Stranger Things 3 – odejście od udanego schematu

Stranger Things okazał się wielkim sukcesem na miarę serialów Binge-watchingujących. Za sukces przede wszystkim odpowiedzialne były nawiązania do popkultury lat 80. Lecz czy po trzech latach od premiery serial utrzymał napięcie i zaprezentował widzom coś zupełnie nowego? Po drugim sezonie nic nie było wiadome.

Drugi sezon Stranger Things wyprodukowany przez platformę streamingową Netflix był odgrzewanym kotletem w moim odczuciu. Showrunnerzy, po sukcesie pierwszego sezonu postanowili dostarczyć nam to samo, tylko, że w większej ilości. Jechanie na oparach pierwszego sezonu, bliźniaczo podobne historie oraz takie same założenia – takowe określenia pasują do drugiej części serialu. Jak w obliczu tego wszystkiego prezentuje się sezon trzeci?

Wszystko odbywa się podczas letniej przerwy, kiedy to starsi już bohaterowie starają się spędzić ten czas jak najlepiej. Wśród nich jest Nastka i Mike, którzy na każdym kroku cieszą się związkiem, doprowadzając do gorączki Hoppera. Dustin wraca z obozu naukowego po miesiącu nieobecności, poznając pierwszą miłość swojego życia. Nancy wraz z Jonathanem pracują w lokalnej gazecie, gdzie zmagają się z seksistowskimi i szowinistycznymi wyzwiskami ze strony szefostwa oraz redakcji. Na domiar złego Will ma trudności z odnalezieniem się w swojej grupie rówieśników, poprzez odstawaniem od nich. Chłopaki nie mają czasu i ochoty grać z nim w gry RPG ponieważ zajęci swoim życiem prywatnym. Z czasem Will zaczyna czuć obecność czegoś nie z tego świata. Wyczuwa Łupieżce Umysłów. Uwięziono go w realnym świecie po zamknięciu przejścia przez Nastkę.

Po lekkim niewypale drugiego sezonu, dwójka showrunnerów zrozumiała, że nie ma sensu podkręcać poziomu bez zmian w scenariuszu. Napisali więc różniący się schematycznością, zamysłami i założeniami scenariusz, który się sprawdził na każdym polu. Twórcy wiedzieli, że widownia, wraz z bohaterami stała się bardziej dorosła, oczekując czegoś o wiele bardziej mocniejszego. Zaserwowali nam więc dawkę odważnie wylewającej się krwi, mroku oraz brutalności. Stworzyli potwora, który nie tylko sieje postrach u mieszkańców Hawkins, ale też w sercach widzów i mógłby się znaleźć chociażby w typowym horrorze. Twórcy oczywiście nie zrezygnowali z nawiązań do popkultury lat 80. bazując na tym wiele wątków i scen. Czuć to choćby na samym początku odcinka pierwszego, gdzie napakowany Rosjanin niczym Terminator dusi na śmierć jednego z naukowców. Kadry oraz scena, są nawiązaniem do hitu ubiegłych lat z Schwarzeneggerem a twórcy wcale się z tym nie kryją.

Konstrukcja serialu przypomina dobry horror klasy B i nie powinna być pokazywana małym dzieciom. Akcja typowo zaczyna się od sielanki bohaterów, a z następnymi aktami serialu robi się coraz mroczniej, aż dochodzi do finału. Tam oczywiście cztery wątki główne się łączą w całość i mają jeden cel. Dlaczego aż cztery? – zapytacie. Odpowiedź jest prosta, Dufferowie postanowili grupę głównych bohaterów rozdzielić na pomniejsze grupy. Widzimy więc dziennikarskie śledztwo Jonathana i Nancy, brawurowe policyjne śledztwo Joice i Hoppera, dzieciaki które zaczynają odkrywać pojawienie się łupieżcy umysłów, oraz Steve’a i Dustiego, którzy próbują rozwiązać zagadkę szyfru rosyjskiego. Każdy wątek ma swoją rolę w całokształcie historii oraz jest dobrze napisany, nie odstając od reszty. Dzięki tym zabiegom serial ogląda się z wielkim zainteresowaniem. Osobiście, żadnego serialu nie obejrzałem z takim zaangażowaniem. Ostrzegam, bardzo wciąga.

Bardzo robi u mnie wrażenie fakt, napisania postaci. Dodano im nowe motywacje. Podejście dzieciaków – teraz młodzieży, zmienia się z ich wiekiem. W porównaniu do drugiego sezonu, interesują ich już zupełnie inne rzeczy. Każdy w inny sposób dorasta i ma swoje tempo rozwoju. Dlatego też paczka młodych protagonistów, powoli się rozpada. Każdy z nich ma odmienne życie prywatne.
Stranger Things zawsze miało mistrzowski soundtrack, lecz w tym sezonie awansuje on na wyższy poziom. Jest bardziej wyeksponowany i wyselekcjonowany. Piosenki i melodie nadają atmosferę oraz nastrój danych scen. Przez co słowa niektórych piosenek nawiązują do tego, co widzimy na ekranie
Zdaniem wielu osób, jak i moim, jest to najlepszy sezon Stranger Things, zapewnia nam karuzelę emocji wywołując u nas skrajny śmiech oraz płacz. Z największym zainteresowaniem czekam na następny, aby poznać zakończenie tej historii, w wykonaniu braci Duffer. Serial ten wraca w grono sztandarowych produkcji tej platformy streamingowej.