Rising Storm 2: Green Army Men – wojna z perspektywy żołnierzyka

Wojna w Wietnamie. Kojarzy się nam z Rolling Stonesami czy utworem “Fortunate Son”, przelatującymi Hueyami i strzelaniem z M60 w pola ryżowe z dużej wysokości. A w oddali dokonywane jest bombardowanie napalmem, by wypalić dżunglę. Niektórym kojarzy się z filmami takimi jak Full Metal Jacket czy Łowca Jeleni. Ale pewna gra próbuje ukazać ten problem nieco inaczej. Po części jako bolesne doznanie, a po części jak świetny pretekst do wielkiej zabawy. W dzisiejszym tekście przyjrzymy się grze Rising Storm 2 oraz ostatniemu dodatkowi: Green Army Men.
Rising Storm 2 przenosi nas w okres Wojny Wietnamskiej (cóż za zaskoczenie) i pozwala nam wcielić się w żołnierza jednej z wielu frakcji tego konfliktu. Reprezentanta pomocników północnego i południowego Wietnamu, wśród których są żołnierze Viet-Congu czy Marines. Każda frakcja ma swoje rodzaje munduru i maskowania, tak samo jak możemy dobierać inne stroje, zależnie od funkcji w drużynie. Możemy nosić stosunkowo ładny mundur jako dowódca oddziału albo biegać w podartych łachmanach z hełmem “Born to kill” na łbie jako strzelec, dowolność jest spora. Nowe elementy odblokowujemy z kolejnymi poziomami, ale niektóre rzeczy możemy kupić szybciej, albo w ogóle odblokować w niektórych wypadkach, za prawdziwą gotówkę. Ale takie rzeczy do kupienia to kosmetyka, która nie wpływa na to, co dzieje się w samej grze.
Każda frakcja bije się na swojej specjalnej mapie. Przykładowo żołnierze ANZAC (Armia Australii i Nowej Zelandii) biją się w ramach starcia o Long Tan. Pozwala to zachować odpowiedni realizm starć i ich realiów w ramach świata gry. “Biją się” to dobre określenie na to, co dzieje się w grze. Mimo wielu trybów rozgrywki (przykładowo podbój czy walka o sektory), prawie zawsze walczy się o ulice czy nawet o piętra budynków i sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie.
Dowódca poza wskazywaniem nam rzeczy do roboty ma także inne zastosowanie – pozwala wzywać wsparcie na wskazane miejsce. Podejrzewasz, że w kwadracie D2 kryje się wróg? Czy w obrębie tego kwadratu sojusznicy znikają bez śladu? Jeśli tak, wezwijcie nalot na ten kwadrat, najwyżej przekopiecie nieco ziemi. Póki nie szkodzicie swoim, wszystko jest dobrze. I ważna zasada, która nie raz uratuje wam życie: jeżeli coś mówi po wietnamsku, a nie ma znacznika sojusznika, to zdecydowanie należy strzelać, nie pytać. Ginąć będziecie często na początku, zwłaszcza kiedy gracie bez ekipy. W ekipie gra się nieco lepiej, zwłaszcza jak ekipa jest zgrana i dobrze realizuje cele. Kumpel, który dobrze pokrywa wroga ogniem, zasługuje na miłe słowa i uznanie, tak samo jak celny strzelec ratujący kumpli przed kaemem na środku placu.
Dostęp do broni jest dość bliski realiom wojny, dostajemy do dyspozycji M16 bądź kałasznikowy, M14 czy inne L1A1 dla ANZAC. Oczywiście to tylko kawałek wypisu, broni jest więcej. Ale na dotyk zgodziły się tylko te zabawki, ponieważ nie udało mi się dobrać do innych broni i ich klas. Nie mamy co obawiać się efektów takich jak przegrzanie broni czy awaria broni, każda broń jest konserwowana przed wejściem na serwer, a przynajmniej tak myślę.
A teraz czas na coś ciekawszego. Kto z was, czytelnicy, bawił się żołnierzykami? Odgrywanie scen z filmów wojennych, karkołomne wyczyny zielonego ludzika z karabinkiem w ręku samodzielnie eliminującego całą bazę wrogów. A chcecie to przejść w 64 osoby na specjalnych serwerach? No jasne, że chcecie. W zeszłą Gwiazdkę było specjalne wydarzenie, gdzie dwie największe armie świata zabawek – zieloni i niebiescy, starli się na specjalnej mapie wyglądającej jak marzenie każdego dziecka bawiącego się żołnierzykami, wielki parter domu, wiele ścieżek do celu, tory wyścigowe jako miejsca do schowania się i prowadzenia ognia. A do tego śmigłowce, które nie tylko transportują wojsko, ale również wkurzają wrogą piechotę. No i wszystkie mechaniki walki i zasady poruszania się z podstawki można wsadzić sobie regulaminowo w dupę. Tutaj możemy sprintować i walić z karabinków, ile tylko chcemy. Ale jak chcemy mieć dobry wynik, warto czasami przekuckać się do wroga i go wziąć od tyłu.
A jeszcze lepiej brzmi to, że dodano ostatnio dwie mapy w motywach plażowych. Jedna to wielki zespół piaskowych górek z klockowymi umocnieniami i punktami obserwacyjnymi na plaży, a druga to wielka impreza na podwórkowym basenie, gdzie walka toczy się nie tylko w trawie i na pontonach, ale również pod wodą, gdzie nagła zmiana grawitacji pozwala na ciekawe taktyki i brutalne zagrywki. Może i tylko dwie mapy, ale są bardzo mocno dopracowane i dobrze rozplanowane.
Oczywiście, wszystko okraszone dawką humoru. Zaczynając od opisu wojsk: “zieloni – największa armia świata zabawek, niebiescy – druga największa armia świata zabawek” po żarty o piwie marki piwo, które dodają absurdalności w tym kotle losowości i braku powagi w konflikcie zielonych z niebieskimi. Największym minusem dodatku jest to, że kosztuje ponad 50 złotych. Choć widać, że twórcy postarali się i stworzyli dodatek w oparciu o żartobliwy event świąteczny, 50 złotych za trzy mapki i nieco karabinków (obie frakcje dzielą te same bronie, tylko inny kolor) to dużo. Ale, czy palenie plastikowych ludzików miotaczem płomieni dla żartu (pomyślcie, jak musi tam śmierdzieć przy tej ilości wypalanych żołnierzyków) może kosztować zbyt wiele? Ja osobiście nie wiem, opieram się o doświadczenia z darmowej wersji dodatku, gdzie mam tylko zabawkowego colta 1911 i zabawkowe m16. Podobny zabieg twórcy zrobili przy okazji Rising Storm 1, gdzie można było grać tylko jedną klasą postaci, jeżeli miało się grę w ramach Red Orchestra 2.
Rising Storm 2 oraz jego najnowszy dodatek to fajny dowód na to, że w grze o poważnym konflikcie można dodać dużo dobrego humoru i zachować powagę oryginału. Gdyby ktoś wydał Green Army Men jako osobną grę za mniejsze pieniądze, brałbym jak szalony. Osobiście dobrze się bawiłem z tym dodatkiem i choć 50 złotych to trudna inwestycja, jeżeli mówimy o dodatku do gry, zdecydowanie warto zapoznać się z tym cudeńkiem, choćby i dla samego odczucia bycia małym w wielkim świecie zabawek.