Baldur’s Gate, czyli gry kultowe. Część I.

Słowo “legendarne” jest dziś stanowczo zbyt często używane. Ale jeśli są gry, które zasługują na to miano, to z pewnością jedną z nich jest ‘Baldur’s Gate’. To nie tylko rzecz legendarna, ale też kamień milowy. To także TA NAJWAŻNIEJSZA turowa gra RPG w historii gatunku. I początek jednej z najbardziej wpływowych franczyz w swiecie elektronicznej rozrywki. Bo prawdziwe legendy to rzeczy niezwykłe, wyjątkowe i mające niebagatelny wpływ na świat jaki znamy. Nawet jeżeli to tylko gry.

To nie jest recenzja w pełnym tego słowa znaczeniu. Wszyscy zainteresowani znają ten tytuł i znają jego ogromny wpływ na gatunek. Wydane w 1998 roku Baldur’s Gate jest bowiem biblią erpegów i grą wybitną, acz wymagającą i dziś, niestety, już trochę archaiczną. Ale to żaden minus, to idealny przykład tego, że nawet największe tytuły mogą mieć problemy z próbą czasu. Choć w tym przypadku akurat to poziom trudności i styl niektórym współczesnym graczom sprawia największe problemy. Ten sam styl też potrafi odrzucić najbardziej, 6 bohaterów, bloki tekstu, wielokrotne powtarzanie czynności i stosunkowo wysokie prawdopodobieństwo nietrafionego rzutu skutecznie może zniechęcić. Jednakże wystarczy parę godzin w grze i wszystko przestaje mieć znaczenie. Wspaniała rozgrywka, genialnie zaprojektowany świat i ogromna grywalność wynagradza wszelkie niedogodności. A i te przestają nimi być, gdyż to bardzo umiejętnie zaprojektowana gra, która uczy i wymaga. A to najważniejsze.

Baldur’s Gate to przede wszystkim idealne przeniesienie formuły papierowego RPG na styl elektronicznej rozgrywki. To system zwany Advanced Dungeons & Dragons. Czyli nic innego jak system walki podzielony na tury, którego skuteczność działań oparta jest na rzucie kością. To najprostsze wyjaśnienie tego dość rozbudowanego stylu prowadzenia gry. Na szczęście twórcy zadbali o to, by mechanika gry nie sprawiała zbyt dużych trudności nawet początkującym graczom, co nie tylko znacząco ułatwiło rozgrywkę, ale też wpłynęło bezpośrednio na ogromną popularność tytułu. Szczególnie, że przemierzanie niezliczonych lokacji sześcioosobową drużyną daje mnóstwo frajdy, ale też wymaga skupienia i sporej ilości czasu. Czuję się też w obowiązku powiadomić, że tekst ten opieram na oryginalnym wydawnictwie, bez modów i innych urozmaiceń. To dotyczy także pominięcia wydanego w 2012 roku remastera.

Rozgrywka w Baldur’s Gate jest wspaniale rozbudowana

Zaczynamy oczywiście od stworzenia swojego bohatera w dość rozbudowanym edytorze. Wybieramy płeć, wizerunek i jedną z sześciu ras, a to dopiero początek. Dostępne rasy to: człowiek, elf, półelf, gnom, niziołek i krasnolud, a każda z nich determinuje wygląd, charakterystykę i dostępne klasy, których jest mnóstwo. Poza podstawowymi, wojownikiem, paladynem, kapłanem, magiem, złodziejem, bardem, druidem i łowcą możemy wybrać maga-specjalistę, albo stworzyć postać wieloklasową. Do tego też dochodzą statystyki, czyli siła, zręczność, kondycja, inteligencja, mądrość czy charyzma i tak dalej i tak dalej. W każdą z nich możemy ingerować, zmieniać, łączyć według uznania, co koniec końców daje nam potężną ilość kombinacji i postaci, które możemy stworzyć. Nie wspominając już o możliwości wybrania specjalizacji w danym typie oręża lub magii i innych mniej lub bardziej wpływających na rozgrywkę kombinacjach. A to wszystko jeszcze zanim zaczynamy grać.

Fabularnie to gatunkowa klisza fantasy. Baldur’s Gate nie udaje czegoś czym nie jest. To lekko naiwna, staroświecka opowieść o ucieczce, nauce, zemście czy (kilkukrotnym) ratowaniu świata. Ale to nie znaczy, że jest przewidywalna. Bajkowość świata i historii wpływa pozytywnie za odbiór całości, skutecznie niwelując tym pewne nielogiczności i uproszczenia. Czeka tam wiele przygód, planowania, umiejętnego zakupu ekwipunku, a nawet uważnego obserwowania politycznych intryg. Dzieje się mnóstwo i jeszcze więcej.

