Dostaliśmy to, na co czekaliśmy? – Recenzja serialu Wiedźmin

Czy faktycznie ten Wiedźmin jest taki zły, jak go malują? Czy to faktycznie zła adaptacja? Może jednak Opowieść o Białym Wilku nas zaskoczy i zaserwuje nam festiwal bardzo dobrej zabawy? Czas się przekonać! 

Twórcy Netflixowego Wiedźmina stronią od porównań do GoTa od HBO; Lecz nie da się ukryć, że gdyby nie “szał” na Fantasy zapoczątkowany przez wspomnianą Grę o Tron, Netflixowi Wiedźmin byłby obojętny. Obecnie jednak nie tylko N rozpoczął swoją ofensywę na seriale fantasy, ale też Amazon ze swoją ekranizacją Władcy Pierścieni

Wiedźmin jako marka bardzo się wyróżnia pomiędzy inne Fantasy. Szczególnie swoim bogatym katalogiem różnorakich potworów i kreatur. Tak szerokich zasobów stworzeń nie powstydziłaby się żadna opowieść z grona fantastyki. Tym czasem taką Kikimore, widzianą w zwiastunach możemy uświadczyć już na początku pierwszego epizodu. Niektóre powstały za pomocą komputerowego CGI a inne dzięki mechatronice i kostiumowych zabiegach. Efekt natomiast jest różny: Niektóre bestie zachwycają wykonaniem a drugie niestety rażą sztucznością a inne zwyczajnie zniechęcają brakiem pomysłu. Lecz to nie jest wada tylko Wiedźmina, ale też innych seriali, które w pierwszych sezonach emanowały mniejszym budżetem. Nieodłącznym elementem narracji świata przedstawionego w serialu również jest magia. Sama w sobie wygląda naprawdę pomysłowo; Ma też swoją cenę. Ten zabieg jest sam w sobie świetnym pomysłem.  

Serial jak wiemy jest wierny duchowi książek Sapkowskiego, ale trzeba się spodziewać różnic – czasem większych, a czasem mniejszych. Dlatego też jest to główny powód niezadowolenia wielu fanów prozy Sapkowskiego. Wiedźmin od dużego N bazuje na wiadomym literackim pierwowzorze, ale abstrakcyjnie wykorzystuje jego wątki. Twórcy w tym showrunnerka Lauren Hissrich zaczynają narrację od opowiadań, ale docierają z biegiem czasu do wydarzeń z książek Wiedźmina. Jest to co prawda powód kompromisów i skrótów – ale ekipa produkcyjna robi to w sposób jak najbardziej możliwy do strawienia. Mimo tego, niektóre historie Wiedźmińskie zostały potraktowane po macoszemu. Nie wszystkim jednak to się podoba; Odsetek fanów będzie ubolewać nad utratą cennych linijek historii zapisanych przez Sapkowskiego, Nie da się jednak każdego zadowolić, prawda? 

Oglądając tę produkcję już przez jakiś czas można zauważyć, że ta seria jest najlepsza wtedy, gdy w świecie wykreowanym przez Sapkowskiego dochodzi do zmian. Nadaje głębi i subtelności, na rzecz przekładu z książki na mały ekran. Dobrym na to przykładem jest droga, którą muszą przejść nasi bohaterowie – Geralt, Yennefer i Ciri. Podczas wydarzeń u bohaterów następuje wiele zmian mających na nich wpływ.

Ekipa wraz z showrunnerem musiała wykreować historię od podstaw, zważywszy na to, że w książkach bohaterki poznajemy z perspektywy Geralta. W serialu postaci te zyskują rozbudowane wątki swojej przeszłości. Czarodziejka walczy z akceptacją takiej, jaką jest i z niezależnością. Lwiątko z Cintry zmaga się z nieuchronnym przeznaczenie, którego nie jest w stanie pojąć. Mimo to nadal można wyczuć sznyt Sapkowskiego jak i literacki pierwowzór. Jest to opowieść o tym, jak być kimś innym, odstawiającym od innych, jest to opowieść o grupce wyrzutków, którzy szukają siebie nawzajem – kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy. 

