Hitman 3 – recenzja

Hitman 3 to ostatnia odsłona soft-rebootu jednej z najlepszych logicznych strzelanek. I pisząc ostatnia mam to dokładnie na myśli. Twórcy zapowiedzieli, że marka odchodzi na najbliższych kilka lat w niebyt. Ale też trzeba im oddać, że nowe wersje serii były przynajmniej dobre, a przy finale wspięła się na wyżyny. To moja ulubiona część, a muszę przyznać, że w ciągu lat dosyć mocno się przywiązałem do tej serii. Co jest tym dziwniejsze, że nigdy nie byłem specjalnym fanem strzelanek. Seria Hitman należy do jednej z tych nielicznych, które wręcz uwielbiam. Nie tylko dlatego, że to po prostu świetnie napisane historie, ale też dlatego, że są cholernie inteligentne, a inteligentnej rozrywki nigdy dość. I jak wspomniałem, to najlepszy Hitman w jakiego miałem przyjemność grać… kiedykolwiek.

I tak też jest, 4 lata po premierze reboota serii, który zapoczątkował trylogię “World of Assassination” doczekaliśmy się finałowej odsłony tejże. Hitman dobiegł końca, takiego prawdziwego i nieodwołalnego. Jak to się mówi w kręgach – jak coś działa, to lepiej tego nie zmieniać. I właśnie ten cel towarzyszył twórcom nowej trylogii. W ciągu tych kilku lat całość przechodziła drobne usprawnienia i poprawki, będąc na dokładkę świetnie napisanymi thrillerami. Wszyscy wiedzieliśmy, że dobre musi się w końcu skończyć, tak też się właśnie stało. W wielkim stylu. Życzyłbym sobie, żeby duże franczyzy z wieloletnią historią mogły kończyć się w takim stylu. Bez udawania niczego wielkiego, budowania fałszywego hajpu i pozowania na odkrycie dekady. Tutaj otrzymaliśmy doskonale świadome tego czym jest zakończenie trylogii, jak i całej serii.

Ale nie było tak różowo, należy pamiętać, że pierwsza odsłona będąca soft-rebootem była totalnym niewypałem – przede wszystkim z finansowego punktu widzenia. Square Enix praktycznie wyskoczył z rowerka, na szczęście IO Interactive miało w zasadzie gotową grę i po mękach dwa lata później wyszła druga część serii, która była nie tylko sukcesem komercyjnym, ale także artystycznym. Wydana dwa lata później opisywana tutaj finałowa odsłona bierze to co najlepsze w serii i dostarcza więcej niż doskonałą rozrywkę. Dostarcza godne zwieńczenie sagi i wspaniały przykład świetnego marketingu. Było warto czekać i kupić grę na długo przed jej premierą.

Ale wystarczy tego, Hitman 3 to przede wszystkim logiczna skradanka

A nie strzelanka. A i skradanie się tutaj zeszło na jeszcze dalszy plan. I to żaden minus. Jak zwykle gra oferuje nam tonę zabawy z zabójstwami poszczególnych celów, które możemy wykonywać na multum sposobów. I tak też jest, gdyż fabularnie na jedno przejście to gra na maksymalnie 8 godzin. Ale jeśli chodzi o możliwości zabawy, te 8 godzin zamienia się w 80 i to bez żadnego przynudzania. Po prostu ilość kombinacji i wariacji jakie możemy wymyślić jest imponująca. A po dodaniu do tego, że przy posiadaniu poprzednich dwóch odsłon możemy sterować całością jako… jedną potężną grą daje nam to prawdopodobnie jedną z największych singleplayerowych produkcji wszechczasów. I lekko 200-300 godzin wspaniałej rozrywki. Plus IO dało możliwość przenoszenia statystyk, zapisów i innych pomniejszych dupereli z poprzednich części, co tym bardziej sprawia wrażenie obcowania z jedną grą. Aż dziw, że to rarytas na scenie gamingowej.

