Gry kanapowo-sportowe. W co warto zaopatrzyć się do gry ze znajomymi.

Gdy odwiedzają cię znajomi i przynoszą czipsy i monsterki trzeba ich należycie ugościć. Jak inaczej pokazać swoją wyższość ponad inne grupy społeczne niż wspólna “jedna szybka” na split-screenie.
Dziś chciałbym wam przedstawić moją topkę gier, które MUSZĄ być ograne na wspólnym piciu coli.
(Jak zawsze, kolejność W WIĘKSZOŚCI przypadkowa)

FIFA
W żadnym wypadku nie jestem fanem FIFY ani tym bardziej autorytetem, jeśli chodzi o nowe mechaniki w każdej kolejnej części. Ale tu nie o tym.
FIFA idealnie nadaje się na wspólne posiedzenia, z kilku względów. Po pierwsze – mecze są dosyć szybkie, co pozwala na krążenie padów wśród zebranych. Dodatkowo tryby własnego turnieju, możliwość grania kilkoma drużynami w tymże. Po drugie – cena. Jeśli, tak jak w moim przypadku, traktujecie FIFĘ jako grę towarzyską, tylko i wyłącznie do grania ze znajomymi na kanapie – nie musicie kupować nowej części. A “roczną” używaną część można kupić nieraz za 50zł.
Oczywiście można próbować grać na serio, dobrymi drużynami, nawet są tacy, którzy robią zmiany w trakcie meczu. Ale powiedzmy sobie szczerze, czy nie lepiej grać trzecią ligą ugandyjską, gdzie zawodnicy ledwo mogą przebiec pół boiska?
Ah, no i najwspanialsza możliwość przy graniu wspólnie na kanapie – dodana chyba w 17 cieszynka dabowania. Nic nie denerwuje bardziej  niż wpuszczenie “szmaty” przez bramkarza, żeby tylko zaraz zobaczyć dabującego przeciwnika.
MADDEN
Pierwszy raz w Maddena zagrałem “przez przypadek”. Korzystając z tego, że posiadam Origin Access stwierdziłem, że może warto spróbować tego, czym tak bardzo ekscytują się ludzie za wielką wodą. I w żadnym wypadku się nie zawiodłem.
Może z zasadami piłki nożnej jestem bardziej zaznajomiony niż z zasadami futbolu amerykańskiego, ale ta niewiedza ma w sobie nutkę ekscytacji. Grając w Maddena pierwszy raz czułem się trochę jak 10 lat temu poznając Minecrafta – a co tu mogę zrobić? A jak rozwiązać to? 
Całkowicie poważnie, mimo że ze względów oczywistych mało moich znajomych rozumie zasady futbolu, gra się w do wyśmienicie. A może dlatego, że właśnie nikt do końca nie rozumie co robić i działa to trochę jak kiedyś “chodź, pokaże ci fatalita nowego”.
UFC
Mój absolutny faworyt, jeśli chodzi o krótkie rozgrywki. Nawet nie dla tego, że walki są krótkie (znaczy… ale to zaraz), zazwyczaj czas ustawiamy na realistyczny + tryb walki o pas – 5 rund po 5 minut. Co do długości walk, no tu czas jest względny. Jest to jedna z niewielu “bijatyk” którą można skończyć w… może 5 sekund? Zakochałem się własnie w tym realistycznym (no dobrze, względnie realistycznym) oddaniu fizyki, mechaniki i obrażeń. Wystarczy jeden dobrze wyczekany cios i przeciwnik kończy na plecach. A wtedy, wiadomo, pełny dosiad. 
Ale żeby nie było za łatwo lubimy dodawać różne swoje zasady – najczęstszą jest “brak parteru”, przez co walka jest bardziej dynamiczna i efektowna – nawet dla osób czekających na swoją kolej.
Mortal Kombat
Tak, wiem, że to nie stricte gra sportowa. Ale no nie oszukujmy się, kto by nie chciał zobaczyć takiego sportu na olimpiadzie. 
Akurat MK bardzo nie trzeba tłumaczyć. Po prostu jest to przyjemna gra do pogrania w dużym gronie, bardzo efektowna. No i fatality. Najlepszy sposób na zniszczenie przyjaźni (zaraz po zdabowaniu w FIFIE).
Jak w przypadku FIFY, jeśli nie interesuje nas gra online i pięcie się w górę statystyk – Mortal Kombat XL można znaleźć za grosze.
Super Smash Bros
I znowu kolejna gra “niesportowa”. Ale taki sam przypadek jak przy MK – po prostu to się dobrze ogląda, jak i w to gra. Co prawda zdaję sobie sprawę, że SSB jest mniej popularne niż taki MK, ale podstawowe zasady są na tyle łatwe, że wystarczy jeden, góra dwa pojedynki, żeby załapać, o co chodzi.
Zdaje też sobie sprawę, że jest to trochę ekskluzywny tytuł – wielkie N nie jest aż tak popularne w Polsce, ale wydaje mi się, że powoli się to zmienia. Co cieszy.
A jeśli ktoś nie ma albo nie chce kupować Switcha (czego nie rozumiem, jest na niego dostępne mnóstwo bardzo dobrych gier) to zawsze może zaopatrzyć się w DSa. A dokładniej polecałbym 2DS XL – nie warto dopłacać do 3DSa.
Mario Kart
Jest to jedyna “samochodówka” w moim zestawieniu. I znowu na konsolę, którą ma może 20 osób w Polsce. Ale, jak dla mnie, jest ona idealnie zbalansowana, jeśli chodzi o trudność/przystępność/efektowność. I jak kilka poprzednich tytułów idealnie potrafi zniszczyć przyjaźń (ah, niebieskie skorupy <3). Dodatkowo, jak przy SSB, można grać w kilku graczy naraz, bez problemu. 
Mario Kart i Super Smash Bros. ma jeszcze jeden plus – sprzęt, na którym działa. Switcha można zabrać na uczelnie, do szkoły czy pracy i w wolnym czasie zagrać tę “jedną szybką”.
A wy, w jakie gracie gry ze znajomymi przy wspólnych monstekach? Co ja według Was powinienem wypróbować na wspólnych posiedzeniach?