Copernicon 2019 – relacja

W dniach 13-15 września odbyła się dziesiąta, jubileuszowa edycja festiwalu Copernicon. Mimo zwiększającej się z roku na rok liczby uczestników nadal sprawia ciepłe uczucie lokalnego konwentu w środku  piernikowego miasta.

Ale duuuuuuży Pusheen 🙂
Lokalizacja
Dla jednych była zaletą, a dla drugich wadą. Copernicon jest rozbity na kilka budynków niezmiennych od lat czyli w Wydziale Matematyki i Informatyki, Collegium Minus oraz Liceum nr 1 i 1A. Najważniejsze wydarzenia czy wręczanie nagród odbywało się w Dworze Artusa, a w tym roku dla najmłodszych była dostępna Książnica Kopernikańska. Jeśli chcieliśmy udać się z Wydziału wprost na Rynek Nowomiejski, gdzie mieli swoje miejsce wystawcy to mamy do przejścia około 1,3km. Czy to dużo? Jeśli będziemy przechodzili przez toruńską starówkę nie obejrzymy się, a będziemy na miejscu. Tak jest praktycznie z każdym miejscem jeśli jeszcze wdamy się w rozmowę z jakimś konwentowiczem to te metry będą tylko nieznaczącymi liczbami.
Brak tłumów
Kolejną zaletą było pewne znalezienie miejsca przy Gamesroomie lub na Sali wykładowej. Bez obaw mogłeś znaleźć wolny stołek do gier planszowych czy dojść na daną prelekcję nawet jeśli minęło kilka minut od jej rozpoczęcia. Na korytarzach nie było ścisków, a do łazienek nie istniał termin “kolejcon”. Jak ktoś dmuchał na zimne to organizator w aplikacji mobilnej zapewniał rezerwację do LARP-a czy spotkania z twórcami. 
Program
Parada dalej nie przejdzie 🙂

Mocną kartą przetargową na Coperniconie był rozkład programu na kilka tysięcy godzin obfity w różnorakie atrakcje. Sala panelowa, literacka, Star Wars, konkursowa, popkulturowa, prelekcje gier elektronicznych, azjatycka, sale popularnonaukowe posiadały różnoraką tematykę i każdy mógł znaleźć coś na całe trzy dni. Dla tych bardziej grających były sale oraz turnieje do gier elektronicznych, bitewnych, karcianych, planszowych. Na korytarzach rozmieszczone były punkty autografowe gdzie mogłeś wymienić parę zdań z zaproszonymi gośćmi, a dla osób lekko zmęczonych podczas dnia zrobiono Chillout Room, aby mieć chwilkę na odsapnięcie.

Prelekcji oczywiście nie prowadzili tylko zaproszeni goście, ale również zwykli ludzie którzy chcieli podzielić się jakimś tematem. Na szczęście obyło się od sztywnych osób, które recytowały tekst z pamięci.
Fireshow!
Komentarz ode mnie
To nie tak, że Copernicon obył się bez błędów. Mi po konwencie pozostał jedynie niesmak za sprawy organizacyjne, a obawy pojawiły się już przed imprezą. 
Sleeproom – ja rozumiem, że szkoły działają teraz do później godziny, ale żeby miejsca do spania były otwierane kolejna od 16, 18 i 20 podczas gdy impreza zaczęła się od 15 pozostawiało lekką irytację. Na szczęście zostałem w miłym geście przyjęty przez panią woźną za co serdecznie dziękuję.
Koszulki – w tym roku postanowiono, aby akredytacja nie posiadała razem w zestawie konwentowej koszulki. Oczywiście nie winię ich za to, na event z roku na rok przyjeżdża coraz więcej osób przez co robienie koszulki dla każdej preakredytacji może robić się kosztowne. Mimo to boli mnie, że rok temu w sklepiku konwentowym łamałem sobie głowę, aby się zdecydować na ten jeden konkretny wzorek, a w tym roku była jedna do wyboru która wywołała na mnie lekkie „meh”.
Identyfikatory – największa zmora tegorocznej edycji. Okazało się, że w tym roku identyfikatorem był prostokątny kartonik oraz smycz, bez żadnego etui co były łatwe do zerwania. Mi się taki przypadek nie zdarzył choć nie ukrywam musiałem uważać na niego, aby przypadkiem nie nadszarpnąć go i zerwać ze smyczy.
Ale to tylko sprawy organizacyjne, które można oczywiście naprawić w następnym roku. Copernicon kapitalnie potrafi na chwilę odciągnąć człowieka od realnego, szarego świata i pomaga uzupełnić akumulatory dobrej energii. Jest to miła impreza średniej wielkości na której każdy powinien być chociaż raz.