Anime dekady 2010 – 2019, czyli TOP 22 minionego dziesięciolecia

Mało co sprawiło mi tyle problemów, co świat japońskiej animacji we właśnie kończącej się dekadzie. Powiem prosto – nigdy nie było tak źle. Anime dekady 2010 – 2019 nie było łatwo wybrać, ale nie z powodu ilości…

Jakościowo leci na łeb i szyję, a oczekiwania przeciętnego widza spadają, szczególnie patrząc na serie, które są oceniane najwyżej. Z jakiegoś powodu górę wzięła bezpłciowość, wszechobecny plagiatyzm i brak pomysłów, na początek kilka liczb… Na dzień dzisiejszy obejrzałem dokładnie 2290 tytułów wydanych w minionej dekadzie. Średnia ocen srogo poniżej 5/10, a poziom zadowolenia z każdym rokiem malał, ale nigdy nie nie poddaję. Nie porzucam żadnej zaczętej bajki i nie ma tutaj wyjątków.

W topce nie mam zamiaru podawać tytułów, które są najlepsze dlatego, że banda dzieciaków wystawia nałogowo maksymalne oceny. Serie takie jak Haikyuu, Sword Art Online czy Re:zero, wypadają z tej listy, bo nie można ich uznać za warte uwagi. I to wcale nie jest kontrowersyjne zdanie, bo współczesne sportowe anime w większości to śmieszny żart, a isekai to po prostu rak, który toczy anime na samo dno. Z listy też wypada kilka niezłych tytułów, które są okrutnie przeceniane. Zapomnijcie więc o rzeczach typu Shingeki no Kyojin, Mob Psycho, czy Vinland Saga, a przede wszystkim zero JOJO. Z wyjątkiem ostatnich kilku tytułów lista całkowicie przypadkowa i nie należy jej traktować chronologicznie.

Zacznijmy od rzeczy oczywistych…

ANO HI MITA HANA NO NAMAE WO BOKUTACHI WA MADA SHIRANAI (2011) – jedno najpiękniejszych anime jakie powstały w ostatnich latach, bardziej znane jako Anohana. Opowieść o Menmie, duchu zmarłej przed laty dziewczynki, która powraca i z jakiegoś powodu jedynym, kto może ją zobaczyć, jest jeden z jej przyjaciół z dzieciństwa, Jinta. Cudowna, lekka opowieść o przyjaźni, ale także wybaczeniu sobie nawzajem. Historia o nienawiści, stracie i oczywiście miłości, która pokonuje wszystko. Cudownie wzruszająca i pozostająca na długie dni w głowie. Piękna kreska jest uzupełniona łagodnym soundtrackiem i znakomitą historią rozpisaną na jedynie 11 odcinków. Do znalezienia na Netflix.

BEASTARS (2019) – najmłodsze dziecko na liście, zakończone ledwie kilka dni temu, 26 grudnia. Jedno z moich ulubionych anime roku i genialna satyra na szkolne życie, romans i sporą dawką przemocy. Wszystko ze świetnym soundtrackiem i znakomitej oprawie CGI, czego się nie spodziewałem. Mini recenzja kolegi z redakcji pod tym adresem.

MONOGATARI SERIES: SECOND SEASON (2013) – powiem szczerze, mógłbym wypełnić połowę tej listy bajkami z tej serii. Nie ma obecnie na świecie bardziej pokręconego i powalonego uniwersum w anime. Mieszanina komedii, psychodeli, ecchi i ultrabrutalnego wampirycznego lovestory, ale z dodatkami. Plus tona najlepszego fanserwisu, jaki kiedykolwiek powstał. No i najlepsze, co spotkało gatunek kocich dziewczynek w historii. Z genialnym OST i wspaniałą oprawą graficzną.

VIOLET EVERGARDEN (2018) – dwa słowa: artystyczna orgia. Nie ma obecnie telewizyjnej serii anime, która może stanąć obok tego tytułu i wygrać w kategorii oprawy graficznej, bo po prostu nie ma. I to jest jeden z dwóch powodów, dlaczego ten tytuł się tutaj znalazł. Drugim jest oczywiście 10. odcinek. Przepiękny romans o odnajdywaniu znaczenia miłości oraz radzeniu sobie ze stratą i grzechach przeszłości. Plus wybitny soundtrack. Dostępne na Netflix.

