DIABLO II, czyli gry kultowe. Cześć II.

Drugą część mojej podróży po kultowych grach postanowiłem w całości oddać mojej ukochanej grze – Diablo II. To nie tylko rzecz, którą uwielbiam, ale to także moja ulubiona gra wszechczasów. Bezsprzecznie jest to tytuł nad którym spędziłem tysiące godzin w ciągu tych 20 lat od kiedy został wydany. Oczywiście Diablo II nie istnieje bez wydanego rok później dodatku Lord of Destruction, znanego w Polsce jako Pan Zniszczenia. To dzieło kompletne, wspaniałe i niesamowicie grywalne. Łabędzi śpiew Blizzard i ich najwyższe osiągnięcie artystyczne. W cieniu nadchodzącej czwartej odsłony serii postanowiłem się po raz kolejny przyjrzeć tej legendarnej grze. Wrócić do świata mrocznej trójcy i zmierzyć się z siłami piekieł.

Jak już wspomniałem powyżej, Diablo II nie istnieje bez dodatku Lord of Destruction. I na tej pełnej wersji opieram swój tekst. To też żadna recenzja, pisać o tej grze cokolwiek to jakby nic nie napisać. Uniwersum jest potężne, nieustannie popularne i nic nie zapowiada żeby miało się to zmienić w najbliższym czasie. Mając w pamięci oczywiście, że czwarta część zbliża się wielkimi krokami. Blizzard swego czasu dbał o graczy i nie pozwalał sobie na manianę jaką odstawia w ostatnich latach. Ale to materiał na inny tekst.

Diablo II – po latach

Od premiery minęły już bez mała dwie dekady, ale serwery są wciąż pełne graczy. I to nie jest pobożne życzenie, wystarczy się zalogować do battle.net i sami zobaczycie. Diablo II czy się to podoba, czy też nie, to jedna z najważniejszych gier w historii. I stanowczo najważniejszy tytuł w gatunku hack’n’slash. Do dziś uważana za jedną z największych i najlepszych, na dokładkę posiadająca setki naśladowców, od komputerów aż po smartfony. Gier i twórców, którzy się wzorowali, lub opierali na Diablo II są tysiące.

Jednak niewiele jest dziś gier, które mimo podeszłego już wieku wciąż mogą się pochwalić taką popularnością. I nie powinno to dziwić. Seria Diablo zawsze charakteryzowała się świetnie zaprojektowanym światem i ogromną grywalnością. Druga jej odsłona (wraz z dodatkiem) stanowi jej magnum opus. Genialnie zaprezentowany setting, piękna grafika, wybitna muzyka w połączeniu z niezłą osią fabularną i świetnym zestawem bohaterów dało grę monolit. Grę, przy której można spędzić setki godzin przechodząc od nowa i od nowa. Nie zapominając oczywiście o stopniowym zwiększaniu trudności i rozwoju postaci. Do tego dochodzi multiplayer, który daje jeszcze więcej możliwości i zabawy. Tak, po raz kolejny, tworzy się legendy.

Wróćmy jednak do samej rozgrywki

Diablo II: Lord of Destruction dostarcza jej aż za wiele. Będąc w tym samym momencie grą z relatywnie średnim czasem grania potrzebnym na przejście fabuły. Jednak to co kryje się w środku zmienia postać rzeczy. Najprościej wyjaśniając, to naszym zadaniem jest zabicie 3 potężnych demonów i tysięcy ich popleczników. Do pomocy w osiągnięciu celu mamy kilka klas postaci, które wybieramy w menu na początku gry. Jest raczej typowo, czarodziejka, nekromanta, zabójczyni, paladyn, druid i barbarzyńca. Każdy ma swoje unikalne umiejętności, style walk, czary i mnóstwo innych. Każdą z postaci można budować na kilka sposobów, podobnie rzecz ma się z ekwipunkiem, który również podzielony jest na klasy i poziomy.

Świat podzielony jest na 5 aktów, na końcu których mamy do pokonania potężnego bossa. Owe akty są różnorodne i potężnie rozbudowane. Mamy dżunglę, pustynię, góry, a nawet sam przedsionek piekła. Lokacje są wspaniale zaprojektowane, szczególnie miasta i co większe miejsca zadań, które musimy wykonywać, żeby posunąć się dalej w fabule. Interakcja z npc jest gładka i prowadzi nas od zadania do zadania. Wyjątkiem, w przypadku gier, jest to, że polski dubbing jest tutaj wybitny. Po tylu latach grania w przeróżne gry, zazwyczaj w oryginale, to jest jeden z kilku tytułów, w które nie umiem grać inaczej niż po polsku. Jest być z czego dumnym, bowiem dobra lokalizacja gry jest rzadkością w naszym kraju. Przypomnijcie sobie serię Assassin’s Creed.

