Beat Me! – wrażenia z coopowej naparzanki

Chcąc nieco odsapnąć od sieciowych potyczek postanowiłem zabrać się za Beat Me!, grę polskiego studia Red Limb Studio. Zapowiadała się ona na tyle obiecująco że postanowiłem sobie w nią nieco dłużej pograć. Czy był to czas dobrze spędzony? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w recenzji owej gry.

Na początku postanowiłem ograć sobie samouczek. Nie będę się przecież rzucał na głęboką wodę bez znania podstawowych mechanik. Okazało się, że ten był krótszy niż się spodziewałem, a sama gra w założeniach jest tak prosta, jak tylko się da. Ot, walczymy przeciwko innym graczom (bądź AI w specjalnym trybie), i staramy się zbić im paski życia do zera. Umrzeć da się także wylatując poza arenę, co już zdarza się rzadziej. Na polu walki rozsiane są kryształy, które pozwalają na podnoszenie różnych dopałek (bez kryształów nie możemy nic podnieść). Poza tym jeszcze jest tu kilka klas postaci, które różnią się typem ataku (bliski lub dystansowy) i statystykami.

Włączając produkcję po raz pierwszy naprawdę spodobała mi się stylistyka. Wygląda jak mieszanka Little Big Planet z papierowymi wycinankami, co daje naprawdę fajny efekt. Zresztą oprawa graficzna to nie jedyny mianownik wspólny z dziełem od Media Molecule. Podobny jest tutaj ciężar postaci, a także ich przerysowane proporcje. I nie ma w tym nic złego – jak się uczyć, to od najlepszych. Z kolei warstwa audio to typowy dla takich imprezowych gierek miks weselszych i bardziej dynamicznych brzmień.

Niestety, są tutaj tylko trzy tryby rozgrywki – deathmatch, drużynowy deathmatch i odpieranie fal wrogów. To bardzo mało – przydałby się tryb przejmowania flagi, albo jakieś fajne kooperacyjne misje. Oczywiście, nie mam tego grze za złe – piszę to, podczas gdy jest jeszcze ona w fazie bety. Nie raz twórcy gier pokazują, że umieją zadbać o to, co wypuścili na rynek, więc mam nadzieję że tutaj będzie tak samo. Trzymam więc kciuki za to, że gra dostanie kilka mocniejszych aktualizacji.

Beat Me! zdecydowanie nabiera kolorytu dopiero gdy będziemy grać z kimś – czy to przez internet, czy to przy jednym komputerze. Plus dla twórców za możliwość dołączenia aż sześciu graczy naraz. Samemu jednak szybko się znudzi, ponieważ samotnie możemy grać tylko w tryb odpierania fal wrogów. Dobrze się przy tym tytule bawiłem. Jednak w chwili obecnej nie mogę tej gry ani polecić, ani odradzić – po prostu jeśli w przyszłości dostanie więcej trybów rozgrywki, to zdecydowanie będzie warta zakupu.