Anthem – mój największy zawód growy

Nie da się ukryć, że koronawirus ma wpływ na większość dziedzin w naszym życiu. Korzystając z zalecenia, aby siedzieć w domu, postanowiłem nadrobić trochę swojej kupki wstydu. Wyjaśnię tylko, że moja kupka wstydu to nie są gry, które chcę przejść od początku do końca, a są to gry, w które po prostu chcę zagrać i sprawdzić. I tak oto w moje ręce trafia Anthem.

Jeżeli dobrze pamiętam, Mass Effect Andromeda wyszła średnio, ponieważ główny team od trylogii Mass Effect pracował nad Anthem. W ostatecznym rozrachunku wygląda to tak: albo większość tego teamu się zwolniła i została sprzątaczka Zofia oraz Pan Mietek – woźny, albo cały team dostał zbiorowego udaru mózgu. Ta gra gryzie glebę już w samych swoich podstawach i zagryza fabularnym mułem. Widać jednak, że Pani Zofia jest specjalistką graficzną, a Pan Mietek zęby zjadł na Gundam Wing.

Struktura fabuły

Zawsze daję grze czas, zanim zacznę ją oceniać. Wynika to z tego, że dla mnie priorytetowym elementem jest fabuła. A jest to bardzo ważny element dla mnie w przypadku Anthem, ponieważ dziedzictwo zespołu, który nad tym tytułem pracował jest imponujące. Ale czy twórcy wywiązali się z fabuły?

Nie wiem. Nie wiem co tam się w ogóle dzieje! Wszelka historia jest podana w tak chaotyczny sposób, że ciężko się w ogóle połapać. Jaki “geniusz” wpadł na pomysł opowiadania połowy historii przez dialogi, jednocześnie dialogi te serwując podczas dynamicznych elementów akcji? Czy Mass Effect, w całej swojej historii, próbował nam wyjaśniać zawiłości fabularne skomplikowanymi dialogami podczas segmentów walki? Nie, ponieważ segmenty walki były uzupełniane krótkimi wymianami zdań dotyczącymi sytuacji na polu walki. Nasi żołnierze skupiali się na tym, by przetrwać te momenty zagrożenia, a nie dowcipkowali sobie w najlepsze na temat starożytnych tajemnic do cholery. A co z fabułą podawaną w spokojniejszych etapach? Zacznijmy od tego, że gra nie opowiada nam niczego obrazem. Anthem jest jak książka z samymi dialogami i bez opisów. Muszę dodać, że z bardzo słabymi dialogami.

Javeliny są najlepszą rzeczą w Anthem

Jakikolwiek sens fabularny jest na początku. Wraz z innymi freelancerami wyruszamy do centrum jakiegoś wydarzenia sprzed lat, w którym teraz dzieją się dziwne rzeczy. I tam oczywiście dzieje się źle, większość oddziału umiera, a my ratujemy swojego dowódcę i uciekamy. Od tego momentu nie wiem, co się dzieje. Jacyś ludzie chcą byśmy coś dla nich robili, ponieważ ma to związek z jakąś wojną. A za chwilę znowu mamy robić coś kompletnie innego, ponieważ jest to dużo ważniejsze niż wojna. I nagle okazuje się, że musimy wrócić do tego oka cyklonu z początku gry, bo jest tam jakiś ultra potężny artefakt.

Opowiadanie obrazem

Wspomniałem, że gra nie opowiada niczego obrazem. Kojarzycie na pewno, jak robi to Bethesda w swoich grach z serii Fallout (tak, nawet w F76). Wchodzimy do jakiegoś budynku, znajdujemy jakiś audio-dziennik i słuchamy i jednocześnie przyglądamy się otoczeniu. Na stole w kuchni pozostawiony talerz z jedzeniem, ciuchy wyrzucone z szafy na środek pokoju i w sypialni dwa zgniłe trupy. Już przez samą obserwację możemy domyślać się, co zaszło, a audiolog nam to uzupełnia i wyjaśnia. Mass Effect działał na podobnych schematach.

A jak robi to Anthem? Segmentem spokojnym jest miasto, pełniące rolę tablicy z misjami. Chodzimy tam sobie, rozmawiamy i dostajemy misje. Dużo większy jest segment akcji. Tutaj poruszamy się w swoim Javelinie, wykonujemy misje, strzelamy i odkrywamy tajemnice. Problem w tym, że jest to najbardziej generyczna dżungla jaką tylko dało się zrobić.

