Blizzard zalicza wtopę roku

Blizzard na przestrzeni lat ostro zmienił politykę firmy. Nie tylko Zamieć, ale również inne korporacje są coraz bardziej przychylne do wejścia na chiński rynek. Czym to może być spowodowane? Oczywiście szansą na duży przypływ gotówki. Jednak sam Blizzard nie spodziewał się chyba takiej afery na międzynarodową skalę, przypisując sobie łatkę chciwości czy pazerności.

Wszystko zaczęło się na pewnym turnieju Grandmaster (profesjonalnej ligi Hearthstone’a) gdzie zawodnik o nicku blitzchung wypowiedział słowa „Wolność dla Hongkongu, to rewolucja naszych czasów!”. Firma błyskawicznie zareagowała, zabierając graczowi wszystkie pieniądze z turnieju oraz blokując go z rozgrywek na okres dwunastu miesięcy. Po fali hejtów, które spłynęły na Blizzarda, postanawiają oddać zawodnikowi gotówkę oraz skrócić karę na sześć miesięcy, ale wizerunek firmy nie poprawił się, bo w końcu kara to kara.
Dodatkowym punktem zapalnym oraz zasadą podwójnych standardów była amerykańska drużyna uniwersytecka, która podobnie jak zawodnik wyżej wyraziła swoje stanowisko polityczne podczas turnieju banerem „Free Hongkong, Boycott Blizz”. Zamieć postanowiła „naprawić” swoje błędy i również im zablokować możliwość grania w rozgrywkach turniejowych na taki sam okres.

Zamiast przygaszać rozprzestrzeniający się płomień, Blizzard postanawia podsycać sytuację. Gracze w ramach protestu postanowili usuwać swoje konta na platformie Battle.net jako wyraz poparcia dla protestujących. Ludzie zauważyli, że owa czynność stała się niemożliwa do wykonania, dopóki nie pokażemy dowodu tożsamości. Firma usprawiedliwiała się, że z powodu dużej liczby wystosowanych próśb o usunięciu konta platforma po prostu nie wytrzymała. Co prawda następnego dnia mogliśmy normalnie wykonać tę czynność, ale w aktualnym momencie emocje biorą pod górę i każda wpadka będzie surowo krytykowana.

Większą irytację wśród graczy wywołało usunięcie figurki Mei z uniwersum Overwatcha kosztującej ponad 175 $ w sklepie internetowym Blizzarda. Internauci zaczęli używać jej jako symbol protestów w Hongkongu, ponieważ wymieniona postać pochodziła z Xi’an należące właśnie do Chin. Do tej sprawy jak na razie firma nie postanowiła komentować. Oczywiście może to być taka sama sytuacja, że zaistniał błąd w systemie albo czy chodzi o kwestie polityczne, a nawet brak asortymentu. Jednak jest to kolejny strzał w kolano, niezależnie jak patrzymy. Być może firma woli w żaden sposób nie odpowiadać, aby nie pogarszać sytuacji (choć gorzej być już nie może, chyba).
Dlaczego zamieci tak bardzo zależy wejść na rynek chiński kosztem zachodnich graczy? Jeśli przypatrzymy się cyferkom, można wysunąć pewne wnioski. USA oraz Chiny wydają podobną ilość gotówki z różnicą trzysta milionów dolarów dla Ameryki, ale jeżeli spojrzymy na populację obywateli Chińskiej Republiki Ludowej, jest ponad trzykrotna różnica. Dodatkowo w Azji panuje większy trend mobilnego grania niż w innych kontynentach świata.


I tu pojawia się cichy gigant Tencent bezgłośnie siedzący za kulisami całego wydarzenia. Firma ta współpracuje z chińskim rządem oraz jest największą korporacją na świecie. Posiada nie tylko wpływy z gier, ale również mocno kontroluje przemysł muzyczny, jest dostawcą internetu, właścicielem kilkudziesięciu platform, systemu płatności oraz posiada szereg udziałów w grach MMO czy mobilnych. Jakby tego było mało Tencent notorycznie wykupuje akcje w zachodnich firmach: Bluehole (twórcy PUBG) 11,5%, Epic Games 40%, Grinding Gear Games (Path of Exile) 80%, Ubisoft 5%, Activision-Blizzard 5% oraz League of Legends 100%. Pytanie zatem, czy światowy gigant może dyktować warunki Zamieci, mając zaledwie kilka procent? Jeśli chodzi o ten konkretny rynek to tak, ponieważ, jak wcześniej wspomniałem, firma współpracuje z rządem, co daje możliwość wypuszczenia gier w tamtejszym regionie, a jak wspominałem w tabeli wyżej, jest o co walczyć.

Niektórzy pomyślą, że Blizzard tak nagle zmienił się w ciągu roku czy dwóch lat. „Początek końca” zaczął się w 2013 roku, kiedy Activision (powiązane z Zamiecią od 2008r.) wykupiło wszystkie udziały od koncernu Vivendi posiadające prawa do Warcrafta. Wtedy postanowiono nie robić kolejnego dodatku do diablo 3, zakończyć wspieranie serii StarCrafta oraz anulować prężne prace nad produkcją Project Titan.
Za mniej niż dwa tygodnie czeka nas tegoroczna edycja Blizzconu. Wielu ludzi postanawia przyjdź w cosplayach Mei przedstawionych powyżej. Na pewno temat Hongkongu nie będzie przemilczany (a przynajmniej nie przez uczestników). Czy firma anuluje panele dyskusyjne z pytaniami od uczestników podczas imprezy? Już rok temu były problematyczne pytania dla pracowników zapowiadających Diablo Immortal ze słynnym pytaniem „Nie macie telefonów?”. W tym roku wydarzenie może być interesujące i nie chodzi tu o nowe zapowiedzi gier, a wyrażenie graczy swojego niezadowolenia na temat tego, co aktualnie się dzieje w firmie.