Cyberpunk 2077 – Recenzja

Raz na kilka lat pojawia się zdarzenie, które psuje ogólnie przyjęty porządek i tworzy nam nową sytuację. Ogólnie w 2020 roku jest to pandemia, która zniszczyła dotychczasowe podejście do życia i zrobiła z nas omaseczkowanych oglądaczy Netflixa. W przypadku świata gier, wydarzeniem tym jest Cyberpunk 2077. Z wielu powodów, które poniżej opiszę. Zapraszam.

Cyberpunk 2077 jest elektronicznym rozwinięciem papierowego RPG Cyberpunk. Konkretnie, rozwija edycję drugą, czyli Cyberpunk 2020, uznając wizję z wersji późniejszej za niekanoniczną. Akcja dzieje się w Night City w 2077 roku, w świecie gdzie korporacje rządzą światem, a gangi ulicami. Gdzie ludzie wrzucają w siebie masy wszczepów, a filmy ogląda się w głowie. Wcielamy się w rolę V, osoby starającej się zaistnieć w świecie jako najemna siła. I tak, zaistniejemy w tym świecie, choć nie do końca tak, jak przewidywaliśmy na początku gry. W wyniku pewnych zdarzeń nasza postać staje się wyjątkowo połączona z  Johnnym Silverhandem, legendarnym anarchistą i terrorystą. V powoli przyjmuje poglądy i podejście Srebrnorękiego i próbuje się z tego wycofać. W wyniku tego weźmiemy udział w wielu zdarzeniach fabularnych, które przechodzą przez typowe egzekucje po wątki związane ze wspomnieniami Janka Siwołapego, by pokazać, że świat przedstawiony jest światem pełnym niebezpieczeństw, zagrożeń i jest brudny, gdzie dobre rzeczy są rzadkimi perełkami schowanymi głęboko wśród pobazgranych zaułków ulic rozświetlonych neonami korporacji i domów uciech “Janusz”.

W ramach naszych przygód, możemy również wziąć się za misje poboczne. Dostajemy je wraz z poziomem reputacji ulicznej oraz eksplorując całe miasto i jego pustynne okolice. Część misji to typowe “znajdź-ucisz-powtórz”, a niektóre są bardzo wyjątkowe. Jedna z najlepszych to zdarzenie oparte o przewożenie osoby z płonącym implantem przyrodzenia, czy kradzież czołgu, by pomóc znajomej w obronie terenu. Otrzemy się również o dość ciężki temat religii w świecie, gdzie technika pozwala zastępować bogów. Cyberpunk 2077 oferuje naprawdę dużo w kwestii zadań. Sam ukończyłem wątek główny w około 48 godzin, gdzie dużo jeździłem na misje poboczne i bardzo powoli pchałem główną fabułę do przodu. Możemy również doprowadzić do romansu, tutaj drogi zależne są od wybranego głosu oraz typu wyglądu V. Płeć postaci definiuje jej głos.

Podczas tworzenia naszej postaci w Cyberpunk 2077, możemy skorzystać z dość rozbudowanego edytora postaci. Nie jest on rozbudowany jak w memach o 38 kształtach członka, ale oferuje nam dużo opcji wyglądu oczu, skaryfikacji czy widocznych modyfikacji innego typu. Dodatkowo, na początku gry możemy wybrać nasze pochodzenie. Czy jesteśmy nomadem, dzieckiem ulicy czy korposem. Ten wybór wpływa na nasz wstęp do gry oraz na dostępne opcje dialogowe w grze. Przykładowo, korpos będzie mógł mocniej rozmawiać z ludźmi korporacji oraz będzie miał większą wiedzę o działaniu innych korporacji, dzięki czemu będzie miał inny wynik rozmowy biznesowej i będzie mógł wyjść z tarapatów tam, gdzie nomad będzie musiał inaczej rozmawiać. W grze mamy też inne wybory związane z dialogami, gdzie możemy doprowadzić do romansu postaci z innymi osobami czy iść zgodnie z naszym sumieniem V. Niestety, większość tych wyborów nie ma wpływu na grę. Jest jak wybór między dwoma widelcami, gdzie jeden ma jedną kreskę w ramach zdobienia, a drugi ma dwie kreski.