Gdy podczas pisania swojego poprzedniego tekstu zastanawiałem się o czym napisać, nie myślałem, że koniec końców usiądę do spisania wrażeń po Hitman 3. A to ze względu na to, że zwyczajnie uważałem, że za mało czasu nad nią spędziłem. Ale kilkadziesiąt godzin później nie miałem już takiej wymówki. Ale też mam o wiele większe spojrzenie na trylogię jako całość. Zarówno w formie samego doświadczenia, jak i ilości zwyczajnego funu, jaki mi owa produkcja dostarczyła. A dostarczyła go mnóstwo. Nie dość, że mamy tutaj do czynienia z najlepszymi lokacjami w serii, to do tego wprowadzono kilka niezłych innowacji i jedne z najoryginalniejszych misji nie tylko w serii, ale w całym gatunku gier logicznych. Nigdy nie zakładałem, że Hitman będzie pretendentem do moich ulubionych gier roku, ale tak się też stało. A mamy ledwie marzec.

Hitman 3 powala lokacjami bardziej niż kiedykolwiek.

Choć nie mamy ich wiele, bo raptem 6 – to każda z nich nie tylko wali po mordzie rozmachem, ale też drobnym i szczegółowym rozplanowaniem. Zarówno przestrzeni, jak i możliwości dla samego gracza. Możemy wykonać misje na partyzanta, wbić się w lokacje i wystrzelać wszystkich (jeśli mamy taką możliwość), ale możemy też spędzić długie godziny odkrywając kolejne poziomy map, słuchając postaci i wymyślając fikuśne sposoby na zabójstwa. I to stanowi jej największy plus. Możliwości i kombinacje. Luksusowy hotel w Dubaju, gdzie rozpoczynamy naszą grę zaskakuje ilością pomysłów, a te są ograniczone jedynie do naszych własnych możliwości. Mamy też wspaniałe chińskie miasto, gdzie musimy odstrzelić dwójkę dosyć nieprzyjaznych osobników, osobiście wypróbowałem około 8 różnych wersji przejścia tejże, nie zawsze skutecznie, czasem tracąc sporo punktów, ale zawsze cudownie się bawiąc.

Świetnie można też kombinować w winnicy, cudownie wykorzystać trucizny, jak i ofensywę, tak też można się bawić w tajnym berlińskim klubie. Gdzie mamy do odstrzału całą piątkę celów.

Finałowa lokacja to… pędzący pociąg, gdzie musimy się przebić przez tabuny wrogów. Wbrew liniowości samej lokacji, też można się ładnie pobawić, na przykład wybijając jak najwięcej z nich jak najmniejszą ilością kul. Wykorzystując oczywiście wagony i to, co w nich znajdziemy. Plus prowadzi ona do wspaniałego zakończenia, gdzie nawet mi się lekko zaszkliły oczy. Celowo na koniec akapitu zostawiłem moją ukochaną lokację. Staroangielską willę Dartmoor na wrzosowiskach. To nie tylko najlepsza lokacja w całej serii, ale też najlepsza ze wszystkich misji. Jest też najbardziej oryginalna i innowacyjna. Wystarczy wspomnieć, że mamy możliwość wcielenia się w detektywa i rozwikłanie śmierci brata naszego celu. Ale możemy też zwyczajnie zaplanować zupełnie inną wersję wydarzeń. Poruszanie się po pełnej tajemniczych przejść i ukrytych pokojów posesji sprawia nie lada frajdę.

To właśnie różnorodność stanowi największy atut całej serii.

W 3 części jednak zostało to doprowadzone do poziomu dzieła sztuki. Powyżej opisywana misja w posiadłości Dartmoor przejdzie do historii nie tylko ze względu na jej pomysłowość, ale też doskonale zaplanowane możliwości. A samo bycie detektywem daje nam zwyczajnie tyle radości, że wracałem do tej misji przeszło 20 razy. Rozwiązanie zagadki jest jeszcze bardziej satysfakcjonujące niż główna misja i nie jest to minus. Tak jest w przypadku innych misji, różnorodność wyborów, kombinacji i naszej własnej wyobraźni niesie daleko więcej zabawy niż przewidziano w ustawie. Nie wspominając już oczywiście o jakości wykonania samej gry.