BOKU DAKE GA INAI MACHI (2016) – jedno z najcięższych anime na tej liście. Mroczny psychologiczny thriller i dramat kryminalny w jednym. 29 letni mangaka otrzymuje szansę na uratowanie brutalnie zamordowanej koleżanki z dzieciństwa, gdy się budzi kilkanaście lat wcześniej. Jedno z tych anime, które zwracają uwagę na suspens i budowanie klimatu, zachowując przy tym bardzo wysoki poziom historii. Jedno z większych zakończeń ten dekady. Również dostępne na Netflix pod tytułem ERASED.

SAYONARA NO ASA NI YAKUSOKU NO HANA WO KAZAROU (2018) – bardziej znane jako Maquia, jeden z najpiękniejszych filmów fantasy, jakie widziałem w życiu. Przepięknie animowany, bardzo oszczędnie, plastycznie z mnóstwem kolorów i wspaniałą muzyką. Historia tytułowej Maqui, dziewczyny rasy Iorph, żyjącej setki lat. Podczas ataku ludzi na ich krainę Maquia ucieka i gdy chce się poddać i popełnić samobójstwo słyszy krzyk dziecka, które postanawia wychować jak swoje… Nie pamiętam kiedy ostatnio byłem tak zakochany w obrazie, który przy okazji wystarczył mnóstwo uczuć. Jeden z najwybitniejszych filmów anime dekady 2010 – 2019.

KILL LA KILL (2013) – jedno z moich ulubionych pozytywnych zakończeń. Zwariowana ecchi komedia akcji, pełna twistów fabularnych i genialnego humoru. Opowieść o Ryuuko, która podczas poszukiwań mordercy ojca znajduje tajemniczy mundurek, który nie dość, że posiada własną osobowość, ale też za małą opłatą daje posiadaczowi nadludzkie zdolności. Wszystko w nietypowej, kolorowej kresce z energicznym soundtrackiem i świetnym pacingiem. Wciąż liczę na drugi sezon. Także można znaleźć na Netflix.

Anime dekady 2010 – 2019 to nie tylko dzieła wybitne, ale też takie, których nie da się zapomnieć niezależnie od oceny.

KIMI NO NA WA. (2016) – jestem prostym człowiekiem, widzę nazwisko Shinkai, to wiem, że będzie graficzna uczta. Historie w jego filmach są proste i bardzo uczuciowe, romanse i melodramaty najwyższej, choć nieco schematycznej półki. Historia mieszkającej na prowincji Mitsuhy i tokijczyka Takiego, którzy pewnego dnia zamieniają się ciałami. W poszukiwaniu odpowiedzi postanawiają znaleźć siebie nawzajem. Słodka, choć bardzo zaskakująca w finale historia miłosna, która jest ubarwiona boską grafiką i genialnym soundtrackiem japońskiej grupy Radwimps. Jeden z moich ulubionych filmów, widziałem go już kilkanaście razy i nie zapowiada się, bym zwolnił w najbliższym czasie.

ZOKU OWARIMONOGATARI (2018) – drugi tytuł z serii na tej liście, ale nie mogło go tutaj zabraknąć. Zwięczenie dziesięciu lat franczyzy, grubo ponad dwugodzinny epilog ekranizujacy finałową powieść z serii. Jak się okazało, autor pisze kontynuację, która jest jeszcze bardziej porąbana niż kiedykolwiek. Jako podsumowanie 10 letniej przygody z uniwersum – wybitne.

AMANCHU! (2016) – najcudowniejsze, najpiękniejsze, najbardziej pozytywne anime, jakie widziałem. W zasadzie o niczym, celebracji życia, radości i miłości. Z naprawdę przepiękną grafiką, cudownym soundtrackiem i wspaniałym przesłaniem. Schematyczna historia przyjaźni dwóch całkowicie różnych dziewczyn, która nie oszukuje czym jest, bo w zamian to dostarcza dawkę pozytywnych uczuć, która wyleczy nawet najcięższą depresję. I milion chibi faces.