Mamy też dostęp do dużej ilości różnych perków oraz umiejętności, które rozwijamy z poziomem postaci oraz realizując się w danej dziedzinie. Osoba często pracująca w craftingu oraz walce wręcz, będzie mogła sobie obie rzeczy zrobić na maksymalnym poziomie, unikając innych, mniej ważnych dla niej cech. Będąc przy craftingu, warto wspomnieć, że tak jak w Wiedźminie możemy zbierać schematy broni. Tutaj jednak realizujemy je sami i sami je ulepszamy. Nie niszczą się, więc nie będziemy płacili za naprawy. Aby tworzyć lepsze rzeczy, musimy nazbierać komponenty wytwórcze oraz zdobyć perki do produkowania lepszych przedmiotów. Mamy też specjalnych lekarzy odpowiedzialnych za elektronikę w naszym wnętrzu. Ripperdoc, bo tak się nazywa taka profesja, zamontuje nam cokolwiek o co poprosimy, póki mamy kasę i stosowne możliwości. Pozwalają nam na podwójny skok, regenerację zdrowia w czasie walki czy wymianę głównego układu na mocniejszy z większą ilością trików hakerskich do zamontowania.

Teraz dotarliśmy do kolejnej wielkiej rzeczy, czyli walki. Walczyć możemy na wiele sposobów, każdy znajdzie coś dla siebie. Część z nich pozwoli nam poczuć się jak w Watch Dogs poprzez drogę hakera, gdzie możemy smażyć obwody wrogów, a potem czyścić ich pamięć. Inni mogą chcieć walczyć wręcz albo bronią, tutaj wachlarz broni jest imponujący. Mamy klasyczne noże, pistolety, karabiny, ale również są bronie inteligentne z namierzaniem celów czy ostrza wychodzące z ręki, pozwalające nam na przerobienie wroga w plasterki.

Bronie możemy modyfikować poprzez dodatki do broni oraz chipy. Chipy zmieniają parametry broni, a ile modyfikatorów wrzucimy, zależy od tego, jak unikatowa jest broń. Poziom unikatowości jest klasyczny kolorystycznie jak w wielu grach typu Diabolo.

W wielu miejscach strzelanie przypomina looter-shooter, gdzie wróg ma dużo zdrowia, a my mamy dużo amunicji do wpakowania. Czy to dobrze? Według mnie jest okej, bo czuć że rzucamy kostką i mamy szansę na krytyk. W zamian za zostanie pokonanymi, wrogowie zostawiają swoją broń i inne rzeczy, które postanowili nam oddać w podzięce. Problem w tym, że gra wyrzuca nam tysiące broni, które są podobne do innych broni, z różnicą w malowaniu albo w tym, jakie ma dodatkowe modyfikatory obrażeń, przez co czasami ekwipunek pęka w szwach od takich samych broni na handelek albo komponenty.

W ramach podróży po świecie gry, dostajemy do dyspozycji wiele pojazdów. Pojazdy możemy zabrać przeciwnikom, zawinąć z ulicy albo kupić i wezwać. Możemy jeździć typowymi pickupami czy terenówkami, albo rozbijać się Porsche albo autami wyglądającymi jak dzisiejsze concept cary z neonami i pełne wewnętrznych ekranów. Każde auto ma swoje wyczuwalne sterowanie i różnice w mocy. Jedne auta prawie od razu nas wystrzelą w ścianę, gdzie inne delikatnie wystartują. Połączone z radiem powodują, że człowiek jeździ dla przyjemności po mieście wciągając klimat mocniejszy niż speed z reklamy na pobliskim ekranie. 

Night City to piękne, zróżnicowane miasto. Mamy dzielnicę biznesową, gdzie możemy zobaczyć porządek na ulicach i spokój wśród drapaczy chmur z logiem korporacji. Mamy również Pacificę, która jest centrum rozrywki miasta, która zamieniła się w dzielnicę tylko dla gangsterów, gdzie policja po prostu ucieka. Mamy też dzielnice typowo w stylu japońskim, tak mocno wpisującym się w nurt cyber-przyszłości. Za miastem możemy odwiedzić tereny przypominające typowe przedmieścia, jakie znamy z Los Angeles albo wielkie piaskowe równiny, gdzie gangi Nomadów rozwiązują swoje zaszłości. Możemy też zwiedzić wielkie wysypisko śmieci, które akurat nie przekracza norm toksyczności. Często na ulicach miasta można spotkać grupki organizacji, które pilnują porządku albo swojego miejsca. Możemy też pomóc policji w pacyfikacji przestępstw, bo policja w Cyberpunk 2077 to mocno niedofinansowana organizacja, więc społeczna pomoc jest ważna.