Diablo II od strony technicznej wciąż prezentuje się wspaniale

Szczególnie jeśli mówimy o grafice. Owszem, po 20 latach to może brzmieć trochę dziwnie, ale tak jest. Szczegółowo zaplanowane miasta, lasy, rzeki, świątynie, katakumby i mnóstwo innych. Wspaniała kolorystyka i przepięknie dobrane światłocienie nadają jedynego w swoim rodzaju klimatu. Do tego dźwięki ambientu i otoczenia dodają tylko więcej niepokoju do tej i tak już paskudnie mrocznej gry.

Na osobną wzmiankę zasługuje muzyka. Po dzień dzisiejszy jest ona wśród ścisłej czołówki najlepszych ścieżek dźwiękowych jakie kiedykolwiek napisano do gier. Każdy zna motyw przewodni z menu głównego DII. Każdy. Do tego muzyka zróżnicowana i dopasowana do każdego z aktów. W pierwszym uderzając łagodną, mocno ambientową muzyką rozpisaną głównie na gitarę akustyczną i bębny. Drugi to mieszanina muzyki orientalnej, pełna fletów i lirycznych kompozycji. W trzecim wracamy do muzyki dawnej, mocno nasączonej mrokiem, bo i klimat staje się cięższy. Czwarty akt atakuje muzyką w pełni synchroniczną, żywą i elektrycznie pobudzającą, jednocześnie będącą ponurą niczym dupsko szatana. Które to swoją drogą tłuczemy. No i akt 5, gdzie zewsząd atakuje muzyka doniosła, epicka i fatalistyczna. Chorały, pełna orkiestracja nadają wagi wydarzeniom w grze. Matt Uelmen napisał swoje magnum opus, wszyscy znamy przecież motyw muzyczny Tristram.

Kultura grania i gatunku po Diablo II zmieniła się na zawsze

I nie jest to przesada. A fakt. Mamy tutaj połączenie przygodówki z erpegiem, rozbudowane drzewka umiejętności, budowanie i expienie postaci. Mocny podział na różnorodność i bardzo mocny nacisk na budowanie świata i klimatu. Jest niepokojąco, czasem strasznie, ogólnie ponuro niczym w piekle. Tutaj forma i treść osiągnęły maksimum współpracy bez uszczerbku na grywalności. Niewiele gier w gatunku się zbliżyło do tego poziomu, nawet Diablo III, będące skądinąd grą wybitną, poszło na kompromisy. Tak, Diablo II to gra bezkompromisowa, całkowicie oddana wizji i celowi. To rozrywka idealna do której zawsze warto wracać. Chociażby na parę godzin, żeby przypomnieć sobie ten wspaniały klimat.

Ostatecznie Diablo II, jak i cała seria dzielnie znoszą próbę czasu

Mimo upływu lat, grywalność nie spadła, wielu graczy regularnie powraca do tego tytułu. Także wyżej podpisany autor tego tekstu. A gra ta, biorąc pod uwagę wiek, specjalnie tania nie jest, w granicach 50-60 złotych. Ale rzecz to warta każdej złotówki. Diablo II to gra legendarna, niesamowicie zrobiona i znakomicie dostarczona. Klimatyczne dzieło sztuki, łabędzi śpiew Blizzard, oraz wzór z którego przykład brało wielu. Czy ma minusy? Pewnie jakieś się znajdą, lecz biorąc pod uwagę raczej publicystyczny charakter tekstu… pozwolę sobie na pominięcie tego tematu, gdyż ja błędów nie zauważam, bądź nie chcę ich widzieć.

Kończąc należy też zwrócić uwagę na stan całej franczyzy. Blizzard mimo swoich dziwnych, idiotycznych czy też zwyczajnie durnych decyzji w ciągu ostatnich lat może traktować tą markę jako ostatnią deskę ratunku. Kampania reklamowa czwartej odsłony po mału rusza, zapowiada się ognista gra. Oczywiście jeśli nie zniszczą jej dziwne decyzje marketingowe wydawcy. Miejmy nadzieję, że nie, gdyż ta seria to zawsze znakomita jakościówka. Od pierwszej części definiowała i dyktowała zasady gatunku i rozgrywki. Dając milionom graczy produkt z którym nie rozstali się po dziś dzień. 20 lat. Tak się tworzy legendy i niezniszczalne symbole.

Hail Diablo!

Powrócimy z częścią trzecią serii już niedługo. W międzyczasie sprawdźcie pierwszą odsłonę!