Fort Triumph – mała strategia z wielkim potencjałem

Uruchamiając Fort Triumph kompletnie nie wiedziałem czego oczekiwać, poza tym, że gra może nieco przypominać inne turowe strategie, przykładowo serię XCOM. Zasiadłem więc do tego tytułu i zostałem wciągnięty na kilka dobrych godzin. Zostałbym pewnie i dłużej, gdyby nie fakt, że gra jest dopiero we wczesnym dostępie, więc i zawartości póki co mało, a do premiery pewnie jeszcze daleko. Ale od razu powiem wam – warto czekać.

Rozgrywka dzieli się na dwa etapy: ten, kiedy zarządzamy ekonomią i zamkiem oraz ten, gdzie możemy w końcu wystawić swoje jednostki przeciwko siłom wroga. Oba te moduły rozgrywki są znacząco odmienne od siebie, ale dobrze się uzupełniają i stanowią spójną całość. Podczas poruszania się po mapie świata obserwujemy akcję w rzucie izometrycznym, a w bitwach kamerę możemy ustawić dowolnie. Grafikę trójwymiarową zobaczymy tylko podczas walk. I pod tym względem jest tutaj nieźle – wysokiej jakości tekstury, cieszące oko kolory oraz prostota i czytelność przywodzą na myśl głównego konkurenta Overwatcha, czyli Paladins (oczywiście, tylko jeśli  patrzymy na styl oprawy graficznej). Cała reszta, czyli mapa świata i zamki pozostają dwuwymiarowymi, ale za to ślicznymi, malunkami.

Kampania fabularna gry jest póki co króciutka, całość ukończyłem w niecałą godzinę. Jest to lekka opowiastka o tym, jak zgraja bohaterów zamierza stawić czoła goblinom i zdobyć chwałę, przez co zabierają się za wykonywanie różnych zleceń i werbowanie nowych herosów. Po godzinie rozgrywki nagle uderzył mnie napis w stylu “Więcej już wkrótce”, więc pozostałem ze sporym niedosytem. Muszę przyznać, że tryb fabularny dobrze tłumaczy graczowi mechaniki gry, oraz wprowadza go do świata przedstawionego. Aby zaspokoić swój growy głód, zacząłem więc rozgrywać szybkie mecze.
Same walki zaprojektowane są świetnie i są najbardziej złożonym elementem tej produkcji. Nasze jednostki w walce z wrogiem mogą wykorzystywać nie tylko swoje umiejętności i dopełniać się wzajemnie, ale też wykorzystywać elementy otoczenia i manipulować nimi tak, by zadać jak największe obrażenia. Dodatkowo każdy z naszych wojowników ma własne drzewko rozwoju i miejsce na ekwipunek, przez co możemy trochę poeksperymentować z tym, jakie umiejętności i rynsztunek nam pasują.

Gra strasznie wciąga, ma w sobie coś, co sprawia, że chce się do niej wracać, rozwijać swój zamek, i widzieć skuteczność swojej armii. Niestety, tak jak pisałem na początku, gra ma bardzo mało zawartości, przez co po zaledwie kilku godzinach czuję, że widziałem już wszystko. Brakuje mi tutaj sieciowego i lokalnego multiplayera na wzór tego z Heroes of Might and Magic. W grze są tylko cztery frakcje, i tyle samo typów jednostek, co sprawia, że łatwo jest szybko ogarnąć swój najlepszy build i nie mieć z niczym problemu, przez co mimo złożoności ekonomii i drzewek rozwoju, sama gra szybko przestaje być wyzwaniem.
Gra jest sprzedawana w dość niskiej cenie – około 72 złote na Steamie, i jest to kwota jak najbardziej uczciwa, jak na to, co otrzymujemy na chwilę obecną. Polecam dać Fort Triumph szansę, bo projekt ten ma potencjał, by na przestrzeni miesięcy zmienić się w naprawdę dobrą i złożoną strategię. Jednak to od twórców zależy, czy w pełni wykorzystają szansę na uczynienie swojego dzieła jeszcze lepszym.