Wiele rzeczy brzmi ładnie w tej grze, ale niestety, nie ma ideału. I tutaj jest identycznie. Cyberpunk 2077 nie powinien był teraz wychodzić. Decyzja o jego wyjściu była podyktowana strachem inwestorów i była oszustwem (zapewnienia o tym że gra działa zaskakująco dobrze na konsolach). Współczuję konsolowcom z generacji PS4 i XONE, dla których gra jest po prostu niegrywalna. Spadki klatek na sekundę, rzeczy wczytujące się na oczach graczy, zaniżone rozdzielczości. W grze brakuje rzeczy, które obiecywano wcześniej, a jeżeli są, to jako placeholder. Gra w 2020 nie ma AI. Wystarczy, że zablokujecie samochodem drogę, to auta nie pojadą. Policja nas nie goni, jeżeli odjedziemy kawałek od miejsca zdarzenia. Zerowe możliwości zmiany wyglądu postaci w czasie gry. Braindance, ważny element gry, wprowadzający elementy detektywistyczne, nie istnieje poza kilkoma misjami. Tłumy ludzi pełne pustki i braku duszy, tylko powtarzanie wszystkiego w pętli. W Wiedźminie 3 ludzie potrafili uciekać przed deszczem, zmieniać swoje zachowania zależnie od pory dnia. Tutaj ludzie robią to samo i nie zmieniają się.
Cyberpunk 2077 jest jak wycieczka do Korei Północnej. Kiedy trzymasz się zaplanowanej trasy, masz jedno z najciekawszych doznań 2020 roku. Ale kiedy zejdziesz z trasy, zobaczysz, że inne elementy to dekoracje z masy papierowej i taśmy klejącej, które są niewykończone z bliska, by nie wyglądało źle w czasie wycieczki, kiedy nie patrzymy dokładnie. 

Po co dodawać opcję szybkiego zapisu, jeżeli nie ma możliwości zrobienia szybkiego wczytania gry? Po co dawać wybory dialogowe, jeżeli czasami są po prostu na zasadzie “tak, tak ale drożej, nie (w sensie tak, ale z oporem)”? Nie oczekuję, że jeżeli w misji A powiem X, to automatycznie doprowadzę do wojny przez którą misja C jest niedostępna, ale chciałbym móc po prostu zostawić zadania i pójść drogą środka dla V. Zrobić postać, która nie podejmie się wszystkiego, co powie jej główna fabuła, a po jakimś czasie dostanie coś innego, albo ze względu na wybór X dostanie opcję A. Najbardziej śmieszy mnie sytuacja, gdzie fabularnie zabite osoby możemy zabić jeszcze raz w ramach misji pobocznych. Moje poczucie zdziwienia, kiedy zobaczyłem faceta, któremu odciąłem głowę kilka godzin wcześniej, palącego fajka i pytającego “Na co się lampisz?” było nie do opisania. Końcówka gry była dla mnie zwyczajnie glitchfestem połączonym ze zwyczajnie kijowym post-game, gdzie dostajemy dwa prezenty(które samemu można też zdobyć) i wracamy do save sprzed zakończenia gry.

Dla wielu moich znajomych z redakcji, gra jest zabugowanym, niegrywalnym szajsem. Wpadanie pod mapę, znikanie zdrowia bez powodu, błędy kolizji pojazdów, gdzie można wjechać w auto i przejdziecie przez siebie. Ja napotkałem wyłącznie błąd, gdzie wezwane auto zaczęło robić duże ilości kółek, niszcząc siebie i wszystko w okolicy z dużą prędkością. Braki animacji, błędy językowe(każdy automat sprzedażowy ma napis Devilery, a przy wyjściu z miasta mamy napis Nigth City). Twórcy pracują nad naprawą błędów, co się chwali. Ale nie chwali się wypuszczania takich gier w takim stanie. Jeżeli prawdą jest, że prace nad Cyberpunk 2077 prowadzone były w stanie ciągłego crunchu, jest to po prostu obrzydliwe. W ten sposób spadła maska CD Projekt Red, przyjaciela graczy i raju dla pracowników, a widać firmę, która jest jak te, które wyśmiewa we własnej grze.