Wiedźmin to nie tylko krew pot i łzy, ale też dobra porcja humoru. Kurierem, który nam ją dostarcza jest niewątpliwie postać Jaskra. Urokliwy Brytyjski aktor Joey Batey. W swojej roli jest naprawdę świetny. Niewątpliwie jest to jeden z mocniejszych aspektów produkcji. Gdy tylko nawiązuje kontakt z Geraltem, wspólnie kradną całe show, będąc razem bardzo urokliwym duetem.  

Joey Batey

Jak już jesteśmy przy Geralcie warto napomnieć o nim parę słów. Henry Cavill, choć kontrowersyjny przed premierą w mim odczuciu bardzo dobrze się odnalazł i wczuł w Rzeźnika z Blaviken. Aktor zdradzając nam w wywiadach jest fanem Wiedźmińskiego świata. Sam zabiegał o tę rolę. Kreowana przez niego postać ma wiele warstw: Jest dosadny i oszczędny w słowach. Emocjami często emanuje bez słów. Więcej natomiast miała do zagrania aktorka wcielająca się w Yennefer, Anya Chalotra. Niebawem jej kariera sięgnie gwiazd. Jest też fenomenalna.  

Miejscami jatkę w wiedźminie możemy porównać do wspomnianego wyżej terminu – “Krew pot i łzy” tudzież “Droga ku zagładzie”. Momentami produkcja zamienia się w istne mordobicie serwując nam pełno krwi i odciętych kończyn. Jest to istne gore. Kolejnym aspektem, na którym powinno się zwrócić uwagę, to sceny walki. Niekiedy zapierają naprawdę dech w piersiach. Pojedynki są naprawdę widowiskowe i bardzo dynamiczne. Połączenie szermierki z rzucaniem znaków robi wrażenie. Choreografia starć jest naprawdę epicka. Henry Cavill z mieczem czuje się jak ryba w wodzie. Jak sam przyznał – ćwiczył przed zdjęciami do serialu szermierkę. 

Serial wiążę się też z zauważalnymi minusami. Największe z nich to zdecydowanie momentalne braki spójności i nadawanego tonu. Twórcą, czasem udaje się na zakrętach wypadać z rytmu lub zaliczyć spadek formy. Mowa tu o dialogach, w których często brakuje lekkości. Dialogi czasami są napisane bez emocji. Przez co oglądając tą produkcję można odczuć dziwny dystans pomiędzy postaciami. Mimo wszystko, widać, że ekipa Netflixa świetnie się bawiła podczas produkcji tego; Mieszając różnorakie pomysły, założenia i aspekty serialu. Oglądanie tej opowieści można porównać do kumpelskiej wyprawy razem z bohaterami po świecie Wiedźmina – Są momenty, które rozbawią nas do łez, żeby potem nas zatrwożyć czy też zasmucić. 

Podsumowując. Różne kreatury, widowiskowe potyczki i świetni Cavill i Batey – Warto dać Wiedźminowi Szansę, ponieważ wcale nie jest taki zły jak go się rysuje. Tym bardziej, że Netflix zamówił już drugi sezon. Może to odznaczać dwie rzeczy – Większe pieniądze i większy rozmach. Pierwszy sezon był szukaniem przez ekipy tożsamości zabójcy potworów. Mam nadzieje, że z Wiedźminem w postaci serialowej będziemy mogli jeszcze obcować przez następne lata.  

A wy jakie macie zdanie na temat tego serialu, może już go widzieliście? Jeśli tak to podzielcie się wrażeniami w komentarzach! 

Szymon “Szogun” Rogowski – Mateusz zadał wewnątrz redakcji pytanie “Panowie, a jaki element wam się najbardziej podobał?”, więc odpowiem. Mimo tego, że serial ma elementy, które doprowadzily mnie do bólu głowy (Nilfgardzkie zbroje, niekonsekwencja driad w Brokilonie), to były też elementy fajne i cieszące oko. Wybierając jeden taki element, stawiam na choreografię walki. Scena z Blaviken siedzi mi głowie pomimo zmęczenia całonocnym seansem. Nie tylko Gerwazy pokazał piękną szermierkę, ale również czarodziej Vilgefortz mógł pochwalić się umiejętnościami.