CD Projekt RED i hakerzy – skrót ostatnich wydarzeń

Czasami zdarza się, że w wyniku włamania do serwerów firmy, wykradane są dane, które mogą pogrążyć firmę. Zdarzają się akcje, kiedy robi się to, by dopisać do adresu jakieś brzydkie słowa, a jeszcze mamy włamy, by się popisać. Jedne firmy publicznie przyznały się do sprawy, przeprosiły, odkupiły dane i wróciły do normalnego życia. No i jest CD Projekt Red.

Pozdrowienia od hakerów

Nasz ostatnio problematyczny producent gier z Polski zaliczył w zeszłym tygodniu sporą wpadkę. Ktoś włamał się na serwery CD Projekt Red, wyciągnął sobie pliki z serwerów i zaszyfrował komputery. A dane w ten sposób zdobyte były nie byle jakie. Była to pełna korespondencja firmowa, pliki i kod źródłowy Cyberpunk 2077, Wiedźmina 3 i Gwinta. A cena za te wspaniałości nie została określona, choć pewnie hakerzy chcieli dostać około 7mln dolarów.

CD Projekt Red od razu powiedział, że nie negocjuje z terrorystami. Posypały się gratulacje, że stoją twardo na swoim i nie boją się problemów. Zazwyczaj w tej sytuacji uznaje się, że włamywacze się rozmyślą i nic nie zrobią. Ale nie tym razem. Po 48 godzinach od ogłoszenia informacji o włamie, został opublikowany kod źródłowy Gwinta i zaproszenie na wyjątkową aukcję. Za jedyne ponad 1mln dolarów można nabyć kody źródłowe Wiedźmina, Cyberpunka i informacje o silnikach używanych przez studio.

CD Projekt Red idzie pod młotek

Zasady aukcji były dość proste i dość elitarne. Każde podbicie o 500.000 dolarów, trzeba dać drobny depozyt i po zakupieniu, nie można udostępnić kodów na sprzedaż. Niczym na allegro była opcja zakupu w ramach Kup Teraz za 7mln USD. I w sumie ktoś po prostu kupił ten kod. Z zastrzeżeniem, że hakerzy nie będą go odsprzedawać komuś innemu, bo w końcu mają kopię tych plików dla siebie.

Teraz jest spory problem. Pracownicy CD Projekt Red zgłaszają, że są próby wzięcia kredytu na ich dane. Zaczęła się akcja wymiany dokumentów, co gorsza, dotyczy to też byłych pracowników. Pojawiają się ciche stwierdzenia o chęci pozwania Redów, ale tutaj nie ma co planować możliwości. Redzi dopilnowali by pozwów nie było. Ewentualne maile mogą stać się porządną bombą medialną, jeżeli będą w nich jakieś ciekawe rzeczy. Zwłaszcza w świetle ostatnich doniesień o średnich warunkach pracy.

Co z tego wynika dla graczy?

No i zostaje pytanie: Kiedy klon Wiedźmina na komputery ARM z iOS? Odpowiedź jest prosta: nigdy. Kodu źródłowego nie możemy użyć do stworzenia własnej gry. Użycie silnika, kawałka kodu czy zawartego assetu od razu może poskutkować pozwem ze strony CD Projekt Red. Ale, jest szansa na to, by poznać zasady działania silnika, być może stworzenie modów albo poprawienia Cyberpunka. W końcu wiadomo, że produkcje Bethesdy najszybciej łatają sami gracze, a Gothic bez modów (z modami czasami też) jest niegrywalny i zabugowany. Kto wie, może dzięki temu niebawem doczekamy się nieoficjalnego REDkit dla Wiedźmina 3, może ktoś pokusi się o stworzenie usprawnionego REDengine.

Złośliwi żartują, że dzięki temu Cyberpunk 2077 stał się produkcją Open Source bądź jest to reklama DLC o hakerach do tego tytułu. Jedno jest pewne, włam nie był tak prosty jak wygląda to w grze. Po przejrzeniu stylu tekstu wiadomości i stylu ataku, podejrzenia padły na młodą stażem grupę HelloKitty. Więc dzięki nim, rozgrywki w Gwinta nie będą już tak przyjemne, a bardziej będą bolały uczciwych graczy, których pokona byle ktoś, kto ma zmodyfikowaną wersję gry. Zagadką pozostaje, kto wyłożył kasę na kody gier. Niestety, prawdopodobnie rozwiązanie tej zagadki jest niedaleko odpowiedzi na pytanie o to, czy w zamachu na Kennedy’ego brał udział drugi strzelec.