Call of Duty: Modern Warfare – jak dość porządnie odświeżyć starą serię

Kilka dni temu premierę miała kolejna część Call of Duty, która miała odświeżyć prawdopodobnie najlepszą podserię tej serii – Modern Warfare. Zapowiedziano wiele kontrowersyjnych momentów i obietnice różnego podejścia do naszych zachowań. Czy nowe Call of Duty zastąpi staruszka na tronie najlepszego w serii? Przekonajmy się. Od razu mówię, ja się skupię bardziej na singlu, ponieważ multi względem poprzedniej bety się mocno nie zmieniło i było opisane TUTAJ

Fabuła nowego CoD-a dzieje się w naszych czasach, właściwie na kilka dni przed tym, jak czytacie tekst. W Londynie dochodzi do ataku terrorystycznego przeprowadzonego przez Al-Katalę, organizację terrorystyczną, która w Urzykistanie robi spore zamieszanie. Jednocześnie dochodzi do nieudanej operacji mającej na celu przejęcie ładunku gazu bojowego, przez co nasz bohater, Alex, zostaje zmuszony do poszukiwania zaginionego gazu. W tym momencie pojawia się stary znajomy – Price. A razem z nim nowe twarze, retrospekcje i szalona fabuła, która da nam jakieś 8h porządnej zabawy i emocji. Podejmiemy się wielu misji opierających się na typowych operacjach antyterrorystów oraz weźmiemy udział w kilku cichych akcjach. A czasami po prostu wbijemy z buta na wroga i zajmiemy mu dzielnię.

Momentami czułem dejavu, zwłaszcza w momencie szturmowania szpitala i skrzyżowania w jednej z misji, bo przypomniało mi się Charlie Don’t Surf, jedna z moich ulubionych misji oryginału. W wielu miejscach mam wrażenie, że twórcy chcieli zrobić grę, gdzie po prostu będzie Kapitan Price i tyle. Kapitan Price wygląda jak Borys Szyc z bokobrodami i wąsiskiem. Właściwie ja bym nowego CoD-a nazwał Call of Captain Price: Kill ‘Em All. Ciągle pojawia się on, reszta postaci sobie jest i tyle. Gdyby Garrick nie istniał, nie zauważyłbym nawet jego braku. Alex ma nieco większy wpływ, bo coś robi, ale jakby zniknął, też bym nie zauważył. Farah, przewodnicząca lokalnego klubu oburzonych wobec ruskiej okupacji Urzykistanu coś robi i nawet ma swoją fajną retrospekcję, która przypomniała mi scenę z młodym Billym i dzbanami z Wolfensteina 2. Zresztą, samo zakończenie gry nie jest ukłonem, a jest ssaniem palca u nogi graczy. Nagle bez większego powodu mamy dialog, który właściwie robi za wymuszone wklejenie nawiązań do postaci z Task Force 141 i kwestii Zachajewa. 

Pamiętacie, jak obiecywano kontrowersje? No, kilka scen jest drastycznych, ale nie mówiłbym o poziomie “No Russian” albo “Wyjazdu rodzinnego” z oryginalnej trylogii. Jakie to są sceny, nie podam, ale powiem, że w drugiej-trzeciej misji gry pojawia się jedna zbrodnia, a potem gdzieś w połowie gry jest przemoc wobec dzieci. A i waterboarding powinien być legalny. 
Co można powiedzieć o strzelaniu? Czuć, że bronie nie są laserowymi samonaprowadzaczami. Co prawda, strzelanie nie jest takie jak w oryginalnym MW1, ale da się grać i poczujemy satysfakcję. Broni jest dość dużo, od klasyków typu M4A1 czy Ak-47, po MG34 i Kar98k, do wyrzutni granatów i desert eagle z tłumikiem. Szkoda, że wyposażenie dobieramy sami w jednej – dwóch misjach, bo opcja dobrania byłaby fajna tak po prostu. Tak, klasyki IIWŚ zgodnie z realiami pojawią się i tutaj. To mnie cieszy. Ale nie cieszy mnie modyfikowanie historii, wedle której nagle za “Autostradę Śmierci” odpowiadają Rosjanie. Rozumiem zamysł, że fikcyjne państwo, okupacja od 1998 roku, ale no jak znam historię miejsca, jakoś dziwnie mi się na to patrzy. Fabuła tego CoD-a to wręcz wybielanie amerykańskich akcji i silne demonizowanie Rosjan. Więc bombardowanie ocen mnie nie dziwi. Niby mamy jednego czy dwóch dobrych Rosjan, ale to nadal brzmi po prostu źle i brakuje mi tylko “America Fuck Yeah” w tle (Chcesz? To masz! – Naczelny pozdrawia)

