Fate/Grand Order – Absolute Demonic Front: Babylonia

Mash Kyrielight oraz Ritsuka Fujimura zostali przydzieleni do siódmej, ostatniej już osobliwości w celu uratowania ludzkości przed unicestwieniem. Akcja Fate/Grand Order – Absolute Demonic Front: Babylonia rozgrywa się w czasach starożytnej Babilonii w roku 2650 p.n.e. Muszą ochronić miasto Uruk przed bogami oraz demonicznymi bestiami pod rozkazem króla Gilgamesza. Jednak na tym problemy się nie kończą. Starożytna istota powoli wstaje ze snu, która chce zniszczyć wszystko na swojej drodze. Ostatni mistrz musi zebrać jak najwięcej sojuszników, aby pokonać wszechpotężne niebezpieczeństwo.

Walka o to samo, ale w innym celu

Najważniejszym zadaniem głównych bohaterów jest odnalezienie Świętego Graala w celu przywrócenia prawidłowego biegu historii. Aktualne czasy skupiają się wokół pierwszego króla oraz początku końca panowania bogów nad ludzkością. Mash jako sługa (a dokładnie pół sługa) używa mocy Galahada oraz tarczy. Ta przydaje się natychmiast, kiedy po przeniesieniu w czasie spadają z nieba.

Jednak istotom nie spodobało się, w jakim kierunku zmierza cywilizacja, dlatego postanowili założyć sojusz trzech bóstw. Zakłada brak walk pomiędzy sobą, a jedynie atakować ludzkość. Wygra osoba, która najszybciej doprowadzi do upadku miasta oraz zabierze tron królowi.

Mimo moich oczekiwań Gilgamesz pojawia się na ekranie znacznie mniej, niż mógłbym pierwotnie założyć. Jego rola składa się jedynie na zarządzaniu oraz prowadzeniu porządku w mieście. Do walki przystępuje w absolutnej ostateczności. W ogólnej ocenie postaci jest okropny. Każdą kobietę traktuje jak prawowitą własność i uważa, że wszystkie dobra należą tylko i wyłącznie do niego. Łatwo wyczuć od niego arogancję oraz poczucie wyższości, ale ma również bardzo pozytywne strony. Potrafi sfinansować straty zwykłych ludzi spowodowane atakiem demonów czy uhonorować prawidłowo bohaterów, którzy dzielnie służyli mu do samego końca.

Walka z przeszłością…

Przeciwko takiemu stanu rzeczowi są wcześniej wspomniani bogowie. Dlatego stworzyli postać z błota i nadali jej ludzki wygląd. Ma na imię Enkidu i jest jedynym przyjacielem Gilgamesza… a w zasadzie był. Szybko okazuje się, że jest to tylko nędzną kopią niemająca nic wspólnego z tamtą osobą. Stworzona istota ma za zadanie zagrać na uczuciach króla i ostatecznie go unicestwić.

…oraz bogami

Nie będę się rozpisywał na temat wszystkich trzech bogiń, a wspomnę jedynie o Ishtar, która wygląda niemal jak Tohsaka Rin z serii Fate/Stay night. Główni bohaterowie spotykają Bogini Wenus już w pierwszych odcinkach i można odczuć Déjà vu podczas oglądania. Według uniwersum osobowość bogini oraz zwykłej dziewczyny stały się jednością podczas modłów ludzi, którzy chcieli wezwać bóstwo do nadchodzącej zagłady. Jednak patrząc na całokształt, ciężko mi patrzeć na nią z perspektywy innej osoby, kiedy reprezentuje wygląd oraz cechy charakteru Tohsaki.

Oprawa muzyczna zaskoczyła mnie bardziej, niż mógłbym przypuszczać. Młode studio CloverWorks stanęło na wysokości zadania reprezentując dobrą jakość serii Fate, która odznaczała się często niebywałą oraz emocjonującą muzyką. Opening Phantom Joke oraz ending Hoshi ga Furu Yume odsłuchałem w niezliczonej ilości razy. Jednak sam soundtrack podczas walki czy wędrowaniu wokół miasta zasługuje na największe oklaski. Motyw serii ze starożytną cywilizacją nie napawał mnie optymizmem do oglądania i ociągałem się niemal trzy miesiące, aby zacząć. Teraz widzę jak zekranizowanie starożytnych czasów z dobrą muzyką osiągnęło niebagatelny sukces.

Ostatecznie Fate/Grand Order – Absolute Demonic Front: Babylonia jest bardzo udaną produkcją. Jest to pierwsze podejście dla ludzi (w tym ja), którzy nigdy nie zaglądali w wielką otchłań Lore, jaka znajduje się w gierce na telefony. Bardzo konkretnie od początku pokazuje z czym mamy do czynienia oraz o jaką stawkę wszyscy grają.