Niewiele gier może się pochwalić tak szczegółowym klimatem

Świat wykreowany jest stanowczo jednym z największych osiągnięć twórców. Klimat Baldur’s Gate zasysa i pochłania. Wspaniale nakreślony styl awanturniczej przygodówki bardzo szybko wciąga i wspaniale przenika przez każdą dziedzinę rozgrywki. Od lokacji, takich jak miasta, karczmy, przystanki, lasy, aż po styl misji i zadań, kończąc na wątku głównym. A ten daje największą satysfakcję zabierając nas w podróż pełną magii, humoru i czystej zabawy. Dziesiątki godzin rozgrywki, funu i odkrywania świata w tym najlepszym stylu.

To też rzecz głęboko zanurzona w klasycznym fantasty. Widać wpływy Tolkiena, oraz innych klasycznych pisarzy. Doskonale wykreowany świat wciąga w parę chwil i nie pozwala odejść na kilkadziesiąt godzin. Rozgrywka daje poczucie wejścia w świat, o którym się marzyło podczas czytania wielkich powieści fantasty. Możliwość wcielenia się w bohatera i mnóstwa opcji, które się z tym łączą. To nic innego, jak mokry sen każdego fana gatunku. Miód.

Mechanika gry to inna para kaloszy

Mechanika jest potężnie rozbudowana. Ze względu na różnorodność kombinacji, postaci i stylów ich budowania nie ma mowy o powtarzalności. Posiadając do 6 czempionów należy pamiętać o ich odpowiednim ustawieniu, statystykach i treningu. To gra oparta na logicznym planowaniu i kreacji dopasowanych drużyn. Mimo bycia grą turową, jest to praktycznie niezauważalne. Zostało to sprytnie ukryte, na dokładkę dano system aktywnej pauzy. A on daje niezliczoną ilość opcji i czasu na zaplanowanie każdego ataku. To samo dotyczy potyczek z bestiami i wszystkich innych spotkań, bo zabijania w tej grze jest mnóstwo. Czasem się zwyczajnie nie opłaca nie zabijać, bo to mniej problematyczne.

Ekwipunek postaci to jeszcze jedna część składowa mechaniki Baldur’s Gate. Nie dość, że równie rozbudowany, to na dokładkę potrafi być skomplikowany. Czasem aż za bardzo. Poza tym system ulepszania, kombinacji i edycji broni czy czarów daje nieograniczone możliwości. Nie dość, że dosłownie można robić co się chce, to na dokładkę niektóre kombinacje mogą być naprawdę zaskakujące. Poza tym mamy typowy podział na broń normalną, magiczną itd. Czarów się uczymy poprzez zwoje i ulepszenia. Podręcznikowy przykład o tym jak dobrze napisać poszczególne elementy gry.

To nas oczywiście prowadzi do rozwoju postaci, który jest… prosty. I nie ma tak dużego wpływu na rozgrywkę, jak rozwój czempionów. Podczas awansów oczywiście przyjmujemy punkty umiejętności dzięki którym zdobywamy nowe poziomy i ulepszamy własną postać. Nie ma to takiego wpływu jak w przypadku niektórych gier, ale nie należy tego lekceważyć. Bo Baldur’s Gate nie zwykł wybaczać błędów.

Baldur’s Gate bywa irytujący

Ale to całkowicie zrozumiałe w przypadku tego typu gier. Sterowanie drużyną potrafi dać w kość, gdyż czasem chcąc nie chcąc natykamy się na przeszkody, które są zwyczajnie… niepotrzebne. Zakupy na bazarku potrafią powodować koszmary biorąc pod uwagę ilość czempionów za których odpowiadamy. Wierzcie, czasami klikanie kilkadziesiąt razy na te same elementy potrafi dać w kość. Poziom trudności też potrafi denerwować, szczególnie, jeżeli chodzi o niektóre potwory, które mają wręcz idiotyczną manię odradzania się po pokonaniu w niektórych lokacjach. Dosłownie w następnej turze. Więc czasem jak źle staniemy, to trzeba dwa razy walczyć z tymi samymi potworami. Koniec końców gra przez długi czas jest raczej prosta, jednak wraz z oryginalnym dodatkiem to się drastycznie zmienia, sprawiając czasem wrażenie mocno zawyżonej trudności.

Kilkaset godzin może nie wystarczyć

Dokładnie tak, nie mam pojęcia ile tysięcy godzin przegrałem w Baldur’s Gate, ale z pewnością jestem w stanie stwierdzić, że to rozrywka na przynajmniej 200 godzin. Bez nudy, stagnacji, powtórzeń. Mimo niektórych nurtujących i irytujących części składowych to gra wybitna. Oferująca mnóstwo frajdy, rozrywki i totalnego luzu. 22 letni tytuł, który względem grywalności nic nie stracił, a wręcz zyskał. Owszem, graczom młodszym od samej gry może przypaść z trudem, ale i tak warto. A warto, bo dwójka jest jeszcze lepsza. Gry kultowe można uznać za otwarte.