YAGATE KIMI NI NARU (2018) – nie mogło zabraknąć tutaj ekranizacji jednej z moich ukochanych mang. Historia miłości i niemiłości dwóch dziewczyn, która pod płaszczykiem typowego lesbijskiego romansidła dostarcza świetną historię, po raz kolejny, o radzeniu sobie z trudną przeszłością i akceptowaniu siebie. Całość pokrywa tylko część komiksu i liczę na kontynuację, bo tam się dopiero dzieje.

KOI WA AMEAGARI NO YOU NI (2018) – i kolejny romans. Ale tym razem zupełnie inny, opowieść o 17 letniej Akirze, która jest zakochana w… 45 letnim rozwiedzionym szefie. Nie jest to ani trochę rzecz kontrowersyjna, podana w lekki i logiczny sposób, ale czy taka miłość ma szansę? Jedna z tych niezwykle animowanych bajek, łączy wspaniałe możliwości współczesnych grafików jednocześnie będąc bardzo… staroświecką. Dawno mnie nic tak pod tym względem nie zaskoczyło. No i soundtrack, wybitny, w czołówce najlepszych tej dekady.

Oraz ostatnia trójka przed finałową szóstką.

FATE/STAY NIGHT MOVIE: HEAVEN’S FEEL – II. LOST BUTTERFLY (2019) – drugi z trzech filmów. Trzeci ma premierę w 2020. Ekranizacja mojej ulubionej ścieżki oryginalnej visual novel. Mroczna, ultrabrutalna, wywracająca znane uniwersum do góry nogami. Jedna z najbardziej zaawansowanych technicznie animacji, jakie kiedykolwiek wyszły, z najpiękniejszą sceną walki, jaką widziałem w danym swoim życiu, a Yuki Kajiura kolejny raz dostarczyła soundtrack wybitny, a studio ufotable jak zawsze dba o nieziemską animacje promując ciężkie miliony w produkcję.

OOKAMI KODOMO NO AME TO YUKI (2012) – znane szerzej jako Wolf Children. Film pokazywany nawet w polskich kinach. Opowieść o Hanie zaczyna się, gdy poznaje Ookami, w którym się zakochuje, nawet mimo tego, że jest wilkołakiem. Rodzi im się dwójka dzieci, które przejmują po ojcu jego wilcze geny. Niestety niedługo po narodzinach córki Ookami ginie i zostawia Hane samą z dziećmi, które są dalekie od bycia normalnymi, a trzeba je wychować. Przepiękna, cholernie wzruszająca historia matczynej miłości ponad wszystko. Jeden z najbardziej dojrzałych filmów dekady, traktujący o trudnościach codzienności, bezwarunkowej miłości i akceptacji rzeczywistość. Dzieło naprawdę wybitne.

PLASTIC MEMORIES (2015) – z pewnością najsłabszy tytuł na liście. I z pewnością ten NAJBARDZIEJ bolesny. Kolejny romans, tym razem w sosie sci-fi, to wciąż bardzo dobra, wręcz świetna produkcja, z którą mam bardzo ciężką relację i staram się nie myśleć o tej bajce, ale jednocześnie kocham ją prawdopodobnie bardziej niż większość dotychczas wymienionych tytułów. Nic mi tak serca nie złamało w moim życiu.

Finałowa szóstka to dzieła całkowicie wybitne, które znaczą dla mnie najwięcej…

…to też oczywiście ścisła czołówka najlepszych anime dekady 2010 – 2019, ale też najlepszych anime jakie kiedykolwiek widziałem. Są to bajki, które nie tylko otrzymały ode mnie maksymalną możliwą ocenę, ale też wylądowały w panteonie moich ulubionych.

SUZUMIYA HARUHI NO SHOUSHITSU (2010) – Melancholia Haruhi Suzumiyi to jedno z najwybitniejszych anime wszechczasów. Tutaj nie ma o czym dyskutować, a każdy, kto myśli inaczej, cóż, przykro mi. Kontynuacja i niestety ostatni installment w serii, niemalże 3 godzinne arcydzieło, gdzie główna bohaterka… znika. To także najlepsza część całej serii, dzięki całkowicie wybitne, jeszcze bardziej abstrakcyjne i nienormalne niż poprzednik. Jedno z definiujących ramy anime. Arcydzieło.