Podobnie dziwnie patrzy mi się na mimikę postaci. No niby jak Borys (Szyc) Price coś mówi, to wygląda naturalnie, ale po jakimś czasie chce mi się śmiać, jak oglądam jego dziwny uśmiech na twarzy. Wygląda jakby robił emoji wentylacji i emoji naburmuszone naraz. Dodatkowo, mam problem z tym jak gra podchodzi momentami naiwnie do swojej fabuły. Niby mamy jakoś to wszystko podane. Ale zostaje nieco wkurzenia, bo zrobili fabułę na zasadzie “dobrzy ludzie czasami się pobrudzą i możemy dalej żyć w społeczeństwie, a źli mogą być tylko bardziej źli i na śniadanie robią dwie masakry cywilów dla beki”. Pamiętacie obietnicę rozliczania gracza w kwestii zabijania cywilów? Kiedy trafimy cywila, gra automatycznie ładuje ostatni punkt kontrolny. 

Kolejny problem gry to silnik. Niby wszystko ładnie wygląda, brzmi jak najwyższej klasy film wysokowybuchowy (Polecam i pozdrawiam, Michael Bay). Ale kurde optymalizacja. Kiedy w becie gra była stabilna na 60fps nawet w Ground War na moim komputerze, wersja finalna działa masakrycznie słabo, momentami odcinając dźwięk oraz łapiąc zwiechy. Podejrzewam, że to kwestia pamięci RAM, w końcu 8GB, ale skoro producent tyle podaje, jako minimum i pamiętam, jak działała beta, miałem prawo zakładać, że tu będzie tylko lepiej. A tu momentami meczu w multi nie dokończę, bo gra łapie zwiechę. A czasami nawet nie da się obejrzeć cutscenki, bo nagle się zawiesza i gra nie wie co ma robić ze sobą.

Nie miałem racji. Tutaj okazuje się, tryb Ground War ma “zarąbiście zarąbistą” mapę, która jest po prostu dobrym konkurentem dla Battlefieldowych podbojów. Dobrze, że oryginalna betowa mapa to tylko “proof of concept” a nie faktyczna wielkość planszy, bo teraz zaczynam kochać tego coda.
Okazuje się, że problem wydajności został naprawiony w dużym stopniu kilka dni temu w aktualizacji ważącej 7GB i dodającej tryb Potwierdzonego Zabójstwa. Dodatkowo, gracze Nvidii powinni unikać nakładki Experience, bo przez nią wszystko się sypie. 

Multiplayer, jak wspominałem wcześniej, w sumie wszystkie karty pokazano w czasie bety dla graczy. Od tamtego czasu pojawiło się pełno broni i perków, oraz co ważne, map. Ale to w sumie tyle. Gra się dynamicznie, porządnie i widowiskowo. Od UAV po wezwanie zrzutu fosforu, gra toczy się jak zwykle, czyli wspaniale. Fajne są wstawki filmowe, jak wjeżdżamy na teren misji i mamy opis, kiedy dzieje się akcja operacji, wraz ze wszystkimi operatorami biorącymi udział w misji. Podnosi to filmowość rozgrywki i wciąga. 
Podsumowując, Call of Duty: Modern Warfare to dobra gra i jeszcze lepszy CoD. Dobry sposób na remake klasyka, którego do dzisiaj wielu graczy wielbi na półkach. Choć ma wiele swoich wad, pokazał, że jednak Infinity Ward ma w sobie to coś, choć fabuła jest dość propagandowa. Jestem pewien, że Modern Warfare 2 zagości na naszych komputerach jako rozwinięcie nowej serii i ładnie poprowadzi nowe wątki.