Ray tracing robi wrażenie, szczególnie w neonowej misji w chinach. Nieraz przystawałem oniemiały, żeby zwyczajnie podziwiać możliwości współczesnej grafiki. Na kolejny pean zasługuje oświetlenie, to chyba najlepiej oświetlona gra w jaką miałem przyjemność grać od lat. Gra światłocieni to osobne dzieło sztuki. Wykorzystywanie ciemnych zakamarków, skradanie się od lat nie dawało mi takiej frajdy. Plus wspaniałe dopracowanie poziomów trudności tylko podnosi poprzeczkę.

Ale peany peanami, nie ma rzeczy idealnych.

No chyba, że Zelda, ale cóż, to nie ten temat (No bez przesady, Valheim lepsze – Szogun). Te same wspaniale dopracowane poziomy Hitman 3 niosą ze sobą pewien problem, są zbyt rozbieżne, pierwsze dwa są w zasadzie prowadzeniem za rączkę. Owszem – dzięki temu można się sporo nauczyć i dopracować własne strategie, ale w samej rozgrywce najlepiej się sprawuje poziom bez żadnych wspomagaczy z samym instynktem i mapą. Nie dość, że wymaga maksymalnego skupienia, to też nie wybacza co bardziej głupich błędów. Bo Hitman 3 to nie jest trudna gra, jest oparta bardziej niż zwykle na logice i umiejętnym budowaniu strategii. Co w przypadku mniej skupionych graczy okaże się zbyt trudną przeszkodą.

Drugą sprawą do której muszę się przyczepić, to niemożność zapisywania żadnych postępów offline. W samą grę zagramy, ale przechodzenie poszczególnych misji, czy lokacji treningowych nie ma najmniejszego sensu, gdyż żadne z naszych osiągnięć się nie zapisze. Co niesamowicie mnie wpieniało, gdy czasem usiadłem do gry i w połowie rozrywki uświadomiłem sobie, ze straciłem połączenie z internetem. Owszem, sama funkcja zapisu jednak działa bez zarzutu. Czy to offline, czy online. Po prostu zmuszanie do posiadania stałego połączenia internetowego do gry singleplayer jest nie fair. Ostatnim punktem mojego czepiania się będzie też dosyć niedbałe wykonanie niektórych cutscenek, które wyglądają momentami gorzej niż sama gra. Niestety na nich się opiera oś fabularna całości, więc nie polecam skipowania.

Nie mogę nie nadmienić, że IO Interactive zapowiedziało, że to ostatnia odsłona serii na dłuższy czas.

Ale z drugiej strony ich następnym projektem jest gra z uniwersum… Jamesa Bonda. A ta seria potrzebuje dobrej gry wręcz na zabój. Po przegraniu niemalże 100 godzin w Hitman 3 mogę powiedzieć jedno, jeśli nadchodząca odsłona gry o przygodach agenta 007 ma być w takim stylu to… bierzcie moje wszystkie pieniądze. Ostatnia misja gry idealnie pokazuje, że ludzie w IOA doskonale wiedzą co robią.

Podmumowując natomiast samego Hitmana mogę powiedzieć jedno – warto było spędzić ten cały czas przy tej grze. I mocno sugeruje każdemu, kto jeszcze jakimś cudem ma wątpliwości żeby je pogrzebali i zakupili tą grę. Bo Hitman 3 to perła w koronie całej franczyzy. Brzmi świetnie, wygląda świetnie, ma najlepsze lokacje i misje w serii, ale też stanowi wspaniałe zakończenie całości. Godne i niezwykle satysfakcjonujące. Oferuje setki godzin (jako całość) doskonałej rozrywki i inteligentnej formy nauki. Dosłownie. To nie jest strzelanka, to nawet nie jest skradanka, to przede wszystkim strategiczna gra logiczna, gdzie każda z naszych decyzji ma wpływ na końcowy wynik. Nieważne czy starcia, czy też punktacyjnie, każda decyzja ma znaczenie. Podobnie jak nasz styl. Polecam przejść całość w nienagannym stylu, a później odkrywać niesamowite możliwości i wariacje całości.

To niesamowita frajda, potężny pozytywny kop i koniec końców zwyczajnie doskonała gra zarówno na odprężenie, jak i na poważną rozrywkę. Dla fanów serii, ale także dla całkowitych nowicjuszy i debiutantów. Dzięki za towarzystwo i do zobaczenia niedługo w kolejnym tekście!

SUBIEKTYWNA OCENA: 9/10