Powrót do League of Legends po latach…

Wróćmy pamięcią do około roku 2011. Byłem w gimnazjum, jedynym zmartwieniem była kolejna kartkówka z przyrki oraz to jak mi dzisiaj pójdzie w rankedach. Przychodziłem, odpalałem mojego złoma, logowałem się i nim się spostrzegłem już byłem na midzie Morganą – moim mainem.

Przygodę z Lolem rozpocząłem po którymś z filmów zyskującego wtedy popularność youtubera – Gimpera. Do gry przekonała mnie prostota oraz darmowy dostęp. MOBA od Riot Games dopiero się rozkręcała (pierwszy sezon rozgrywek), lecz już wtedy posiadała spore grono graczy, którzy w tysiącach rywalizowali na jednej z najbardziej rozpoznawalnych map w grach wideo na świecie – Summoners Rift.

Mijały lata, a gra się nie nudziła. Aktywnie rozwijana przez studio, ma masę contentu oraz co najważniejsze – coraz większą scenę e-sportową. League of Legends dał mi naprawdę piękne 5 lat,  bo przestałem grać w roku 2016. Normalna kolej rzeczy, gra nie dawała mi funu, wszyscy moi znajomi przestali grać, a solo gra się fajnie tylko do czasu serii porażek. Musiały minąć 4 lata przerwy, bym mógł zakochać się w tej grze na nowo.

Po zalogowaniu zaskoczył mnie cały interfejs lauchera, nowoczesny i przejrzysty. Przed rozpoczęciem gry, myślałem, że będę musiał nauczyć się go od początku, lecz ku mojemu zaskoczeniu jakiś wewnętrzny instynkt sprawił, że wiedziałem gdzie znajdę odpowiednią opcję w menu.

A co z samą rozgrywką?

Pierwszą grę musiałem zagrać na boty. Przypomnieć sobie mechanikę rozgrywki, mapę oraz grę moimi ulubionymi postaciami. O dziwno mój „skill” zbytnio nie wygasł. Od razu odnalazłem się na mojej ulubionej dolnej linii jako AD Carry. Jedyną rzeczą jaka mnie zaskoczyła była dżungla. Chociaż nie było dużych zmian w samych stworzeniach znajdujących się wewnątrz, to zaintrygowała mnie zmiana w tych kluczowych, czyli w Smoku oraz Baronie.

Kiedyś ich rola była prosta: Dragon dawał 100 golda, a Baron bardzo mocnego buffa. Teraz jest to bardziej złożone. Smok posiada teraz parę wersji, dodaje drużynie buffa, oraz powoduje zmiany na mapie (!). Baron za to dostępny jest w późniejszym etapie gry. Przed nim pojawia się Herald, którego po zabiciu możemy przywołać w dowolnym miejscu. Przywołany, będzie siał spustoszenie na linii wroga (wieża wroga pada na dwa uderzenia Heralda). Oprócz tych zmian w dżungli dodano nową funkcjonalność przy wieżach. Teraz posiadają one paski obrony, które po zniszczeniu dają dodatkowe złoto. Pozostała część rozgrywki pozostała taka sama (nie chcę się rozpisywać na temat, co jest słabsze a co mocniejsze, bo tu istotne są wrażenia z tych głównych zmian).

Dużych zmian doczekały się także moje ulubione postacie takie jak Gankplank, Graves, Pantheon czy też Cailtlyn (w przypadku tej ostatniej akurat mała zmiana, ale dająca jeszcze więcej frajdy z gry). Postacie te przeżyły całkowitego reworka. W związku z tym, ich umiejętności zmieniły się w mniejszym lub większym stopniu. Tym sposobem straciłem mojego ulubionego ADC, bo okazało się, że Graves jest teraz Junglerem.

Z pewnością zmian doczekała się również cała społeczność graczy. Jak na moją dwumiesięczną przygodę, nie usłyszałem ani razu wyzwisk w stronę mojej Mamy, ani innych przykrych życzeń dla mojej osoby. Widać, że Riot wziął się za takie osoby i nie pozwala na nieprzyjemne sytuacje w grze.

Widząc stan w jakim League of Legends jest aktualnie śmiem sądzić, że jest to najlepsza wersja Lola w jaką przyszło mi grać. Mam nadzieję, że Riot Games utrzyma podium najlepszej gry MOBA na świecie. Na nowo rozpaliła się we mnie miłość do tej gry, więc jestem pewien, że zostanę tutaj na dłużej.