Kimetsu no Yaiba – nic tylko zabijać demony


Hype na anime z tematyką demonów nadal nie przemija i po dobrze przyjętym remasterze Dororo z ’69 roku nadszedł czas na kolejny serial tego typu. Kimetsu no Yaiba, albo bardziej niektórym znany jako Demon Slayer znowu napawa chęcią na oglądanie jak główny bohater ciacha jednym ruchem kataną w złowrogie istoty.


Główny bohater niosący ze sobą demona na plecach,
chłopak z depresją oraz koleś z głową dzika.
Tu nikt nie jest normalny

Chłopiec o imieniu Tanjiro jest najstarszym dzieckiem w wielodzietnej rodzinie, dlatego był zobowiązany pomóc rodzicom w podeszłym wieku. Pewnego dnia, zamiast wybiegających młodszych braci, którzy cieszyli się i przytulali za każdym razem kiedy wracał do domu, zastał płynną rzekę krwi wylewającą się ze zwłok wszystkich członków rodziny. To nie były zwykłe rany przebite mieczem, części ciała były niemal porozrywane na strzępki. Tylko jeden rodzaj bestii był zdolny do takiego okrucieństwa…


Gołym okiem widać, że anime skupia się na młodzieńcu, który został pokarany przez los i teraz ma tylko jeden cel – wybić każdego, napotkanego po drodze demona. Złożył przysięgę, że znajdzie tego konkretnego, odpowiedzialnego za zabicie całej jego rodziny gdy tamtej nocy nie wrócił do domu przed zmierzchem. Nasz drogi śmiałek posiada wytężony zmysł węchu o wiele bardziej czuły od innych ludzi i potrafi na bardzo długo zapamiętać ten konkretny zapach. Kilka odcinków wystarczyło, aby ponownie poczuł ten sam zapach w okolicy i poznać wygląd zabójcy, lecz szybko doszedł do wniosku, że unicestwienie go nie będzie takie proste.

Jak zwykle musi uspokoić swojego kompana Inosuke

Tanjiro łamie również problematykę wykreowanego świata. Nieopodal ich miejsca zamieszkania w krzakach znalazł nieprzytomną, bez żadnych ran jedną z sióstr, ale jej stan był gorszy niż mógł przypuszczać. Została zamieniona w demona. Tak oto bohater chce wyjść naprzeciw i pokazać, że wspólne życie pomiędzy człowiekiem a demonem jest jak najbardziej możliwe.

Aby spełnić swoją misję musi zostać tak zwanym Łowcą Demonów. Jest to specjalna  grupa ludzi pomagająca ludziom żyć bez strachu przed krwiożerczymi bestiami. Co roku przystępuje do niej bardzo wielu ochotników, by dzierżyć ten tytuł, ale niewielu udaje się nawet przeżyć po morderczym egzaminie, który ma stanowić jedynie małą rozgrzewkę przed prawdziwym niebezpieczeństwem jakie ma na nich czyhać w przyszłości.

Ekranizacje zabrała pod swój warsztat studio Ufotable słynąca z bardzo ładnej szaty graficznej i tym razem też tak było. W prawdzie jest to młode studio (założone w 2000r.), ale stawia na wysoki poziom wykonania i dziś może pochwalić się adaptacją takimi serialami jak kolekcja Fate’a, God Eater czy chociażby Tales of Zestiria the X.
Kolejna misja, kolejna depresja Zenitsu.
Jakim cudem stał się łowcą demonów?

Jeśli chodzi o oprawę audiowizualną to tutaj twórcy również nie zawiedli swoich widzów. Za opening (Gurenge) jak i ending (From the edge) odpowiada zespół LiSA uznawany jako jeden z najlepszych zespołów w kraju kwitnącej wiśni. Swoją rozpoznawalność zdobyli przy openingu Crossing Field podczas pierwszego sezonu Sword Art Online. Teraz każda ich nowa piosenka ma miejsce debiutu w kreskówkach i również tym razem nie moglibyśmy mieć do nich pretensji. Jak zawsze wykonali solidną robotę.


Ostatecznie Kimetsu no Yaiba jest dobrym serialem nastawionym na walkę, ale nie zabraknie również głupkowatych – prześmiewczych momentów podczas zwiedzania świata ze swoimi kompanami Łowców gdzie jeden panicznie boi się demonów (jakimś cudem przeżył egzamin), a drugi jest roztrzepanym gościem szukający każdej chwili do walki (nawet z ludźmi). Jak wcześniej wspominałem, anime posiada kilka nawiązań do Dororo. Akcja występuje w podobnych czasie, obaj główni bohaterowie chcą odzyskać to co zostało im odebrane przez demony używając katany. Łączy ich smutna, potworna przeszłość zrzucona przez los.