Krótka rozmowa o przemocy w mediach i grach

W ostatnim czasie w Stanach Zjednoczonych doszło do strzelaniny. Ktoś mógłby powiedzieć “no i co, to się tam dzieje ciągle”. Tylko tym razem, według mediów, winę za sprawę ponoszą gry. Dlatego porozmawiajmy o przemocy w grach i jak widzą ją media, które grę na oczy widziały dawno temu. Zapraszam do lektury i mojej pogadanki.

Brutalność można zdefiniować na wiele sposobów. W mojej opinii, brutalna gra to taka, która pozwala nam na wykonywanie aktów przemocy, które w naszej rzeczywistości są prawnie zabronione. Przykładowo słynna scena przesłuchania z GTA V, gdzie wykonujemy wiele takich czynności, od tłuczenia kluczem po kolanie po tzw. waterboarding. W innych grach, widać brutalność poprzez sam klimat, gdzie wulgaryzmy są tak samo częste jak skutki grawitacji, a trupy czasami gubią kawałki siebie.
Czy musimy realizować brutalne rozwiązania w grach? To też jest zależne od gry. Wiele gier, przykładowo Postal 2, pozwala na granie bez zabijania. Jest to wielkie wyzwanie i trud, ale jest honorowane specjalnym podziękowaniem. W GTA też nie musimy nikogo bezpośrednio zabijać, ale to wynika bardziej z wykorzystywania logiki gry i ostrej gimnastyki intelektualnej. Oraz cierpliwości.
Trzy grosze Naczelnego: Owszem, nie trzeba zabijać… Ale gra została tak skonstruowana by było to najłatwiejsze rozwiązanie i MOŻE sobie na coś takiego pozwolić, właśnie dlatego by dać nam możliwość skosztowania zakazanego owocu w warunkach kontrolowanych, a nie w życiu realnym.
Więc teraz pozostaje nam się zastanowić nad jedną rzeczą. Wychowaniem dziecka. Odpowiednio wychowując dziecko, uczymy je, że wiele rzeczy jest fałszywych. Przykładowo scena z filmu Rambo, gdzie John samodzielnie broni się przed osobami myślącymi inaczej niż on, jednocześnie próbującymi mu swoje poglądy wbić do głowy. Nie powiemy dziecku, że tak się rozwiązuje konflikty… Prawda?
Odpowiednio wychowane dziecko zrozumie, że to co jest w grze komputerowej typu GTA, jest światem wirtualnym, gdzie pewne rzeczy są inne niż u nas. U nas nie ma nielimitowanego sprintu, tysięcy pocisków w magazynku i specjalnych umiejętności. I tak samo nie da się uciec przed policją wskakując do lakiernika. Tak samo w prawdziwym życiu nie można zrobić strzału celnego bez przycelowania po zrobieniu 360 stopni obrotu i sprintować z RKM w ręce. Podobnie jest z konsekwencjami czynów. W grze można uciec od prawie każdego złego uczynku, robiąc zapis przed albo korzystając z kodów. W prawdziwym życiu się nie da. Wbrew pozorom, to jest ważna kwestia, która rzutuje na wiele rzeczy, o których nieco później.
W tym miejscu powinni być rodzice, którzy mają nadzór nad tym, w jakie gry gra dziecko i czy kategoria wiekowa jest właściwa. Dając sześciolatkowi GTA V i nie pilnując go w tej kwestii, nie tylko dziecko uczy się złych wzorców (powiedzenia postaci czy sceny) ale także rozumie, że poza grą też tak można. Dość śmiała teza w tym momencie, ale według mnie należy pilnować, by dziecko dostało właściwą rzecz dla swojego wieku. W końcu nasi rodzice nie pozwalali nam oglądać Terminatora, kiedy mieliśmy 7 lat, co nie?
Trzy grosze Naczelnego: Nie wiem czy miałem 7 lat czy nie, ale wiem że dosyć wcześnie obejrzałem takie filmy jak Thing, Alien czy Predator. Faktem jest jednak, że zawsze oglądałem te filmy z rodzicami. I chyba wyrosłem jednak na normalnego faceta. Co ciekawsze, oglądając Kubusia Puchatka nigdy nie wpadłem na pomysł by biegać po podwórku bez spodni! Szok! Zaskakującym jest też, że rodzice bardziej chronili mnie od widoku cycka w telewizorze niż od widoku potworów i krwi. Ale wszystko zależy od psychiki samego dziecka i tego jak dzieckiem interesują się opiekunowie.