Powtarzalne opowiadanie

Załóżmy, że naszą misją jest odnalezienie kilku naukowców, którzy nie dają znaku życia. Dolatujemy do znacznika, a tam dwa namioty, jakaś antena i dwie kupki jakiegoś łajna (które okazuje się ważnym sprzętem). Po sprawdzeniu miejsca musimy się bronić przed falą wrogów (jednocześnie w tle jest jakiś dialog, który ledwo słyszę). Lecimy do drugiego znacznika i jest dosłownie ten sam obrazek: dwa namioty, jakaś antena i dwie kupki jakiegoś łajna (tym razem są to ślady w postaci butów) i znów się bronimy i jest jakiś ledwo słyszalny dialog. Lecimy do trzeciego miejsca, dwa namioty, jakaś antena, dwie kupki łajna, walka z dialogiem i koniec misji. A ja zostaję z poczuciem “co do cholery się stało?”. Co gorsza, 3/4 zadań polega dokładnie na tym samym i dosłownie we wszystkich strzelamy się z grupami wrogów.

O postaciach nie będę wam pisał, bo nawet Fallout 76 miał lepiej zarysowane postacie w nagraniach głosowych niż to, co jest w Anthem. Ale opowiem co nieco o dialogach. Składają się one dosłownie z kilku zdań, w trakcie których mamy wybór. Wybory, których dokonujemy, nie są łatwe, ponieważ składają się AŻ z dwóch opcji i wyglądają one mniej więcej tak:

  1. Wypowiedź jasno sugerująca, że jest to coś, co chcę usłyszeć i dostanę za to punkty reputacji.
  2. Tutaj powiem coś kompletnie odwrotnego i nie dostanę punktów.

I to koniec. Mówiliście, drodzy gracze, że wybory w serii Mass Effect nie miały znaczenia? No to w Anthem są pozbawione znaczenia i jakiegokolwiek sensu mechanicznego.

Strzelanie jest dosyć satysfakcjonujące

Wizualia i gameplay

Anthem, jak na rasową wydmuszkę z segmentu AAA przystało, ma prześliczną grafikę. Nawet na ustawieniach średnich gra robi ogromne wrażenie wizualne. Ta generyczna dżungla jest faktycznie dżunglą, klify są wysokimi klifami, a w terenach górzystych znajdują się jaskinie. Pełno jest też jakiś gigantycznych ruin, po których można latać. Same Javeliny wyglądają nawet imponująco i robią efekt WOW, a do tego są mocno zróżnicowane wizualnie oraz mechanicznie.

Mój pierwszy wybór padł na najszybszy kombinezon, przystosowany do walki w zwarciu. Stając naprzeciw grupy wrogów faktycznie mam poczucie sterowania wyszkolonym żołnierzem. Szybkie przeskakiwanie pomiędzy wrogami, odskakiwanie, by wystrzelić kilka serii z karabinu i zregenerować tarcze, po czym znów przejść do walki bezpośredniej. Sama w sobie walka jest dosyć satysfakcjonująca, ale tylko jeśli kombinujemy, wykorzystujemy umiejętności naszego kombinezonu oraz staramy się wykorzystywać mobilność. Sam miałem akcję, podczas której grupa wrogów nie była w stanie mnie trafić. Przeskoki między wrogami, uniki, przejście ze starcia bezpośredniego od razu w lot, ostrzał z powietrza i znów szybkie wbicie się w walkę.

Podsumowanie

Anthem jest typową wydmuszką, której kijem nie należy tykać. Jeżeli twórcy chcą wypuścić Anthem 2.0, polecałbym im stworzenie gry od nowa. Jest to tytuł tak płytki, bezsensowny i płaski, że przy nim kałuża jest głęboka jak Rów Mariański. Jasne, daje chwilową radość z walki i prowadzenia naszego kombinezonu, ale ile tak można nie mając żadnego celu? Dodatkowo w grze jest masa głupot mechanicznych, ale ich wam nie opisywałem, bo szkoda mojego i waszego czasu. Jeżeli jednak naprawdę chcecie poczytać o pozostałych elementach gry, zapraszam do komentarzy na naszej stronie Facebook i tam wymienimy się opiniami.

Idę pograć w dużo lepszego Fallout 76.

PLUSY

Javeliny są super
Graficzna uczta dla oczu
Dzięki Anthem nawet Fallout 76 wydaje się super

MINUSY

Fabuła nie istnieje
A jak już istnieje to jest strasznie poszarpana
Postacie nie posiadają żadnej głębi
Dialogi w trakcie akcji
W sumie i tak nie mają one znaczenia
Wybory w dialogach to jakiś żart
I więcej minusów, o których nie pisałem