Najnudniejsza gra wideo w historii – krótka przebieżka

Gry wideo są rozrywką, niektórzy czerpią z niej zarobki jako gracze profesjonalni, niektórzy zarabiają na ich produkcji albo handlu. Najlepiej, kiedy produkt daje radość i zachęca do korzystania, powoduje, że wsiąkamy na długi czas. Są też produkcje, które są na dole drabiny radości. Dla niektórych to z powodu społeczności, a dla innych z powodu grindu i powtarzalności. Ale co, jeżeli dana gra to po prostu nudny temat przedstawiony w najbardziej nudny sposób? Dzisiaj przedstawię listę solidnych kandydatów do tytułu nudnych gier. Ale o której powiemy, że to najnudniejsza gra?

Autobusem do Vegas i z powrotem

Desert Bus to dość ikoniczna produkcja. Gra, która jest elementem składanki dwóch komików znanych jako Penn i Teller. No cóż, składanka nie wyszła, ale gra stała się wielka. Zabawa polega na jeżdżeniu autobusem, prostą linią do Las Vegas albo do Tucson, autentyczną długością 8 godzin. Za przejazd dostajemy punkt. Problem polega na tym, że autobus ma uszkodzenie powodujące, że samoczynnie skręca w prawo. Kiedy wylądujemy za drogą, jesteśmy zmuszeni czekać na lawetę, która nas dowiezie (w realistycznym czasie) do punktu startowego. Dodatkowo, Desert Bus jest znany z charytatywnej serii streamów, gdzie grupa ludzi próbuje przebić poprzedni rekord punktowy.

Nudna, ale nie najnudniejsza gra

Granie na giełdzie

Kojarzycie giełdowe zdarzenia związane z Gamestop? Chcecie sami zagrać na giełdzie, ale nie chcecie tracić pieniędzy? Wystarczy kupić NES-a, kupić Wall Street Kid, podpiąć do telewizora i grać. I się zanudzić jak mops.

Dziecko Ściennej Ulicy to produkcja w której nasz bohater dowiaduje się o wielkim spadku, 600 miliardów dolarów USA. Ale jak zawsze, musi być jakaś pułapka. Tym razem, pułapką jest spełnienie kolejnych bramek ze strony osoby trzymającej testament. Musimy udowodnić, że jesteśmy godni swojego nazwiska.

Musimy kupić dom, potem jacht (ale oczywiście najbogatszy, bo tak rodzina zawsze świętowała zaślubiny) a na końcu zamek rodzinny. Aby do tego dojść, musimy przerobić startowy kapitał akcji w miliardy. Tutaj pomocą posłuży nam grupa konsultantów, którzy za drobną kwotę dadzą podpowiedzi inwestycyjne. Dostajemy codzienne wydanie gazety finansowej z kolejnymi wskazówkami oraz dostęp do komputera z infrmacjami o zmianach giełdowych. Możemy również zaciągnąć pożyczkę albo wziąć udział w aktywnościach pobocznych, czyli w spacerze zakupowym z ukochaną czy pływaniu. Co jakiś czas pojawia się dodatkowa sytuacja związana z naszą ukochaną żoną. Więc co jakiś czas musimy dodatkowo wyciągnąć kasę z konta i kupić samochód, przygarnąć psa czy zorganizować imprezę. Wybory nie wpływają na nic.

Mikolskie bingo

Mikole, albo miłośnicy kolei, to osoby które fascynują się koleją, jej działaniem, infrastrukturą albo historią z tym związaną. Niektórzy zabierają się za fotografię pociągów, a niektórzy ustawiają się grupowo na oglądanie przejeżdżających składów. Do takich ludzi zaadresowana została gra na Amigę, Sensible Train-Spotting. Wydana na rok przed znanym filmem Trainspotting, jest czymś, co można nazwać zabawą w spostrzegawczość połączoną z bingo. Stoimy przy stacji kolejowej i obserwujemy pociągi jeżdżące w lewo i w prawo, zaznaczamy na liście konkretne numery składów. Doskonała zabawa, jeżeli jesteś mikolem na zwolnieniu lekarskim i nie możesz z kolegami obejrzeć tego EN57 w malowaniu IC, co jedzie z Warszawy do Krakowa o 4:32. Najbardziej mnie zastanawia, czemu ta gra wyszła na Amigę w 1995 roku.

