Fire Force – Strażacy od zadań specjalnych

Wśród fandomu krąży taka plotka. Jakiej nie zrobią Japończycy adaptacji komiksu czy książki to zamienia się w złoto niezależnie od tematu. No bo kto chciałby oglądać strażaków? Jeżdżą, gaszą ogień no i to w sumie tyle. Nic ciekawego, prawda? To samo dzieje się w życiu codziennym. Jednak Enen no Shouboutai (eng. Fire Force) posiada taką iskrę w sobie, że warto dać kredyt zaufania tej produkcji.



BUM BUM!

Mamy rok 198 tak zwanej „Ery Słonecznej”, gdzie obywatele Tokio nie boją się tradycyjnej śmierci typu starość, samobójstwo, czy śmiertelne choroby. Nawet najgorszemu wrogowi nie są wstanie życzyć śmierci… w płomieniach ognia.

Samo zapalenie to zarazem poważna jak i owiana tajemnicą choroba. Możesz sobie wieść dobrze poukładane życie. Pieniądze, rodzina, przyjaciele. Życie idealne, czego chcieć więcej? Jednak w małej chwili, jak pstryknięcie palcem, twój organizm może dojść do niewyobrażalnej temperatury ciała zamieniając się w „Infernala” – ognistego potwora wyciągniętego zupełnie jak z piekła rodem.

Dlatego japoński rząd powołał specjalną jednostkę strażacką o nazwie Special Fire Force Company do walki z tymi istotami. Do takiej jednostki rekrutowane są specjalne osobniki, które potrafią w sposób kontrolowany używać swojego ognia pochodzącego z wnętrza swojego ciała. Co prawda nie ma twardych badań, jednak wielokrotnie spekulowano, czy kontrolowanie ognia zwiększa ryzyko samo zapalenia. Wiedzą o tym od początku młodzi kadeci przygotowujący się w akademiach. Mimo to mają determinację, aby pomóc ludzkości, nawet za cenę własnego życia.

Niektóre Infernale potrafią samodzielnie myśleć,
ale jest to niebywała rzadkość.

Nasz główny bohater Shinra posiada nietypową przypadłość. Kiedy czuje złość, smutek, strach czy radość – czyli wszystkie podstawowe uczucia – zaczyna uśmiechać się nawet gdy tego nie chce. Szczególnie podczas młodzieńczych lat źle to przeżywał, gdy był obrzucany oszczerstwami jakoby był odpowiedzialny za samozapłon u swoich rodziców, a on zamiast płakać czy smucić się z odejścia opiekunów tylko srogo wyrażał swój uśmiech czy zadowolenie. Na szczęście oglądając jego zachowania widzimy, że tak nie jest i do dziś ubolewa nad tym co się stało.


Shinra każdego dnia, będąc w ósmej brygadzie, zaczyna odczuwać spiski i brudne machlojki w całym Special Fire Force Company do takiego stopnia, że dochodzą go plotki jakoby główne szefostwo znało przyczyny podpaleń ludzi, a zapłon u jego rodziców wcale nie był przypadkiem czy pechem losu…

Jeśli chodzi o jakość produkcji to nie mamy czego się bać. David Production pomimo małej rozpoznawalności na rynku posiadają na swoim koncie takie perełki jak Hataraku Saibo czy serię Jojo no Kimyou na Bouken, jedne z najbardziej rozpoznawalnych animacji.

Wielkie oklaski zarówno ekipie Mrs. GREEN APPLE jak i animatorom, ponieważ mało kiedy z ręką na sercu postawić 10/10 za zrobiony opening. Praktycznie co do sekundy każdy wydźwięk piosenki jest idealnie dopasowany do ruchu postaci. Na dodatek tekst oraz rytmika jest lekka jak piórko dla ucha odbiorcy, ale jednocześnie potrafi określić groźną siłę ognia. Jeśli chodzi Ending jak to ending. Nie mam za dużo do powiedzenia. Spokojny w swoim rodzaju, ale generalnie na utwór Keine Suda „Veil” nie można narzekać. Nie ma tragedii, ale również nie ma nad czym się zachwycać. Jest po prostu w porządku.

Na szczęście do Króla Artula mu daleko




Definitywnie Enen no Shouboutai to dobrze wykonana produkcja, a zarazem oryginalna w swoim rodzaju (w sumie jak większość seriali z kraju kwitnącej wiśni). Występują zarazem luźne jak i poważne momenty. Kiedy trzeba skupić się na misji, odsuwają wszystkie inne myśli na bok skupiając się tylko nad jednym – pomóc ocalałym.