Fallout 76 jest 16 razy lepszy od Fallout 4

Todd Howard. Znany kłamczuszek, przystojniak, lekkoduch i morderca uśmiechów dzieci i graczy. Obiecywał nam 16 razy więcej detali względem Fallouta 4 w swojej nowej produkcji, Fallout 76. Że będziemy mieli wielkie doświadczenie na wielkiej planszy, super życie i dobrą zabawę. Mój kolega, wielki fan Falloutów od Bethesdy, mówił mi, żebym tego Fallouta kupił. Aż sobie maskę Todda przygotował, bo się z niego śmiali. A ja skorzystałem z darmowego weekendu i bawię się super.

Gra zaczyna się niewinnie. W 2102 roku otwiera się Krypta 76, projekt Vault-Tec polegający na wypuszczeniu ludzi 25 lat po Wielkiej Wojnie. Wcielamy się w Śpiocha, któremu zaspało się na otwarcie krypty. No i postanawia gonić za dawną Nadzorczynią, która zostawia notatki i misję specjalną. Nie dopuścić, by rakiety w arsenale rakietowym na terenie Appalachii przeszły w ręce kogoś innego niż Vault-Tec.

Aby wykonać to zadanie, musimy łączyć się z innymi ludźmi. Ale zamiast nich, mamy po prostu pełno robotów i terminali. Cyfryzacja Appalachii jest wyższa niż w Polsce albo w Waszyngtonie roku 2077. Czasami napotkamy innych graczy, co daje nam lekką frajdę ze współpracy i walki o zasoby. Ale częściej oznacza to umieranie w wyniku kontaktu z napromieniowanym obszarem utworzonym w wyniku działalności min atomowych, które gracze rozrzucają “przypadkowo” pod nogi innych ludzi. A czasami wyrzucą nam jakieś mało potrzebne śmieci, by było nam miło z materiałów konstrukcyjnych.

Porządna gra, dobrze zrealizowana, może to Fallout

Fallout 76 jest też absurdalny pod wieloma względami. Zupełnie niepotrzebnie wprowadza nam wskaźniki głodu i nawodnienia. Podobnie nagle mamy statystyki stanu broni, picia i jedzenia. Ale te statystyki na nic nie wpływają, póki jedzenie nie będzie popsute czy picie sfermentowane, jest ok. Broń nie pokazuje oznak popsucia, co New Vegas czy Trójka chętnie pokazywały. Jest 16 razy lepiej niż w Fallout 4.

Kolejnym plusem Fallout 76 jest jego optymalizacja. Tak dobrze zrobionej optymalizacji nie widziałem nigdy. Fallout 4 działał porządnie, dając mi 60 fps na wysokich przy moim GTX 1050ti i Ryzenie 7 1700. Fallout 76 daje mi 16 razy więcej narzutu na kartę graficzną, dlatego gra wyciąga jakieś 30-40 fps na najniższych, na wyższych nieco lepiej działa. Na dysku SSD gra jest masakracyjnie szybka w ładowaniu. Poszedłem sobie na 2 minuty od komputera, po powrocie gra ładowała się dodatkowe 2 minuty.

No i kolejna dobra sprawa, Fallout 76 ma 16 razy więcej bugów niż Fallout 4. Wielu słyszało o błędzie z duplikowaniem przedmiotów. Ja miałem problem z jedną z misji, gdzie efekt napoju przenosił mnie w losowe lokacje jakieś 10 razy, choć powinien raz. No i wrogowie, którym zdarza się utknąć w ścianie albo zniknąć. Kilka razy gra wywaliła mnie w powietrze, a czasami wpis w terminalu się nie pokazywał.

Dobrze zrealizowane jest połączenie z serwerem. Gra symuluje prawdziwe problemy z połączeniem, jakie towarzyszą nam po wojnie nuklearnej. Odczyt małej notatki trwa kilka sekund. Gra co jakiś czas zalicza cofnięcie nas o kilka chwil. Czuję immersję, która wpływa na starcia z wrogami. Czasami nie da się trafić z metra, celując z rewolweru. No po prostu tak jest. Starcia są 16 razy trudniejsze niż wcześniej.

Trudno mi wydawać wyrok na grę z perspektywy Atom Shop. Widzę, że jest to skok na kasę, ale z drugiej strony, walutę możemy zdobyć w czasie grania, więc nie narzuca nam się kupowania waluty. Ale jednak w ekranie budowania bazy, widać co można mieć z Atom Shopu, a to też forma zachęcania i narzucania. Chyba wolałem Creation Club. Ale najbardziej lubię mody z Nexusa. Szkoda, że Fallout 76 to tylko multiplayer.

Fallout 76: Werdykt

Podsumowując, Fallout 76 jest kompletnym zawodem. Gra niedopracowana, wybrakowana, o słabym wsparciu twórców (no chyba, że mówimy o sklepie Atom, wtedy czilera utopia) i nudna. Dobrze, że powstał, ale nie do końca. Oby w przyszłości powstał lepszy Fallout.