Mario Kart Tour – recenzja

W ostatnich latach Nintendo zaprzyjaźniło się z rynkiem mobilnym. Efektem tego są takie tytuły jak Pokemon Go, Super Mario Run, czy też Animal Crossing: Pocket Camp, które osiągnęły niemały sukces. Jednak japończycy na tym nie poprzestają i niedawno postanowili przenieść na smartfony swoją kolejną markę. Czy Mario Kart Tour jest równie dobre, co poprzednie gry wydane przez Nintendo na smartfony?
Graficznie jest naprawdę dobrze. Gra działa płynnie nawet na nieco starszych urządzeniach a sama oprawa bardzo przypomina Mario Kart 8 wydane na Wii U i Switcha – jest kolorowo, szczegółowo i po prostu miło dla oka. Gra się w pionie, co wymaga kilku chwil przyzwyczajenia się, ale decyzja ta jest przemyślana, ponieważ ma związek ze sterowaniem.

Samo sterowanie odbywa się poprzez przejechanie palcem po ekranie w kierunku, w którym chcemy skręcić. Klikając w ekran możemy użyć zebranej przez nas dopałki a przewijając ekran w dół rzucimy ją do tyłu. O gaz i hamulec martwić się nie musimy, ponieważ nasz pojazd jedzie sam z siebie, my tylko dbamy o zakręty i używanie przedmiotów. Można by pomyśleć, że to zbytnio spłyca i tak już prosty rdzeń rozgrywki, ale takie rozwiązanie do ekranu smartfona pasuje w sam raz. Podczas pierwszego włączenia możemy jeszcze wybrać czy chcemy korzystać ze sterowania podstawowego czy zaawansowanego – różnią się one tym, że grając w trybie zaawansowanym, od razu po ruszeniu palcem w bok wchodzimy w ostre wślizgi, dzięki czemu zdobywamy przyśpieszenie. W trybie podstawowym, aby takie przyśpieszenie zdobyć, musimy wejść w jakiś ostry zakręt i driftować na nim przez pewien czas. Wszystko to jest intuicyjne i przemyślane.

Na początku gra dobiera nam losowo kierowcę oraz pokazuje co i jak. Pierwsze kilka tras jest ukrytym samouczkiem gdzie poznajemy mechaniki gry oraz to, w jaki sposób działa system progresu. Oczywiście kolejnych kierowców możemy kupować za walutę zwykłą oraz premium. I tutaj pojawia się pewien zgrzyt. Otóż, żeby odblokować kolejne trasy potrzebne są nam gwiazdki. Żeby zdobyć gwiazdki, musimy ukończyć poprzednie tory z odpowiednią ilością punktów. A punkty te przyznawane są nie tylko na podstawie tego, które miejsce w wyścigu zajmiemy, ale także na podstawie tego, jakim kierowcą i modelem autka jeździmy. Może się więc okazać, że nie zdobędziemy odpowiedniej ilości gwiazdek, mając do dyspozycji tylko podstawowy ekwipunek, więc musimy albo podlevelować to, co mamy, albo kupić sobie jakiegoś kierowcę z wyższej półki.

Sam system kupowania kierowców, aut i lotni też nie jest do końca sprawiedliwy. Nie kupimy bowiem tego, co nas interesuje bezpośrednio – musimy albo kupić za walutę premium “loot boxa” z nowym przedmiotem, albo możemy nabyć obiekt naszych zainteresowań w sklepie, ale szansa na to, że go tam znajdziemy, jest niewielka, ponieważ sklep oferuje tylko kilka przedmiotów z dzienną rotacją. Istnieje też coś takiego jak Gold Pass, czyli subskrypcja, która za 24 złote miesięcznie pozwala na zdobywanie dodatkowych bonusów za wyścigi, oferuje dodatkowe wyzwania z nagrodami oraz daje nam szansę na zmierzenie się w wyścigach klasy 200cc, o największej szybkości. Jak widać, płacący otrzymują spore bonusy.

Gra poza dość niesprawiedliwym systemem progresu ma także ślady pay-to-win. Niektóre postacie  mają podczas wybranych wyścigów nie jeden, a dwa bądź trzy sloty na różnego rodzaju dopałki, co oznacza, że mogą przykładowo użyć trzech przyśpieszeń naraz, podczas gdy pozostałe postaci będą mogły użyć przyspieszenia tylko raz. Gra zdecydowanie zachęca do tego, aby wydawać na nią pieniądze, w celu posiadania jak największej ilości kierowców, aut i lotni, które będą nam dawały przewagę i pozwolą nam odblokować kolejne trasy.

I o ile przez pierwsze kilka lub nawet kilkanaście godzin nie idzie odczuć jak agresywnie zmonetyzowana jest to gra, to potem jest już gorzej. Pojawia się moment, w którym utykamy, bo nie mamy odpowiedniej ilości gwiazdek, aby przejść dalej, więc cofamy się, żeby je nadrobić w poprzednich wyścigach, które będziemy musieli zaliczać idealnie, dla największej ilości gwiazdek. Ci mniej cierpliwi zapewne już wtedy odinstalują grę.
Mario Kart Tour nie posiada nawet namiastki trybu wieloosobowego. Cały czas ścigamy się z botami, nawet w trybie rankingowym. Mimo to gra wymaga od nas stałego połączenia z internetem. Przy pierwszym uruchomieniu potrzebne będzie utworzenie konta Nintendo bądź zalogowanie się za pomocą już istniejącego. Wszystko to jest dosyć problematyczne, bo mowa o grze mobilnej, w którą powinno się móc grać w podróży, w każdym miejscu. Czasami człowiek chce po prostu pobrać grę i bez zakładania żadnych zbytecznych kont, sobie pograć.
Wiem, że napisałem tutaj sporo złego o monetyzacji tej produkcji, jednak mimo wszystko polecam spróbować. Dlaczego? Ponieważ jest bezpłatna i dobrze oddaje klimat konsolowego Mario Karta. I jeśli ktoś się mocno uprze, odblokuje wszystko bez wydawania nawet złotówki. Poza tym gra jest śliczna i płynna, więc nawet powtarzanie znanych tras sprawia przyjemność. Dajcie grze szansę, a spędzicie kilka fajnych godzin. Jeśli jednak wciągniecie się, to wasze portfele mogą tego dość mocno żałować.