Krach na rynku Team Fortress 2

Dawno temu, kiedy Valve jeszcze tworzyło gry i je wypuszczało, po ponad dziewięciu latach prac wypuścili jedną z najlepszych strzelanek drużynowych, znaną jako Team Fortress 2. Było to 12 lat temu i po tym czasie, choć gra nadal ma graczy, nie jest już tak popularna. Ale dość mocno przypomniała o sobie w ostatnim czasie z powodu pewnego kosztownego błędu. Przyjrzyjmy się produkcji i pogadajmy o ekonomii.

Team Fortress 2 to jak wspominałem, strzelanka drużynowa, gdzie wcielamy się rolę najemnika, który na zlecenie organizacji RED albo BLU zmaga się z najemnikami drugiej frakcji w różnych konkurencjach. Klasy jak i konkurencje są różne. Są to między innymi: obrona punktów, wykradanie teczek z dokumentami przeciwnej drużyny albo pchanie ładunku z bombą w stronę bazy przeciwnika. 
Każdy z tych trybów ma swoje wyjaśnienie fabularne w oparciu o komiksy oraz strzępki plików gdzieś rozrzucanych w internecie. Dzięki bogatym w treść komiksom możemy się dowiedzieć, kim są szefowie obu firm, czemu się biją o piasek i co wielki Australijczyk ma wspólnego z tymi ludźmi. Na początku było kilka map, podstawowe klasy i podstawowe wyposażenie, nic ponad to. Nie wiemy dlaczego, wiemy, że mamy zabijać i pokonanych wyśmiewać. Ale o wyśmiewaniu później.
Klas mamy dziewięć, podzielonych na atak, obronę i zadających obrażenia. Są to skaut, żołnierz, pyro, heavy, demoman, inżynier, snajper, medyk i szpieg. Każdy z nich wyróżnia się swoimi specjalnymi możliwościami i ma przewagę nad pewnymi klasami, oraz swoje wady, przez które łatwo są kontrowani przez inne klasy. Oznacza to, że nie ma jednej wybitnej klasy, a nawet słaby szpieg może napsuć krwi niektórym wrogom, a dobrego skauta nadal może łatwo zabić działko inżyniera.
Rozgrywkę urozmaicają dodatkowe rodzaje broni, razem z dodatkami kosmetycznymi. Broń możemy również kolorować oraz dodawać jej dekoracje. Oznacza to, że możliwości modyfikacji są dość spore. Ale i momentami kosztowne. Dlaczego? Ponieważ aby zdobyć kuriozalne bronie (tak się mówi na bronie, które mają dodatkowe liczniki oraz efekty w przypadku ubrań), trzeba albo nazbierać pełno kluczy (prawie 10 złotych za klucz, najdroższe przedmioty kosztują 1700 kluczyków, ale cena zazwyczaj trzyma się do 50 kluczy), albo wydać dużo na przepustki Mann vs Maszyny, czyli trybu kooperacji, gdzie maksymalnie sześciu graczy walczy z falami robotów. Za ukończenie płatnych kampanii, otrzymujemy dekorowany przedmiot, można wówczas trafić przedmiot kuriozalny, ale szansa jest dość niska. No i jak mamy klucze, możemy za ich pomocą otwierać losowe skrzynki, jak w CS:GO

A tutaj jeszcze pojawiają się kolejne kwestie, czyli generacja kuriozalnego efektu. Ludzie wskazują efekty pierwszej i trzeciej generacji, jako najładniejsze. I taka broń/ciuch jest najwyżej w cenach sprzedaży. Skrzynka każdego typu kosztuje na rynku do trzech groszy, bo tego jest pełno. Chociaż skrzynki trafiają się losowo, to teraz prędzej spotkamy skrzynki kosmetyczne letnie 2019 niż skrzynki pierwszych numerów katalogowych.
No i teraz przejdźmy do skrzynki kosmetycznej lato 2019. Poza strojem Ricardo Milosa, wprowadziła błąd, który spowodował, że do 100% wzrosła szansa trafienia rzeczy kuriozalnych ze skrzynek. Spowodowało to, że w ciągu kilku godzin, na rynku pojawiło się tyle przedmiotów tego typu, co przez większość normalnego miesiąca. Spowodowało to także, że kuriozalne rzeczy przestały mieć wartość, a rzeczy spadły w cenie przykładowo z 30 kluczy na 10 kluczy. Valve postanowiło zamknąć handel i skrzynki na jakiś czas i naprawili błąd, dzięki czemu zapobiegli dalszemu załamaniu rynku. No i również zrobili coś, co spowodowało, że część społeczności się zdenerwowała. Ponieważ, kiedy w pewnym momencie osoby, które nie używały oszustw dostały specjalne aureole na głowę, teraz osoby, które generowały sobie kurioza, mogą je zachować i mogą sprzedać albo wymienić pierwszą wygenerowaną tak rzecz. W ten sposób inni gracze uznali, że oszustów nagrodzono, a dla pozostałych był dzień jak zwykle, bez różnicy.
Dlaczego ta sprawa jest taka ważna? Pokazała, że mimo wszystko, rynek Team Fortress 2 istnieje i jeden błąd jest w stanie zatopić długo budowany rynek o stosunkowo dużej wartości przedmiotów. Niektórzy ludzie na handlu metalem rafinowanym oraz kuriozami mogli kiedyś wzbogacić się realnie (i to nie były drobniaki). Niczym kosy w CSGO, kuriozalne przedmioty to kosztowne zabawki. Oznacza to także, że kiedyś handel w TF2 był bardziej opłacalny niż teraz. Kiedyś można było bardzo łatwo zarobić, kiedy miało się szczęście i nieco nadmiarowych przedmiotów na przetop. Dzisiaj wejście na rynek bez gotówki i z samym metalem jest trudne niczym God Run Dark Souls z użyciem bananów w formie kontrolera.
Ale to jest tylko jakaś tam mało ważna forma gry. Team Fortress 2 oferuje od siebie wiele lepszych rzeczy, między innymi specjalne drwiny, takie jak granie w papier kamień nożyce, gdzie pokonany wybucha. Albo grupowe tańce, gdzie każdy, niezależnie od drużyny, może się dołączyć i tańczyć Kozaczoka albo ćwiczyć aerobik na środku serwera, wśród pocisków i w ogniu miotacza płomieni. Uroku grze dodaje także to, jak indywidualna jest każda postać i jak reagują na siebie nawzajem. Przykładowo, gdy Szpieg zdominuje Skauta, wspomina mu dodatkowo, że teraz idzie zająć się jego mamą, ponieważ mówi się, że Szpieg i mama Skauta mają romans. Ale to tylko plotki.
Team Fortress 2 został również dodatkowo rozsławiony wśród graczy poprzez machinimy z gry Garry’s Mod, gdzie importowano rzeczy z Team Fortress 2. Dzięki czemu mogliśmy poznać miłość Grubego do kanapek, a Żołnierz zostaje Painisem Cupcake i zje każdego. No i samo Valve, które zrobiło mistrzowskie filmy wprowadzające do postaci i trybów.
A czy wy graliście w Team Fortress 2? Macie jakieś ciekawe wspomnienia z grą? Podzielcie się nimi w komentarzu, chętnie przeczytamy, a może nawet się włączymy do wspominek.