Coś dla fanów Ricka i Morty’ego – Trover Saves the Universe

Mam IQ wyższe niż 200, więc muszę być fanem Ricka i Morty’ego. Jak tylko trafiłem na Trover Saves the Universe, wiedziałem, że się zakocham wiedząc, że twórcą jest Justin Roiland – jeden z twórców wspomnianego Ricka i Morty’ego. To nie mogło się nie udać.

Fabuła
Tak jak w serialu tworzonym przez Roilanda tak i tu fabuła jest… pokręcona. I trochę wygląda jak rozciągnięty odcinek serialu.
W skrócie – nasz bohater to Chairopian (krzesłowiec? krzesłowianin?), postać pochodząca z planety Chairopia (tak, w nazewnictwie widać bardzo rękę twórcy Ricka i Morty’ego) na której wszyscy mieszkańcy są zobowiązani siedzieć tylko i wyłącznie na krzesłach kontrolując wszystko za pomocą pada.
Nasz protagonista wiódł sobie spokojne życie godne Krzesłowianina, czyli siedział w swoim krześle i oglądał seriale. Ale nic nie trwa wiecznie. Zły potwór o imieniu Glorkon porwał psy naszego bohatera i wsadził je sobie w oczodoły. Jednak, jak głupio to nie brzmi, nie było to bezcelowe. Dzięki nim zdobywa specjalne moce.
W tym momencie poznajemy tytułowego bohatera, Trovera, którego zadaniem jest przyprowadzić nas przed oblicze kosmicznej rady starszych. Jednak Trover jest bardzo leniwy, dlatego powierza nam kontrolę nad sobą.
I tak, w skrócie, wygląda początkowa fabuła.
Gra, tak jak serial (bardzo dużo się do niego odwołuję, ale co poradzę, to na prawdę jest kropka w kropkę styl Roilanda) posiada wielu barwnych (i dziwnych) bohaterów. Jedną z nich jest właśnie Trover, kosmita który za zapłatę wykona JAKIEŚ misję. Ale wolałby siedzieć u siebie na planecie i… powiedzmy że zajmować się swoimi sprawami, o czym bardzo często, głośno i dosadnie nas poinformuje.
Inną postacią może być Mr. Popup – kosmita stworzony tylko i wyłącznie do wkur… denerwowania gracza. Jak wskazuje jego imię – wyskakuje on dosłownie na twarz gracza tylko po to, żeby poinformować go, że idzie w dobrym kierunku. Przy okazji powodując śmierć sterowanego przez nas Trovera.
Mechanika
Jak wspominałem, Trover powierzył nam kontrolę nad sobą, więc to właśnie nim się poruszamy. Nasz bohater (Krzesłowiec) jest stacjonarny i może się teleportować pomiędzy specjalnymi platformami (aktywowanymi przez Trovera).
Poza tym, gra jest “typową” platformówką 3D. Trover potrafi skakać, robić uniki czy bić mieczem, w tej kwestii nic odkrywczego.
Poza zdolnościami Trovera mamy do dyspozycji “własne” moce – między innymi to manipulowanie niektórymi obiektami czy możliwość podniesienia swojego krzesła w górę, dla lepszej widoczności.
Poza “standardowymi” mechanikami gra bardzo bawi się koncepcją – na przykład w jednym miejscu musimy pomóc jednej postaci przenieść jej pudła z jednego domu do drugiego, aby ta otworzyła nam “specjalne ukryte schody bez których nie da się wejść na skarpę”. Jednak postać co chwilę się rozmyśla co do miejsca docelowego pudeł, stąd musimy myśleć “outside the box” (rozumiecie? bo pudła, że myśleć na zewnątrz… nie ważne).
Grafika i technikalia
Grafika w grze jest stylizowana na animację/kreskówkę (nie zgadniecie w kogo stylu i jaki serial przypomina). Wygląda bardzo ładnie, a co ważniejsze czytelnie. Tu nie mogę mieć żadnych pretensji.
Jednak jeśli chodzi o audio… tu jest jeszcze lepiej. Jeśli ktoś oglądał Ricka i Morty’ego po angielsku (nie wierzę że da się inaczej, ale tylko zaznaczam) to rozpozna pełno znajomych głosów (w sumie to jeden, Justina Roilanda, z tym że podkłada on głos pod multum postaci, dokładnie jak w serialu).
To co jest najlepsze w tej grze – HUMOR
Gdyby nie humor gra była by bardzo przeciętna. Co prawda do mechaniki nie da się przyczepić, to samo do grafiki czy audio. Jednak gdyby nie wspaniały i chory umysł Roilanda ta gra przeszła by bez echa i zginęła w gąszczu innych platformówek.
Gra jest przepełniona głupimi i bardzo często bardzo niestosownymi żartami, w szczególności ze strony Trovera, który sypie swoimi komentarzami we wszystkie strony – czy to krytykując nas za słabą grę, twórców za bezsensowne zagadki czy inne postacie, często po prostu je wyzywając.
Jeśli ktoś, jak ja uwielbia humor w Ricku i Mortym (i nie chodzi mi o rolling joke’i pokroju “Pickle Rick”) to ta gra to jest must play. Nawet jak ktoś nie lubi platformerów (moim ostatnim 3D było Mario Oddysey, nie mogę się nazwać fanem tego typu gier) to polecam z całego serduszka. Nawet tylko po to, żeby posłuchać wspaniałych obelg w swoim kierunku.