FATE/STAY NIGHT: UNLIMITED BLADE WORKS SEASON 1&2 (2014-2015) – moja ukochana bajka w serii ekranizacji od ufotable. Szczególnie drugi sezon, jedno z najlepszych anime, jakie widział świat i nawet toksyczny fandom tego nie zniszczy. Najlepsze Fate dotychczas, technicznie to wciąż dzieło sztuki i… to jedna z moich ulubionych historii miłosnych, jakie widziałem. Zajrzyjcie na Netflix jeśli nie mieliście okazji.

TENKI NO KO (2019) – miałem szczęście być na premierze i byłem niezwykle zachwycony, co poskutkowało 6 wizytami w kinie. Shinkai po raz kolejny, w swoim najwybitniejszym i stanowczo najlepszym dziele. Opowieść o dziewczynie, która ma moc wplywania na pogodę, miłości, konsekwencjach złych wyborów i historii, która znali tylko oni. Bardzo ciężko tutaj cokolwiek dodać bez zdradzenia fabuły. Moje stanowczo ulubione anime roku, które brzmi (ponownie Radwimps) i wygląda nieziemsko, najpiękniejsza technicznie kinówka jaką dotychczas widziałem. No i to naprawdę najlepszy jego film. 15 stycznia 2020 film ma premierę w Europie i będzie do obejrzenia w kinach sieci vue na terenie całej Anglii do końca miesiąca.

KOE NO KATACHI (2016) – ścisła czołówka moich ukochanych anime i mang wszechczasów. Film, który oglądałem grubo ponad 30 razy, tylko w ciągu ostatnich 4 miesięcy widziałem go 10 razy. Opowieść o przemocy, wybaczeniu, nienawiści i próbach radzenia sobie z trudną przeszłością i przede wszystkim o miłości, która zmienia wszystko. Oczywiście przepiękne graficznie i z niezapomnianą muzyką. Jeszcze dziś do tego wrócę. Również na Netflix.

Finałowa trójka to też moje prywatne TOP3 anime wszechczasów.

SHIGATSU WA KIMI NO USO (2014) – oto najpiękniejszy soundtrack tej dekady. Najpiękniejsze anime o miłości tej dekady. Najbardziej wzruszające (zaraz po Plastic Memories) anime dekady i przepięknie narysowana bajka. Ciężko tutaj pisać cokolwiek, żeby nie spojlerować. Historia wybitnego pianisty, Kousei, który pod wpływem traumy przestał grać na fortepianie i nietypowej skrzypaczki Kaori, która zmusza go do powrotu do muzyki. Cudowna historia miłosna, jestem miłośnikiem romansów i wierzcie mi, takiego wyznania miłości nie widzieliście… a to wszystko ponownie na Netflix pod tytułem Your lie in April.

MAHOU SHOUJO MADOKA★MAGICA (2011) – nic w przypadku tej bajki nie jest takie, na jakie wygląda. To nie jest typowa bajka o czarodziejkach, to stanowczo topka najcięższych bajek, jakie powstały w całej historii japońskich bajek, kategoria wagowa Perfect Blue, Neon Genesis Evangelion… jeden z tytułów, które zredefiniowały i zdekonstruowały swoje gatunki. No i najbardziej abstrakcyjne animacje, jakie widzieliście, ostry trip, w połączeniu z mroczną i epicką muzyką tworzy dzieło wybitne. Pod każdym względem. Jeśli szukacie cierpienia i ciężkiej depresji to zapraszam po raz kolejny na Netflix.

Oraz najwybitniejsze anime dekady, oraz mój personalny numer 1 wszechczasów:

MAHOU SHOUJO MADOKA★MAGICA MOVIE 3: HANGYAKU NO MONOGATARI (2013) – klękajcie przed najwybitniejszym anime wszechczasów. Bezpośrednia kontynuacja serii, jeszcze cięższa, bardziej fatalistyczna i ekstremalnie wymagająca. Przewyższa prequel pod każdym możliwym względem a ten i tak jest wybitny. Kontynuacja historii Madoki przyniosła ze sobą nadzieję, na szczęśliwe zakończenie i tak też się czujemy, ale to Madoka. Cierp widzu, cierp, tak jak cierpią dziewczynki. Arcydzieło kompletne. I jeden z najbardziej depresyjnych obrazów w historii kina.

Oto anime dekady 2010 – 2019. Jeśli kogoś ciekawią inne tytuły, to zapraszam tutaj, chętnie pogadam.