Minecraft miejscem pożegnania Emilki

Jakiś czas temu pisałem o tym, jak to rzekomo gry powodują agresję i jak to gry są zawsze złem. Ostatnio pewną rodzinę dotknęło piekło i ich mały świat po prostu zniknął gdy do nieba poszła Emilka. Zastanówmy się razem, w formie krótkiego tekstu, dlaczego ludzie grają? Czy gracz jest zawsze sam?

Nie wiadomo, na które z pytań odpowiedź jest łatwiejsza tak naprawdę. W końcu w obu przypadkach “to zależy”. Ale zacznijmy od pytania pierwszego, bo jego odpowiedź pomoże nam z drugim pytaniem. Dziwny jest ten system zależności ludzkich.
Dlaczego ludzie grają? Kiedy zapytamy kilku graczy, jeden na pewno odpowie “bo lubię fajne historie”. Inny odpowie “bo skoro mam gitarę, to na niej gram”. Inny odpowie “bo lubię pracę zespołową i jestem blisko znajomych”. A inny powie, że to jego forma treningu umysłowego. Czy to oznacza, że robią coś złego? Nie, skądże, skąd taki pomysł? Gracze mają swoje powody by grać. Tak jak Emilka, o której wspominałem na początku.
Historię Emilki na pewno część osób zna, w końcu pewna gazeta codzienna o nazwie składającej się z czterech literek postarała się, by społeczność graczy została uznana za tą najgorszą. Ale dla osób, które nie wiedzą. Trzynastoletnia dziewczyna nie ma znajomych w swojej szkole, jest odpychana i nielubiana przez innych uczniów. Przez to czuje się skrępowana i w domu może być inną osobą, dlatego rodzice nie czują problemów i tego, jakie piekło dziewczyna przechodzi w tym wieku. Jej jedyni znajomi to osoby, które zna z internetu i gra z nimi w Minecrafta. Ta jakże pokojowa gra, w której eksplorujemy pustynie i stawiamy klocki w lesie, by zbudować swój szałas, stała się także miejscem bardzo niecodziennego zjawiska.
Emilia, która nie mogła dłużej wytrzymać tego, co się dzieje w życiu realnym, odebrała sobie życie. Ale najpierw, przygotowała sobie grób w grze i zostawiła tam list, który zapełniła informacjami o powodach śmierci. Nie wyobrażam sobie nawet, co musiała czuć rodzina i internetowi znajomi dziewczyny. Utrata ukochanej córki oraz dobrej przyjaciółki, którą miało się poznać, a jednak się nie zdążyło. Zniknięcie kawałka świata i koniec świata innej osoby. W dorastaniu ważne jest, by mieć kontakt z rówieśnikami. W tym przypadku, Emilia próbowała mieć ten kontakt, choćby poprzez grę. Ale czasami człowiek potrzebuje bliskiego rówieśnika. A tego się tak łatwo nie da zastąpić. Jedni “jakoś z tym żyją”, a inni tracą nadzieję i robią się słabsi, aż się poddają.
Rodzice Emilii uznali, że winę za całą sprawę ponoszą gry, co jest zrozumiałe jeżeli staramy się na szybko wyjaśnić, dlaczego doszło do tego. Że to gra kazała jej to zrobić. Oczywiście, nasza gazeta o czterech literach musiała również uzyskać opinię psychologa, z której jednoznacznie wynika, że należy pilnować co dziecko robi i czy nie robi czegoś złego. To co zrobiła gazeta jest naprawdę obrzydliwe. Z jednej strony, idea piękna, czyli żeby rodzic pilnował co robi dziecko i żeby się interesował, a z drugiej tytuł, który jednoznacznie sugeruje, że dziecko zabiło się przez grę. A temu wtórują komentarze matek, które przeczytały w necie jak to dzieci się same zabijają, bo niebieski wieloryb albo laleczka MoMo tak chcą. Ale nie zainteresują się tym, co ich pociecha robi i o czym jest gra.
Więc teraz zostaje kwestia: Czemu Emilia grała na komputerze a nie biegała po podwórku? Odpowiedź jest prosta dla jednych, dla innych będzie trudna. Emilia w ten sposób zabijała swój brak znajomych w pobliżu siebie. Zabijała swoją samotność, poprzez przyjaciół z internetu, którzy razem z nią zagrają w Minecrafta i zastąpią ludzi ze szkoły. Ja sam przechodziłem przez taki okres. Byłem nielubiany w szkole i traktowany jak najgorszy. I dla mnie gry, tak jak dla Emilii, były sposobem na odcięcie się od zła świata. Gry były tym lepszym światem, gdzie coś znaczymy i nie ogranicza nas nic. Miałem swoich kolegów w internecie i razem graliśmy w gierki. A skoro znalezienie znajomych w pobliżu jest trudne, internet może nam pomóc znaleźć kolegów. Nie zastąpią prawdziwych kumpli “z reala”, ale też są dobrymi kompanami. Oczywiście, rozwaga jest najważniejsza.
W tym momencie nawet po części odpowiedzieliśmy na drugie pytanie. W końcu gracz w grze jednoosobowej jest sam, a w wieloosobowej grze, graczy jest wielu, tylu ilu silnik gry pozwoli utrzymać. Czy to oznacza, że gracz zawsze jest sam? Oczywiście, że nie. I jednocześnie tak. W końcu jak jesteśmy sami w pokoju to jesteśmy sam w pokoju, nawet jeżeli jesteśmy z kolegami w grze. Ale jednocześnie, z odpowiednimi znajomymi ze świata wirtualnego samotności nie zaznamy, choć nie zastąpią znajomych blisko nas, z którymi gdzieś wyjdziemy.
Jaka nauka płynie z tego tekstu? Że należy rozmawiać z dzieckiem, interesować się jego sprawami, ale nie robić mu przesłuchań godnych KGB. Po prostu być przyjacielem swojego dziecka i próbować być wzorem. Poznać znajomych, nawet jak są z internetu z drugiej części kraju. Ale najważniejsze, poświęcać dziecku czas i zwracać uwagę na jego problemy. Dzieci potrafią ukrywać swoje emocje, jeżeli komuś nie ufają albo się boją.

I co ważne, interesujcie się, drodzy rodzice, co robią wasze dzieci. Ale nie demonizujcie nieznanego, “bo tak”. Starajcie się to poznać, pogadać z dzieckiem na ten temat. W ten sposób może się okazać, że gry są bardzo fajne i możecie pograć razem w naprawdę świetne gry familijne.
A wy co sądzicie? Jak to według was jest z grami i znajomymi? Napiszcie w komentarzach, może nawet gdzieś się pojawię podyskutować.

Źródło