Dla niemikola to może być gra nudna, ale jeszcze nie jest to najnudniejsza gra. Poczekajcie.

Przygody autobusu w Wenezueli

I kolejna gra o autobusach. Nawet na tego samego Mega Drive (albo Genesis, jeżeli programów o grach retro słuchacie od Amerykanów). Tym razem jednak, jest to gra wyjątkowa. Gra wydana w 2004 roku w Wenezueli, wybieramy busa z pięciu dostępnych modeli i wsiadamy za kółko. I w sumie nie jeździmy, tylko przesuwamy samochód po środku ekranu, dowiadujemy się takich parametrów jak współrzędne X naszego pojazdu, którym klawiszem obecnie operujemy i czy pojazd się przesuwa. Niczym Desert Bus, ale lepsze, ze względu na ikoniczne intro, wywołujące ataki paniki i krwawienie u osób bez krwi swoją kakofonią. Prawdopodobnie tym utworem CIA wyciągało informacje z więźniów w Guantanamo. Crazy Bus nie ma nic, co można określić jako zachęcające do grania. Autobusy na zdjęciu są inne niż te w grze, gra sama w sobie jest niedokończonym demem technologicznym. Ale mimo tego, nie jest najnudniejszą grą na świecie.

Koszenie cyfrowej trawy

Advanced Lawnmower Simulator to produkcja, która powstała jako żart w czasopiśmie ‘Your Sinclair‘ dla pasjonatów ZX Spectrum. Cała sprawa polega na wybraniu kosiarki. I tyle, trawę zetnie ludzik z kosiarką. Co śmieszniejsze, faktycznie powstały gry o koszeniu trawy jakiś czas po tym żarcie. Ich popularność jest dość nikła, a na pewno nie są na poziomie moda do DOOM o koszeniu trawy wczesnym rankiem, ale pokazały, że gracze kupią wszystko. I to nadal nie jest najnudniejsza gra wideo!

Nienazwane miasto

Town With No Name to klasyk z Amigi CDTV. Nikt nie wie czemu powstał, nikt nie wie, czemu ktoś zdecydował się to wydać. Jesteśmy nowoprzybyłym kowbojem, który skrzyżował drogi z lokalnymi rabusiami. Naszym zadaniem jest pokonanie ich w różnych częściach miasta. Gra polega na klikaniu przycisku, czekaniu rok na załadowanie pliku, a potem obejrzeniu scenki, czasami żartobliwej, czasami tragicznej. Nie ma tutaj nic, poza wartością memiczną, co mogłoby przyciągnąć człowieka do siebie. A i to jeszcze nie jest najnudniejsze. Dziwna sprawa, że na Dzikim Zachodzie mówią typowo brytyjsko.

Najnudniejsza gra wideo w historii to…

FIFA. NBA. Te wszystkie gry sportowe, które same w sobie mają grywalność, zachęcają do gry wspólnej po sieci czy na podzielonym ekranie. Ale kiedy gramy w nie samemu, są nudne i składają się z tego samego. Biegasz z piłką, strzelasz. Nie ma dreszczyku towarzyszącego temu, że kolega gra ulubioną drużyną. Nie poczujemy nic, co towarzyszy graniu z kolegami. To niczym trenowanie ciężarów w GTA San Andreas dla sylwetki, na serwerze, gdzie statystyki “podpakowania” są zerowane po rozłączeniu z hostem.

Zdecydowanie najnudniejsza gra, kiedy gramy sami

Podsumowanie

Tak naprawdę, wybrana przeze mnie najnudniejsza gra wideo, niczym poszukiwanie najgorszego samochodu w Top Gear, to subiektywna sprawa. Jestem pewien, że ktoś z redakcji uzna FIFĘ za dobrą grę singlową i powie mi, że moje Post Scriptum to nuda. Wy pewnie też macie swoje opinie, więc napiszcie w komentarzu, którą grę uważacie za najnudniejszą.