Chernobylite – “nowy” S.T.A.L.K.E.R z innym podejściem.

Tematyką Czarnobyla interesowałem się… od bardzo długiego czasu. Na początku był S.T.A.L.K.E.R. i moja miłość do “nieznanego”. Niedawno moją ciekawość na nowo pobudził serial HBO (nie zgadniecie jaki) “Czarnobyl”. Dlatego jak usłyszałem o Chernobylite (i zobaczyłem pierwsze screeny) wiedziałem, że to gra dla mnie.

Fabuła w grze nie opiera się na “klasycznym” przedstawieniu Strefy Wykluczenia – nie jest to post atomowe pustkowie rodem z Metra czy STALKERA. Tu Strefa jest przedstawiona PRAWIE naturalnie i prawdziwie.
Cały wątek fabularny kręci się wokół ukochanej głównego bohatera, która zaginęła w czasie awarii elektrowni atomowej w 1986r. Nasz protagonista, fizyk, nie godząc się ze stratą, próbuje za wszelką cenę ją odnaleźć. Wraca więc do Prypeci i elektrowni Czarnobylskiej po tajemniczą substancję, tytułowy czarnobylit (swoją drogą, jest to prawdziwa substancja, znajdująca się jedynie pod reaktorem nr.4).
Mechanika gry jest też inna, niż moglibyśmy się spodziewać. Jest to, shooter FPS, ale z dużym naciskiem na survival i rozbudowę bazy. Poza przeciwnikami w postaci ludzi czy potworów naszym głównym przeciwnikiem będzie… środowisko (i klasycznie dla gier surwiwalowych – głód, choroby etc.). 
Zaczynając grę, w pierwszej lokacji, zobaczyłem kilku żołnierzy. Jako że gra ma budowę półotwartą stwierdziłem, że musi być inna droga niż wchodzenie na rambo w 5+ uzbrojonych po zęby wojaków. I tak, była inna droga. Jednak… była ona położona blisko radioaktywnych części, więc po tym, jak dumnie przeszedłem obok wrogów bez wystrzelenia ani jednego pocisku… miałem mniej niż pół życia. I byłem silnie radioaktywny. Takie uroki zabaw w Zonie.
Sama rozgrywka opiera się na zasadzie misji ze swobodną eksploracją. Jest to trochę podobne do MGSV, gdzie wybieraliśmy misję i po jej rozpoczęciu mieliśmy wolną rękę co do podejścia do jej rozwiązania. W Charnobylite jest podobnie – wybieramy misję z naszej bazy (z której, swoją drogą, jest WSPANIAŁY widok na Prypeć, Oko Moskwy i samą Elektrownie), dostajemy się na miejsce i mamy przed sobą otwarty teren do zwiedzenia.
Graficznie gra stoi na najwyższym poziomie. Odpowiada za to silnik – Unreal Engine 4 i (podobnie jak w Get Even) wykorzystanie technologii Reality 51, czyli trójwymiarowego skanowania terenu. Przez zastosowanie tej technologii mamy ślicznie oddane charakterystyczne miejsca Prypeci i okolic.
Nie mogę jeszcze ocenić gry w pełni, nie skończyłem jej całej. Dlatego traktujcie ten tekst bardziej jako zajawkę dla przyszłej recenzji, jak tylko skończę grę. Zresztą, gra jest jeszcze dostępna we wczesnym dostępie na Steam, więc jeszcze mam trochę czasu do oficjalnej premiery. Jak na razie na to, co zobaczyłem – gra jest naprawdę warta sprawdzenia, chociażby dla samych widoczków.
A czy wy interesujecie się tematyką katastrofy w Czarnobylu? Albo może czekacie na S.T.A.L.K.E.R.a 2?