Przez dość długi czas, media kreowały graczy na degeneratów, którzy niczym ćpuny z Dworca Głównego w Warszawie, siedzą w tych grach, świata poza nimi nie widzą i nie chcą nic z tym zrobić. Każdy kraj powie, że jego media krajowe pokazują największą głupotę w tej kwestii. Ale że przebywamy w Polsce, uznajmy, że polskie media są w tym wyśmienite i przewodnie. Bardzo często za powód dokonania przestępstwa podawano gry, nawet jeżeli jedynym powiązaniem między grą a przestępstwem jest to, że sprawca zagrał w Pasjansa dwa lata wcześniej.
Tego typu medialna nagonka na gry i graczy powoduje, że wśród ludzi utworzył się jeden stereotyp gracza. Brutalny człowiek, który zabija każdego bez powodu i nie umie być dorosłym człowiekiem. Człowiek, który w swoim oderwaniu od rzeczywistości wierzy, że może pobić dowolnego człowieka i uciec policji. Oczywiście, są tacy ludzie, ale są to osoby chore psychicznie, które nie potrzebowałyby gry, żeby dokonać swojej zbrodni. Bo nie wydaje mi się, by Iwan Groźny albo Adolf Hitler grali w strzelanki albo gry wyścigowe.
Trzy grosze Naczelnego: Najprawdopodobniej Iwan Groźny grał w szachy, a austriacki malarz układał pasjansa. 
Powoduje to również, że za dowolną zbrodnię młodego człowieka nie oskarża się sprawcy czynu, tylko gry. Tak samo jak “broń zabija” tak “gra jest zła, zniszczy cię”. Ignoruje się czynnik ludzki, by wskazać jeden cel, który ma być tym głównym złym. Powody takiego przedstawiania sprawy są różne. Jedni twierdzą, że w ten sposób można podtrzymać obawę przed posiadaniem broni. Inni uważają, że w ten sposób pokonają wroga w środku przemysłu rozrywkowego. Sprawę można zinterpretować różnie.
Czy to oznacza, że gry są całkowicie dobre i miłe, a użytkownicy źli? Nie, to zawsze jest zależne od sytuacji. W końcu, jeżeli nie nauczymy dziecka, że to co w grze czy filmie jest fałszywe, może mieć zły obraz rzeczywistości. I wtedy może uznać, że GTA można zrobić na żywo. Czasami jest to kwestia psychiki odbiorcy. Niektórzy są po prostu chorzy i niektóre sytuacje mogą wzbudzić w nich chęć do zrobienia tego, co zrobił Koleś z Postala. Takim ludziom należy pomagać, a nie wyśmiewać. A wiele gier jest stworzonych, by po prostu nieskrępowanie mordować wszystko co na drodze.
Cała ta obawa w kwestii gier jest śmieszniejsza, kiedy weźmiemy pod uwagę, że sklepy typu Wal-Mart, zamiast usuwać broń albo przenosić ją w lepiej pilnowane miejsce, usuwają gry oraz reklamy gier, by nie inspirować przemocy. Jest to myślenie bardzo krzywe i zarazem smutne, które można uznać za typowe granie pod publiczkę. Oczywiście, gier brutalnych nie powinno się specjalnie reklamować, ale nie oznacza to, że trzeba usuwać ją ze sklepu.

Trzy grosze Naczelnego: Ja mam jeszcze tylko taki apel do rodziców. Papierosy, alkohol i wszelkie używki mają swoje regulacje w temacie wieku dla kogo są one przeznaczone. Bardzo często jest to pilnowane przez sprzedawców i 9-latek papierosów zazwyczaj nie kupi. Gry również mają swoje oznaczenia wiekowe przedstawione na pudełku. Jest to niestety tylko sugestia i sprzedawca nie musi się do niej stosować sprzedając produkt. I tutaj, drodzy rodzice, do akcji wchodzicie wy. Waszym specjalnym zadaniem jest zainteresowanie się tym w co wasze dziecko pogrywa w czasie wolnym. Przy okazji macie szansę złapać z nim wspólny temat 😉

Jakie są wasze poglądy w kwestii brutalnych gier i wpływu gier na młode osoby? Czy gry bez dozoru wpływają na postrzeganie gier z perspektywy dziecka? Podzielcie się z nami opinią w komentarzu.