, mieszają się tutaj z nowymi, jazzowymi utworami. Ale w końcu warstwa audiowizualna to nie wszystko, a gra doczekała się innych zmian na płaszczyźnie rozgrywki.

Zmiany w rozgrywce

Mimo iż już w czasach swojego debiutu grze nic nie można było zarzucić, Nintendo postanowiło jeszcze bardziej doszlifować swój diament. Twórcy poprawili wszelkie bolączki, których gracze nawet nie zdążyli przez lata zauważyć, a przynajmniej na nie nie narzekali. I tak oto Mario i jego ekipa poruszają się szybciej i zwinniej, mają nowy zestaw ruchów a także nowe animacje. Możemy skakać wyżej odbijając się wyskokiem z podłoża, turlać w powietrzu czy też wpaść do rury bez zbędnego zatrzymywania się przy niej. Zmiany nie ominęły także poziomów – ale te były raczej wynikiem nie dobrowolnej decyzji, a ograniczeń sprzętu. Switch nie posiada wbudowanego mikrofonu więc wszelkie platformy, które poruszały się gdy dmuchaliśmy w mikrofon, zastąpione zostały takimi które suną samoistnie w swoim tempie. Wszystkie funkcje sterowania dotykowego zostały na miejscu. Dodatkowo możemy wszelkie funkcje dotykowe obsługiwać wskaźnikiem żyroskopowym, co jest niesamowicie wygodne.

Bowser’s Fury

Przyszedł czas, aby rzucić okiem na największą nowość w tej reedycji, czyli samodzielny dodatek do gry. Po zapowiedziach ciężko było się domyślić, jaki charakter będzie miało ów rozszerzenie – czy będzie to kilka poziomów, czy coś całkowicie innego? Nintendo jednak zaskoczyło każdego, oferując pierwszą w historii grę w serii Super Mario z w pełni otwartym światem. Nie uświadczymy tutaj żadnych ekranów ładowania między poszczególnymi etapami, żadnych sztucznych blokad ani niczego, co ograniczałoby naszą wolność. Jest to całkowite przeciwieństwo podstawowej wersji gry, a co za tym idzie, świetne jej uzupełnienie. Gra przypomina swoim letnim klimatem Super Mario Sunshine, a rozgrywką Super Mario 64, ale dziejące się na jednej, ogromnej planszy.

Fabuła jest równie prosta, co w Super Mario 3D World – ot, smok Bowser staje się zbyt potężny i traci nad sobą kontrolę, więc jego syn prosi nas, abyśmy go okiełznali. Aby to zrobić będziemy musieli zdobyć 50 kocich błysków, które umożliwią nam dorównanie mocą Bowserowi i pokonanie go. Owe kocie błyski (cat shines) zdobywa się w otwartym świecie poprzez eksplorację, uczestniczenie w wydarzeniach losowych (ataki Bowsera na wyspę) a także zwyczajnie przez wypełnianie kolejnych celów danych plansz.

Archipelag, który przyjdzie nam przemierzać jest niezwykle piękny i zróżnicowany. W obrębie kilku wysepek znajdziemy zarówno i kamienne, i śnieżne, a nawet wulkaniczne krajobrazy, przez co całość nie jest nużąca. Dzięki wspomnianemu wcześniej trybowi fotograficznemu udało mi się uchwycić kilka naprawdę fajnych widoków.

Co najlepsze w Bowser’s Fury to fakt, że możemy grać bez przerwy bez bycia wybijanym z rytmu. Nie ma tutaj żadnych zbędnych wypełniaczy, scenek przerywnikowych, i innych tego typu rzeczy. Jest tylko czysta frajda. Zrobienie stu procent w tej grze zajęło mi 10 godzin, a w Super Mario 3D World było to 35 godzin. Razem daje nam to około 45 godzin zabawy, co nie jest wynikiem złym, szczególnie patrząc przez pryzmat innych gier platformowych.

Werdykt

Nie będzie stwierdzeniem na wyrost powiedzieć, że Super Mario 3D World + Bowser’s Fury jest najlepszą platformówką ostatnich lat i dla posiadaczy Switcha pozycją wręcz obowiązkową. Za około 200 złotych (249 za wersję cyfrową) dostaniemy zestaw dwóch świetnych gier, w które będziemy mogli grać razem z innymi. Serdecznie polecam, i czekam na więcej równie dobrych platformówek od Nintendo.