Rocket Arena – recenzja. Jest potencjał!

Rocket Arena, czyli nowa strzelanka od EA, przeszła bez większego echa. Powodem takiego stanu rzeczy może być między innymi duża konkurencja na rynku multiplayer, czy też miałki marketing. Jednak czy aby na pewno nie jest to wina samej jakości gry? O tym dowiecie się w tej recenzji.

Założenia rozgrywki

Założenia tej sieciowej strzelanki są podobne do tego, co uświadczyć można w Super Smash Bros. na sprzęty Nintendo. Naszym celem nie jest zabicie wroga, lecz wyrzucenie go poza granice areny. W przeciwieństwie do Smasha, w Rocket Arena zabawa toczy się w trzech płaszczyznach, i przeciwnika nie będziemy bić, a strzelać do niego. Pomogą nam w tym rakiety i zdolności specjalne postaci. Tutaj głębia rozgrywki się nie kończy. Na mapach znaleźć można różne bonusy, przykładowo bomby lub miny, które pomogą pozbyć się nieprzyjaciół. Dodatkowo każdą z postaci można zmodyfikować pod względem rozgrywki. W ramach postępów odblokujemy kolejne modyfikatory obrażeń, odrzutu, i innych wartości.

Zawartość

W chwili obecnej do wyboru mamy 11 postaci, którymi grać można na 12 mapach. To całkiem niezły wynik, biorąc pod uwagę zróżnicowanie każdego mecz i wielkość aren. Każdego herosa przyozdobić możemy skórkami, efektami świetlnymi i innego typu rzeczami, dzięki czemu zawsze znajdzie się motywacja do rozgrywania kolejnych meczy. Jedyne do czego mogę się przyczepić w kwestii zawartości to dość nachalne reklamowanie karnetu bojowego, w grze, za którą przecież musimy zapłacić. Byłoby to akceptowalne najwyżej w tytułach free-to-play.

Warstwa audiowizualna

Wszystko, co dane będzie nam zobaczyć w grze, wygląda niezwykle ślicznie i ekspresywnie. Duża w tym zasługa użycia silnika Unreal Engine 4, a także samej strony artystycznej. Widać że osoby tworzące Rocket Arena bardzo postarały się, aby wszystko było unikalne i szalone, a jednocześnie spójne. Osoby lubujące się w takim stylu z pewnością się tutaj odnajdą, natomiast resztę taki Overwatchowy styl może odrzucić. Ścieżka dźwiękowa również jest przyjemna, ale nie jest specjalnie wyjątkowa. Ot, przyjemne muzyczki plumkające sobie w tle, niezapadające w pamięci na dłużej.

Problemy i potencjalne rozwiązania

Rocket Arena ma wszystko, czego potrzeba, żeby stać się głośnym hitem, jednak w rzeczywistości o grze słyszało mało osób, a serwery nie są oblegane. Sytuacja ta spowodowana jest według mnie ceną gry. O ile 130 złotych za tytuł wydaje się niską ceną, to trzeba pamiętać że ów jest naszpikowany mikrotransakcjami, a karnet bojowy jest niemożliwy do zdobycia bez wydawania gotówki. Rynek nie lubi przesytu, więc mając do wyboru bezpłatne, podobnie monetyzowane produkcje, osoby młode najpewniej po Rocket Arenę nie sięgną. Z kolei dla starszych graczy strzelanka ta może być zbyt infantylna i dynamiczna. Electronics Arts zdało sobie sprawę ze swojego błędu i już teraz gra kosztuje blisko dwudziestu złotych. Tak szybka obniżka ceny z pewnością nie przypadnie do gustu graczom, którzy zapłacili pełną cenę. Z drugiej strony, dzięki takiemu rozwiązaniu, baza graczy może się powiększyć.

Co według mnie mogłoby poprawić obecny stan rzeczy? Więcej takich promocji, więcej darmowych weekendów. Niech gra będzie dostępna w tak niskiej cenie, jak podczas wyżej wspomnianych promocji, skoro i tak przyniesie ona twórcom zyski poprzez zakupy w grze. Większa ilość graczy oznacza większą sprzedaż przedmiotów w grze. Potem można dopiero myśleć nad karnetami bojowymi, i innymi drobnostkami pozwalającymi grze zarabiać. Projektując grę powinno się myśleć nad rozgrywką, a potem dopiero nad monetyzacją. Niestety w Rocket Arena już od pierwszych chwil odczucia są zupełnie odwrotne. Podejrzewam że winą takiego stanu rzeczy jest chcący zmaksymalizować zyski wydawca, który patrzył na sukces gier takich jak np. Fortnite. Jednak zapomniał on, że ten, w przeciwieństwie do Rocket Arena jest za darmo, dlatego jest taki popularny.

A wy, co sądzicie o tej grze? Chętnie posłuchamy waszych opinii w komentarzach!